Wszystkie chwyty dozwolone! Czyli co młody artysta może wynieść dla siebie, odwiedzając tę wystawę?


Czas czytania 9 minut

Czy odwiedzanie wystaw może być inspirujące? W sumie to powinno. Bo po co chodzimy oglądać dzieła artystów, którzy byli, tworzyli i zostawili po sobie artystyczny obraz rzeczywistości, w której żyli. Czy wystawa nabistów to idealny powód, dla którego młodzi twórcy mogą zetknąć się z czymś autentycznym i w obliczu dzisiejszej ulotności oraz tymczasowości doznać chwili czegoś, co trwa i jest prawdziwe. Czy może to dać im chwilę na refleksję, poszukiwanie siebie i swojego pomysłu na wyrażenie rzeczywistości, w której aktualnie tworzą? Polecamy głos dwójki studentów ASP, którzy odwiedzili wystawę „Nabiści. Prorocy nowej sztuki”, organizowaną przez Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie.

 

Tekst i zdjęcia:
Wiktoria Wójcik, Antek Mazerant

studenci ASP w Łodzi

„Jak widzisz to drzewo? Jest zielone. Połóż więc zieleń, najpiękniejszą zieleń z palety. A ten cień jest raczej niebieski? Nie bój się namalować go tak niebieskim, jak to tylko możliwe”. – Paul Gauguin


Zaczniemy nieco przewrotnie, od cytatu, który świetnie narzuca nam sposób, w jaki o sztuce tego okresu powinniśmy myśleć. Czym jest to spostrzeżenie – dla osoby w dniu dzisiejszym, stojącej przed sztalugą w szkole artystycznej w Polsce, a i na świecie – myśl, że do realizacji wizji na płótnie możemy wykorzystać absolutnie wszystko. Traktujemy to za oczywistość, jednakże, cofając się w historii więcej niż 100 lat, okazuje się, jak odważnym posunięciem było przełamanie konwenansu malowania rzeczywistości, jaką ją widzimy, a rozpoczęcie interpretowania świata zastanego przez własne spostrzeżenia na jego temat czy własne chęci uwydatnienia tego, co przedstawiamy.



Cofnijmy się więc na moment do XIX-wiecznej Francji, będącej głównym ośrodkiem rozwoju ówczesnej sztuki europejskiej, próbującej twardo trzymać się akademickich zasad malarstwa. Jednym z nurtów przeciwstawiających się temu był ruch nabistów, tzw. „proroków”, którzy to, podejmując się nowatorskich, jak na tamten czas, i zdecydowanie nieszablonowych rozwiązań, dążyli do ożywienia sztuki. Płaska plama barwna i charakterystyczny kontur wyróżniały prace tworzone przez przedstawicieli tego właśnie nurtu, nadając obrazom upragnionego przez artystów subiektywizmu.



Część dzieł powstałych w tym nurcie mieliśmy przyjemność zobaczyć na wystawie „Nabiści. Prorocy nowej sztuki” w Muzeum Łazienki Królewskie. Wystawa pozwoliła nam zagłębić się dokładnie w przedstawiony powyżej temat dzięki niemałej ilości dzieł, albowiem jest ich aż 90, a wśród nich prace zasłużonych artystów. W przestrzeni wystawienniczej uwzględnione są prace stworzone przez takich malarzy, jak m.in. Maurice Denis, Édouard Vuillard czy też Paul Sérusier. Nie zabrakło również polskich artystów, a w tym ku naszej uciesze Stanisława Wyspiańskiego.

Niemniej zachęcająca do poznania wystawy była jej aranżacja i komunikacja. Jej lokacja i kontekst przestrzeni, w której się znajdowała. Otaczający nas park łazienkowski tworzyły wrażenie, jakoby były swoistym uzupełnieniem całości. A w środku zwiedzanie kolejnych sal pozwoliło nam stopniowo odkrywać coraz to nowsze wątki, rozwijające naszą wiedzę w zakresie tego tematu. Każda sala wystawy stanowiła dla nas pewnego rodzaju niespodziankę, co wzbudzało naszą chęć oglądania dalej. Opisywane wcześniej zagadnienia były szczególnie charakterystyczne dla nurtu nabistów, a same w sobie są dowodem na to, jak szerokie było spektrum ich zainteresowań.

W myśl tego, że miarą określającą, czy dane wydarzenie było dla widza udane, jest to, jaka odpowiedź nasuwa mu się po zadaniu sobie pytania – Czy po wyjściu występuje u nas chęć poznawania tematu szerzej? Czy wracamy pełni inspiracji oraz pomysłów, które to, niezależnie od kierunku, w jakim zmierzają, wiemy doskonale, że narodziły się dzięki zobaczeniu i doświadczeniu tych konkretnych rzeczy i sytuacji. Tak też się stało i w tym przypadku.



Zadaliśmy sobie tym samym pytanie – Co młody artysta może wynieść dla siebie, odwiedzając tę właśnie wystawę, o której mowa?

Na myśl nasuwa się termin – ad fontes, który oczywiście w klasycznym jego rozumowaniu odnosi się do nauk humanistycznych, ale jednak jego założenia, lekko przeformułowane kontekstowo, pozwalają nam uzasadnić użycie tego terminu w odniesieniu do zagadnień związanych z malarstwem, i nie tylko.

Termin ad fontes dosłownie oznacza „do źródeł”, co w szeroko przyjętym znaczeniu odnosi się do powrotu do sztuki, np. antycznej. Co jednak, kiedy przyjmiemy inne źródło, wychodząc z założenia, iż nabiści właśnie byli jednymi z prekursorów sztuki współczesnej, jaką znamy dziś, przyczyniając się do coraz to bardziej odważnych ruchów stylistycznych, które finalnie doprowadziły do abstrakcji oraz wszystkiego, o czym możemy teraz mówić jako o sztuce nowoczesnej?

Czy właśnie tym wcześniej już wspomnianym źródłem dla nas nie może się stać punkt zwrotny obwieszczony przez dumnie określanych… proroków nowej sztuki?

Co daje nam obcowanie z wystawą malarstwa historycznego właśnie z perspektywy bycia młodym artystą, pozwala na refleksje i inspiracje u samego źródła. W kontekście muzyki istnieje znane powiedzenie – „ulubiony raper twojego ulubionego rapera” (odnosi się ono do miejsca, w którym ów właśnie zaczerpnął inspiracji do stworzenia np. płyty). Czy z artystami wizualnymi jest jakkolwiek inaczej? Oczywiście, że nie, stąd też nasuwa się refleksja, iż warto zawsze odnaleźć jak najgłębsze źródło inspiracji, z którego my dopiero, z pełnym zrozumieniem materii, z którą obcujemy, jesteśmy w stanie podejmować świadome decyzje oraz w pełni panować nad tym, co tworzymy.

Rola edukacyjna wystaw sztuki na przestrzeni lat jest niepodważalna, przecież to one właśnie były jednym z kluczowych motorów napędowych tego, co następowało później, będąc miejscem, w którym młodzi artyści nasiąkali nowymi nurtami. Lecz teraz, w momencie cyfryzacji, straciliśmy ten pierwiastek obcowania ze sztuką fizycznie. Zupełnie innym doświadczeniem jest obcowanie z obrazem który odbija światło w przeciwieństwie do ekranu z którego ono bije. Obserwujemy obrazy w jakże większej ilości, ale za to z proporcjonalnie mniejszą uwagą i dogłębnością niż wcześniej. Może i w tym wypadku potrzebna nam ta podróż do źródeł nie tylko czerpania inspiracji, ale także obcowania ze sztuką – fizycznie i z pełną uwagą.



Już będąc w trakcie wystawy, pomyśleliśmy o tym, by spróbować zapożyczyć pewne cechy malarskie od nabistów. Jednak po obejrzeniu całości zmieniliśmy przekonanie, dochodząc do wniosku, że wartością ich twórczości było zaprzeczenie „zapożyczania”. Ostatecznie wyszliśmy z podziwem dla odwagi i ciekawości świata, która prowadzi do tworzenia rzeczy nowych, takich, które są podziwiane, które mają wpływ na ludzi, nie tylko w wymiarze artystycznym, ale i ideologicznym.

Wystawa „Nabiści. Prorocy nowej sztuki” jest okazją, gdyż znakomita część prac na co dzień znajduje się w paryskim Muzeum d’Orsay bądź innych muzeach zagranicznych, w dużej mierze francuskich. Jest ona otwarta do 15 listopada 2026 roku, a zatem pozwala na spokojne zaplanowanie wizyty w dogodnym dla zainteresowanych terminie, do czego serdecznie zachęcamy.

 

Tekst i zdjęcia:

Wiktoria Wójcik, Antek Mazerant


Materiał powstał w odpowiedzi na zaproszenie na wystawę „Nabiści. Prorocy nowej sztuki”, organizowaną przez Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie.

Cały artykuł jest dostępny bezpłatnie dla naszych zarejestrowanych czytelników.

ZAREJESTRUJ SIĘ

Zyskujesz bezpłatny dostęp do wszystkich treści PURPOSE – magazynu i portalu branżowego dla twórców sektora kreatywnego.
Wywiady z praktykami, artykuły poradnikowe, analizy, warsztaty. Dołącz do czytelników PURPOSE.

dołącz teraz


jeżeli już posiadasz konto.