Woda

WODA | Leszek Naziemiec

2017-10-05

Czas czytania 10 minut

Zapytacie z pewnością, co ma wspólnego „Woda” z PURPOSE? Jestem przekonany, że lektura pojawiających się w tym miejscu wywiadów, artykułów będzie odpowiedzią na to pytanie. Temat „Wody” pojawił się w moim życiu już jakiś czas temu... w domu zaczęliśmy oszczędzać wodę, zwróciliśmy uwagę na problemy z zanieczyszczeniem rzek, mórz i oceanów.

Wspólnie z synem zaczęliśmy pływać, uznając, że to najlepszy sport zarówno dla „młodych”, jak i „starych”. Woda oraz pływanie otworzyły szeroko drzwi do świata przygody, której do tej pory... nie zauważałem. Przygoda ta dała mi odwagę, aby poznawać nowych ludzi, dzielić z nimi pasje oraz wyznaczać, a później realizować, pozornie nieosiągalne cele...

Leszek Naziemiec jest pierwszym z bohaterów, których historie będą pojawiać się w dziale „Woda”. Poznajcie człowieka, pływającego jeden kilometr (temperatura wody do 5 stopni celcjusza) w ramach treningów... faceta, który pływał w Arktyce, i ma zamiar przepłynąć Wisłę. Jego przygoda z wodą zaczęła się już jakiś czas temu... jak twierdzi, woda jest dla niego niczym, ale tak naprawdę chyba wszystkim...

Maciej Mazerant, wydawca PURPOSE



Zdjęcia dzięki uprzejmości: Leszek Naziemiec | foto: Michał Marzec

M.M.: Pływałeś w Arktyce, chcesz pływać na Antarktydzie... to dziwne wyzwania biorąc pod uwagę, że większość ludzi jeździ pływać nad Morze Śródziemne – woda ciepła i słoneczko dogrzewa... O co chodzi w tym zimowym pływaniu?

L.N.: Zimowe pływanie oswaja śmierć. Wydaje Ci się, że umierasz, a jednak żyjesz dalej. No i następuje adaptacja. Umiałeś pływać 3 minuty, a teraz już pół godziny. To przyroda dopuszcza Cię to swoich tajemnic. Trzeba być cierpliwym. Po jakimś czasie łapiesz spokój w wodzie, to bardzo pomaga.

Lęk jednak znowu cię dopada, bo chcesz więcej i więcej, ale znów przekraczasz tę granicę i jest dobrze. To, co dla innych wydaje się niedostępne — zostaje Ci udzielone... Nie potrzeba już tropikalnego landszaftu do pływania.


Jak zaczęła się twoja przygoda z zimowym pływaniem... zapadł się pod tobą lód i przypadkiem odkryłeś, że to nie takie straszne?

Siedziałem w Czechach i jeden z kolegów maratończyków powiedział mi, że u nich jest popularna taka dyscyplina od lat przedwojennych. W sieci zobaczyłem kilkudziesięciu ludzi, którzy ścigają się w rzece Morawie na dystansie kilometra. Pojechałem to zobaczyć. Wsiąkłem w ten sport i zacząłem się śmiać z polskich mistrzów, którzy pływali 100 m z głową nad wodą i mówili o tym w telewizji.

W Polsce “mistrz” to słowo z etykiety młodego wina. Zaczęliśmy z kolegami trenować w Czechach, ucząc się od ludzi 70-letnich, którzy na mrozie w kąpielówkach spędzali pół dnia. I nie było w tym czarów, tylko regularny trening. Kiedy organizowałem przepływ przez Bałtyk z Dziwnowa do Ystad, też musiałem prosić Czechów do sztafety, bo Polacy chcieli płynąć w piankach.

A pianka wszystko zmienia – daje wyporność, szybkość i ciepło – zaczyna robić z pływania coś, co technologia robi z himalaizmem. Trasę do Szwecji udało się pokonać za drugim podejściem.





Jak twoją pasję odbierają znajomi a przede wszystkim rodzina? Przepłynąć lodową milę... To przecież sport ekstremalny...


Kiedyś zawody odbywały się tylko w Czechach, rodzinie się podobało, bo zwiedzilismy prawie cały kraj. Teraz są już tym znudzeni i dobrego słowa nie powiedzą, ale wiem, że są jakoś tam dumni. Tak jakbym miał ładną kolekcję znaczków z Gagarinem. Leszek, no to wyciągnij już ten klaser i pokaż cioci. Niepytany staram się o całej sprawie nie wspominać.


Lodowa mila? Ja jej nawet oficjalnie nie chciałem pływać. Jeśli co dzień, zimą mogę pływać kilometr, to cóż to takiego? To tylko regularność w treningu przez parę lat. Dystanse od 2 do 3 km są elektryzujące teraz. Zresztą dwu moich towarzyszy pływackich Łukasz TkaczMarek Grzywa powiedzieliby to samo. Czesi nas wychowali.





Opowiedz, proszę o projekcie przepłynięcia Rzeki Wisły... Jaki jest cel tego projektu, co chcesz pokazać i co udowodnić?


Studiowałem przebieg Jukonu i Leny nie widząc, że jest idealna rzeka do pływania pod nosem. Zmitologizowane są wiry, które nic pływakowi nie zrobią. Zanieczyszczenie się od paru lat zmniejsza. A jest piękna jak moja żona i chyba tylko czekała na mnie! Najtrudniej zobaczyć to, co jest pod nosem. Czyli przygoda, prawda o utonięciach, bo wynikają z braku umiejętności pływackich – i promocja zachowań proekologicznych – oto cele przepływu.


Oczywiście boję się trochę nieznanego, ale jeśli ktoś nie wrzuci złomu, o który zahaczę – powinno być ok. Wisła płynie średnio 3 km na godzinę, więc tak naprawdę nie muszę pływać całego 1000 km, tylko 500.



Twój idol w tej dyscyplinie? A wymarzona impreza?

Franciszek Venclovsky. To Czech, który po ciężkim wypadku sam nauczył się pływać, choć nie widział na oczy basenu i nie miał trenera. Siła determinacji. Nie miał nawet okularków pływackich. Za drugim razem udało mu się! Nasza Teresa Zarzeczańska była jednak zawodowcem, choć też ją podziwiam. Najlepsze zawody to jednak dla mnie coś kameralnego, w miejscu nieoczywistym.



Zdjęcia dzięki uprzejmości: Leszek Naziemiec | foto: Michał Marzec


Pływacy zimowi spotykają się u Was na Śląsku raz w roku na zawodach, brałem w nich udział – świetna impreza, super ludzie i atmosfera. To duży wysiłek organizacyjny?


Wysiłek jest – ale jest to impreza niekomercyjna, cała na barkach przyjaciół. Nie mam nic przeciwko sponsorom i dofinansowywaniu dyscypliny, ale denerwuje mnie sposób rozwijania np. biegów przeszkodowych – zedrzeć z zawodnika, stworzyć mu potrzeby i mody – to nie dla mnie.





A tak po wyjściu z wody to, co porabiasz? Bo rozumiem, że pływanie zimowe to raczej hobby, a nie zawód?


Uczę rehabilitacji małych dzieci, psychologii i oceniam rozwój psychoruchowy niemowląt. Jestem melomanem-maniakiem. Szalenie ważne dla mnie rzeczy – ale to odrębny temat.



Czym jest dla ciebie woda?

Niczym. W pewnym sensie. Odkrywaniem, że całe bogactwo przeżyć, cały kosmos jest, na wyciągniecie ręki. Wędkarz powie to samo, miłośnik kontrapunktu Bacha i amator LSD. Ale uwaga! Nie zapadnij się w to! Spójrz krytyczne i stań z boku – bo inaczej możesz stać się żałosny, życie ucieknie gdzie indziej. Woda, ocean, daje pierwotne przeżycie, które tracimy w technologicznym świecie, to na pewno.

Strasznie romantyczne, to pływanie. Jak płynę, mówię sobie: jesteś u siebie, tu jesteś bezpieczny, możecie mi naskoczyć! Kiedyś ciągnęło mnie do himalaizmu. Ale im więcej czytałem, a sporo też chodziłem, to dochodziłem do wniosku, że teraz odbywa się gwałt na górach – śmieci, poręczówki, pozerstwo i spore pieniądze.

Oczywiście prawdziwi bohaterowie są także. Sport pływacki nie zadaje gwałtu wodzie tak jak pieniądze i żądze górom. Góry śmieci po drodze na Everest, po co to?



Zdjęcia dzięki uprzejmości: Leszek Naziemiec | foto: Michał Marzec






Więcej o zimowych projektach ale nie tylko na profilu Facebook: Leszek Naziemiec Dzikie Pływanie
Strona www: Silesia Winter Swimming
Facebook SWS

Rozmawiał: Maciej Mazerant | PURPOSE 


REKLAMA

POLECAMY