CZYTAJ

OPINIA | Mniej więcej

2020-03-18

Czas czytania 7 minut

Poproszeni o napisanie felietonu na temat projektowania wokół idei redesignu i upcyclingu, początkowo mięliśmy nie lada problem, jak ugryźć ten temat. Przywracanie życia przedmiotom, nadawanie im nowych znaczeń i funkcji. Idee w zasadzie szlachetne i z pozoru słuszne. A jednak.


Mówiąc o redesignupcyclingu, przywodzimy na myśl meble z palet, torby z plandek czy całą masę żyrandoli z najróżniejszych odpadów. Redesignupcycling wielu ludzi kojarzy z ekologią. Wystarczy jakiś ready-made lub coś zrobione ze śmieci, a już zyskuje miano przyjaznego środowisku. Dochodzi więc do sytuacji, gdy lampa zrobiona z plastikowych kubeczków obrazuje powszechne rozumienie ekologicznego designu. Czy jest to w ogóle dobra lampa, biorąc pod uwagę nawet najbardziej podstawowe kryteria tej kategorii produktowej? Czy, biorąc pod uwagę cały szereg okoliczności, przerabianie jednych (często zupełnie nieekologicznych, czasem nawet nieużywanych!) rzeczy na inne jest faktycznie najbardziej sensownym, zielonym rozwiązaniem?

W idealnym świecie, w którym królują niepodzielnie: odpowiedzialne projektowanie i świadome wybory konsumentów, redesignupcycling nie są w ogóle potrzebne. Wystarczą rzeczy trwałe, dobrze zaprojektowane, ponadczasowe. Czasem coś się naprawi, rzadko trzeba wymieniać, nic nie trzeba przetwarzać ani przerabiać. Nieważne są trendy. Przemyślane wzornictwo, trwałe materiały, solidne wykonanie i stylistyka poza czasem sprawiają, że nic nie wychodzi z mody ani z użytku. Rzeczy nie są zaprojektowane tak, by mamić, kusić i najwięcej obiecywać na półce sklepowej, by potem niczym polityk nie dotrzymać danych obietnic. Produkty wolą być skromnymi towarzyszami codziennego dnia, dyskretnymi bohaterami drugiego planu. Konsumenci znają swoje potrzeby i potrafią analizować otaczającą ich kulturę materialną, dzięki czemu podejmują świadome wybory. To tyle o idealnym świecie. A jak jest w naszej, nieidealnej rzeczywistości? Oczywiście warto się dwa razy zastanowić, nim coś wyrzucimy do śmieci. Oczywiście warto używać rzeczy ponownie, nadając im nową funkcję. Nie zrozumcie nas źle, nie negujemy tych idei. Wybieramy po prostu inną drogę. Proponujemy sięgnąć głębiej. Warto nauczyć się analizować otaczające nas przedmioty i zacieśniać swój filtr krytyczny. Warto otaczać się starannie wyselekcjonowanymi przedmiotami, trenując świadome wybory i stale podnosząc swoje wymagania. Jest sporo do zrobienia, patrząc na zalewające nas morze miernoty i bylejakości.

Kiedyś człowiek znał szewca, który szył mu buty, pewnie nawet widywał krowę, z której skóry zostały zrobione. A dziś? Jesteśmy odseparowani od procesu powstawania rzeczy, których używamy. Niewiele o nich wiemy. Jak powstały, skąd do nas przybyły, ile energii potrzeba na ich wytworzenie, jak długo będą nam służyć, a jak długo zalegać w ziemi po swojej mniej lub bardziej naturalnej śmierci? Nie umiemy ocenić wartości – zazwyczaj przepłacamy. Nie mamy świadomości, co kupujemy.

Weźmy na celownik dysponowanie publicznymi środkami. Póki co „sprawiedliwy” wybór oferty (a może raczej tchórzowski), to wybór, którego głównym, a często jedynym kryterium jest cena. Najniższa cena. Trzeba uważać, wydając publiczne pieniądze, by nie podpaść. Nikt dziś nie zakwestionuje wyniku przetargu, w którym wygrała najtańsza oferta. Ale nikt też nie sprawdza lub nie pofatyguje się, by sprawdzić za rok, za dwa, za pięć, czy rzeczywiście najtańsza była najbardziej opłacalna. Przecież to niegospodarność w najczystszej postaci!

Projektanci też nie są bez winy. Czasami, by na chwilę zaistnieć, z potrzeby dowartościowania się, innym razem wykorzystywani jako narzędzie marketingowe na usługach konsumpcjonizmu, przechodzą na ciemną stronę mocy. Dla nas podstawową strategią jest projektowanie rzeczy, które nie wychodzą z mody ani z użytku. Można powiedzieć, że hokery Bull dla Moroso, wieszaki Seven dla ProfiM czy choćby stoły Xylo dla Comforty cechuje trwałość i „pozaczasowość". Zobaczymy, czy faktycznie przetrwają próbę czasu. Wierzymy, że to początek długiej drogi. Doskonałym przykładem jest marka Vitsoe – zbudowana wokół kilku dosłownie produktów zaprojektowanych przez Dietera Ramsa, z których sztandarowym jest system regałów 606 Universal Shelving System z 1960 r. Vitsoe kosztuje mniej niż tańsze alternatywy. Jak to możliwe? Otóż, proszę Państwa, droższe może być tańsze! To tylko kwestia przyjęcia odpowiedniej, długofalowej perspektywy. Biorąc przykład z mistrza Dietera Ramsa, projektujmy świadomie, nauczmy się żyć z mniejszą ilością rzeczy, które trwają dłużej. Zamiast tworzyć lampę, wkładając żarówkę w starannie wyselekcjonowane śmieci lub konstruując ją z plastikowych kubeczków, lepiej przestać tych kubeczków w ogóle używać i zainwestować pieniądze lub kreatywność w obiektywnie dobrą, porządną lampę. Może kiedyś znajdzie ją ktoś w sklepiku z antykami lub będzie cieszyła nasze prawnuki.

Tekst: Gosia i Tomek Rygalik
Strona projektantów: http://studiorygalik.com

Xylo, Comforty, Tomek Rygalik, foto: Ernest Winczyk&Bartosz Gorka
 


REKLAMA

POLECAMY