PATRONAT PURPOSE | Leszek Bartkiewicz. Potworzone


Czas czytania 9 minut

MiTo/27.10 – 16.11.2014
Otwarcie/poniedziałek/27.10.2014/19:00


Dlaczego nie stworzone, tylko potworzone? Z natury swej nienaturalne, za małe, za duże, zawsze nie dość. Jeśli już, to jedynie w jakiejś mierze. Postaci ociężałe, pokraczne, nie trzymające się w ryzach, bez formy, bez właściwości, bezużyteczne, bezsensowne. Wprzęgnięte w mechanizm, który jest im obcy, w tryby zranień i upokorzeń, potykające się na każdym kroku, ubezwłasnowolnione. Nadwyrężone, naciągnięte, zwichnięte. Tu skrzyżowane nogi, tam skrępowane ręce, usta szeroko otwarte, a jakby zakneblowane. Zaplątane we własne linie, zamknięte w klatce własnego ciała, zastygłe w geście masochisty, w zdarzeniu swym jakże nachalnym, całkiem niewydarzone. Pomiędzy nimi ściana, mur, beton.

Świat Leszka Bartkiewicza to rewers Księgi Genesis, odwrotność planu stworzenia,  tym samym odległe peryferia historii sztuk pięknych, odrzucone apokryfy znanego nam i cenionego kanonu. Jeśli wiedza robi wszystko, by zapomnieć o swych początkach i objawić się w spójnej, czystej formie, to jego malarstwo wydobywa na powierzchnię jej zapoznane źródła. Dionizos przeciw Ukrzyżowanemu, to jedno, patologia w miejsce normy, to drugie, antynowoczesność to trzecie. Zamiast wielkiej narracji zwycięzców, intymna opowieść przegranych. Zamiast kumulacji sensów, idiotyzm enumeracji, bez końca i bez początku. W miejsce rozwoju, regres i degradacja. Biegnący, którzy nigdy nie dobiegają do mety, łaknący, których nikt nie napoi, wszyscy, którzy się źle mają i których nikt nie zbawi. To jest baśń bez morału, raczej dla dorosłych niż dla dzieci. Potworzone zawsze jest potworne.

Co widać w obrazie, który chce przedstawić akurat to, co nieprzedstawialne? Trzy Gracje, wszystkie odwrócone tyłem, zlewają się w jeden bliżej nieokreślony kształt, a w nim lekko, ale wyraźnie zarysowana twarz samego twórcy, który niczego nie stwarza a tylko odtwarza to, co w nim i w świecie potworzone. Nie jest konkurencją dla Boga, a też nie próbuje naprawić zła, które widzi wszędzie wokół, bo wszędzie umieszcza przeszkody nie do sforsowania. Z pewnością po pracy czyta Leśmiana, Schulza, Topora, Bataille’a, Kristevą, i kogo tam jeszcze, z pewnością zrozumiał też Boscha, Bacona, Eugeniusza Markowskiego,  ale co robi gdy nic już nie może zrobić, gdy dopada go to, co Potworzone?  

Piotr Seweryn Rosół

MiTo art.café.books Waryńskiego 28 00-650 Warszawa + 48 22 629 08 15 www.mito.art.pl



Sztuka to jest sport dla twardych ludzi!
Rozmowa z Leszkiem Bartkiewiczem

Piotr Seweryn Rosół: Dlaczego nie stworzone, tylko potworzone? Co pokażesz w MiTo?

Leszek Bartkiewicz: Sam mi powiedz dlaczego, to nie ja wymyśliłem tytuł wystawy (śmiech). Pokażę zestaw obrazów i prac malarskich na papierze (które traktuję na równi z malarstwem olejnym) chyba najbardziej charakterystyczny dla mojej twórczości. Będą to płótna z motywami kobiecymi, prace, które określam „plażowymi”, z charakterystycznymi motywami słonecznymi. Także obrazy z tzw. serii „sportowej”, tematycznie bardzo eksploatowanej przeze mnie w ostatnim czasie. Będą również najnowsze prace o tej tematyce, jak dotąd nie pokazywane jeszcze publicznie. Jeden obraz ze wspomnianej serii będzie także obecny na 12. Międzynarodowym Jesiennym Salonie Sztuki w BWA w Ostrowcu Św., gdzie został wybrany przez konkursowe Jury.
Musisz wiedzieć, że zawsze byłem przyjacielem Warszawy. To właśnie w Warszawie miałem pokazy zaraz po studiach, sprzedawałem prace, poznawałem ciekawych ludzi. W Łodzi, w której mieszkam, takich możliwości nie było. Prawie żadnej szansy na prawdziwy start po skończonym dyplomie na Akademii. Od samego początku praktycznie sam musiałem pracować nad zaistnieniem na polskiej scenie. Gdyby nie te działania, pewnie wystawy w MiTo również by nie było.

P.S.R.: Ale dlaczego ta wystawa jest potworzona? Nie brzmi to chyba zbyt zachęcająco.  

L.B.: Ze stwarzaniem jest zupełnie odwrotnie niż z tworzeniem. Jest dzisiaj dużo różnych artefaktów, czy innych form wypowiedzi, ale z twórczością tak naprawdę nie mają one nic wspólnego. Są „stwarzane” z różnych powodów, nie mających większego związku z refleksją właściwą sztuce. Gry jest dzisiaj bardzo dużo a niezwykle trudno odróżnić grę od działania na serio. Mnie takie zabawy estetyczne nie interesują, zresztą maszerowanie razem, w tłumie, bo raźniej, nigdy mnie nie interesowało. Wydaje mi się, że czas grup dawno już minął. Sztukę autentyczną tworzą zaangażowani w nią indywidualiści wnosząc do niej całe swoje życie. Trzeba się temu poświęcić, oddać. Dlatego potworzone… W tym słowie jest autentyczne doświadczenie, wysiłek, mierzenie się z własną niedoskonałością i niedoskonałością świata, z czymś przerażającym. Sztuka powinna być reakcją artysty na otaczającą go rzeczywistość a nie jedynie jakimś przepisywaniem tego, co się widzi. Tworzę dla człowieka, zawsze chciałem, żeby moje obrazy do ludzi mówiły, a nawet krzyczały. O to mi chodziło, a nie o jakieś estetyczne pitu-pitu czy narracyjne gadu-gadu. Uniwersalna sztuka zawsze bierze się z najbardziej intymnego doświadczenia, i taka sztuka zawsze się obroni, pod każdą szerokością geograficzną.

P.S.R: Agresja Twoich wypowiedzi medialnych jest wprost porażająca. Mam wrażenie, że Twoją strategią jest permanentna walka z instytucjami zajmującymi się sztuką, z samym rynkiem sztuki, o którym mówisz, że w zasadzie w Polsce nie istnieje. Czy jest to krzyk rozpaczy czy gra o wysoką stawkę?

L.B.: To takie dziwne pytanie. Nigdy nie miałem zamiaru nikogo porażać swoimi wypowiedziami. Po prostu mówiłem, jak to wygląda w danym momencie. Życie na pokaz, życie „na niby” nigdy mnie nie interesowało. Dziwię się, że są ludzie, a często i sami twórcy, którzy chcą uczestniczyć w takiej zabawie. Daleko nie trzeba sięgać. Sprawa DA Abbey House. I gdzie Ci „twórcy” przez nich wypromowani? Ktoś perfidnie ich wykorzystał, albo sami dali się wykorzystać. To przykład „prawdy” o polskim rynku sztuki. Dziwię się, że w ogóle powstają takie rzeczy… Ciekawe, że dzisiaj określa się to mianem strategii, nie zakładałem w ogóle nigdy żadnej strategii. Zajmuję się sztuką i zajmowałem się nią od kiedy pamiętam. Realizowałem siebie, a to wszystko, co działo się wokół tego zostało nazwane dużo później. I dobrze. Znaczy, że było i jest to istotne. Każdy malarz ma własną drogę, którą podąża, tylko autentycznych twórców, tak naprawdę, jest niewielu. Rynek jest wciąż w postaci raczkującej, nie widzę żadnej ważnej imprezy artystycznej, czy targów sztuki w Polsce. W ogóle to, co jest ważne w sztuce, jest „ukryte”. Ludzie nabywający sztukę, wcale się nie ujawniają. Bo i po co? To jest pasja, często właśnie ukryta. Co do instytucji zajmujących się sztuką, to są i dobre, są i złe. Z tymi drugimi lepiej nie mieć nic wspólnego. W tym zakresie trzeba kierować się własną intuicją. Pomyłki się zdarzają, ale i wygrane „sprawy” artystycznie także. Ważne, żeby bilans był zawsze dodatni. Dla artysty. Jestem z natury człowiekiem łagodnym, zatem nie w głowie mi jakaś nachalna negatywna strategia, jakich wiele. Staram się być pogodny, choć czasem rzeczywistość mnie przeraża. Trzeba mieć wewnętrzną siłę, żeby w sztuce wytrwać. Zawsze grałem o wysoką stawkę, o niską się nie opłaca… Ani w życiu, a w sztuce to już wcale! Dzisiaj twórcy mają często wyobrażenia nie mające nic wspólnego z zastaną, często niestety brutalną wręcz rzeczywistością. Takie zderzenia bywają niekiedy bardzo trudne. Ale hartują. A w sztuce to jest podstawa. Sztuka wymaga poświęceń. Zawsze wymagała. Na tym to polega, to jest sport dla twardych ludzi…