CZYTAJ

POLECAMY | Leszek Bartkiewicz

2019-08-01

Czas czytania 10 minut

"Tworzenie to duży komfort. Jak robię wystawę, to dostanę zawsze umowę do podpisania z galerii i muszę się z niej wywiązać. Co jest po stronie galerii, było wszystko ostatnio zrobione. Byłem zadowolony, sam lepiej bym tego nie zrobił. Promocja nie należy tutaj do mnie, tylko jest także po stronie galerii. Ja mogę w tym im pomóc. Nie było to konieczne. Sprzedaż to już w ogóle, jest ich sprawa i praca jako galerii komercyjnej, na tamtejszym rynku. Muszą zatem działać i się na tym znać..."


Więcej o aktualnych projektach i twórczości artysty na facebook.com/leszek.bartkiewicz




Zacznijmy od tego, czym jest dla ciebie sztuka a konkretnie malarstwo? 


Sztuka to działalność twórcza artysty. Dla mnie to pasja, coś naturalnego, a w zasadzie to sposób na życie. Tak już zostało. Teraz trochę podsumowuję to wszystko. Szesnaście lat od mojego dyplomu na ASP, u Jerzego Trelińskiego. Mój profesor… Zawsze ma się takiego swojego, jednego profesora. Staram się w tej sztuce być, trwać w niej i rozwijać się nadal. Twórca to człowiek, który ma możliwość samorealizacji. To zawsze najtrudniejsze jest, mnie jakoś to się udaje jak do tej pory. Z jednej strony zabiegam o różne sprawy, a z drugiej zawsze się ktoś mną zainteresuje. Tak, jak teraz w maju br. Byłem poza atelier, a tutaj przyszła propozycja pokazu w galerii, w Hamburgu. Ładna, kameralna galeria, przypomina mi takie na nowojorskim Soho, z lat 90. Byłem na wernisażu, świetna organizacja, sporo ludzi. Wydali ładne pocztówki/zaproszenia. Jest o mnie nowy tekst na stronie netowej galerii, wszystko profesjonalnie przygotowane. Hamburg to duże, portowe miasto w Niemczech. Metropolia. Co najważniejsze, rozmawiałem tam z ludźmi w galerii, o malarstwie. Interesują się. Dobrze, że mam takie okazje. A co do mojego malarstwa, w pytaniu, to w galeriach europejskich, czy krajowych pokazuję zawsze malarstwo. Inaczej by mnie nie wystawiali. Na targach podobnie, głównie malarstwo i „pochodne” techniki.



Jeżeli malarstwo staje się pracą, to kto za nią płaci?

Jest to praca, i to ciężka. Nawet bardzo. Zadowolenie przychodzi później. Jak masz pasję, to sobie ją utrzymujesz, sponsorujesz. Przeważnie sam. Jak masz sprzedaże prac, to płacą za to ostatecznie klienci galerii jednej, czy drugiej. Jak kolekcjoner zakupi z atelier bezpośrednio od artysty pracę, to jest tak samo. Jego wybór. Czyli najpierw płaci twórca, a potem płacą klienci, galernicy, kolekcjonerzy, goście targowi... którzy oczywiście, po pierwsze muszą przyjść, po drugie muszą interesować się sztuką, a po trzecie muszą być zainteresowani zakupem.

Jak dużo czasu poświęcasz na tworzenie a jak dużo na sprawy organizacyjne, promocyjne, sprzedażowe? 

Tworzenie to duży komfort. Jak robię wystawę, to dostanę zawsze umowę do podpisania z galerii i muszę się z niej wywiązać. Co jest po stronie galerii, było wszystko ostatnio zrobione. Byłem zadowolony, sam lepiej bym tego nie zrobił. Promocja nie należy tutaj do mnie, tylko jest także po stronie galerii. Ja mogę w tym im pomóc. Nie było to konieczne. Sprzedaż to już w ogóle, jest ich sprawa i praca jako galerii komercyjnej, na tamtejszym rynku. Muszą zatem działać i się na tym znać.

Łódź, Polska, Europa to chyba za mało, żeby odnieść sukces? Jak poruszać się po rynku sztuki, aby wystawiać i sprzedawać obrazy? 

Sukces to jest pojęcie względne. Dla każdego będzie on czymś innym. Trzeba znaleźć takie miejsce dla siebie samego, w tym wszystkim. Żeby wystawiać, to trzeba mieć gdzie. W tym roku mam planowane cztery pokazy jak do tej pory. Wystawa teraz jeszcze trwa, dwie kolejne na jesieni mam do zrealizowania. Co przyniesie życie, to zobaczymy… Byłoby to trochę nudne, tak zaplanować sobie całe życie, czy je „zaprogramować”. Tak to się nie da! Tak, na niby.



Targi sztuki to bardziej targ z ładnymi rzeczami czy sztuką? Czego szukają klienci i kim oni są?   

Targi to jest możliwość konfrontacji, najlepsza. Jak masz szczęście, to masz i nowy pokaz, i zawsze coś sprzedasz. Ludzie w Europie nie chodzą po domach twórców, tylko po targach sztuki i galeriach, jak oni wystawiają. Na tym polega prywatność… Gdyby mi ktoś powiedział wcześniej, że będę wystawiał w Luksemburgu, w grudniu 2016 roku, a teraz w Hamburgu (lato 2019 roku), to nie wiem, czy bym uwierzył. Ale wystawiałem i wystawiam dalej. Co do sztuki, to klient powinien widzieć, że to jest dobra rzecz. Piękno to też pojęcie względne. Każdemu podoba się coś innego. Czego szukają natomiast klienci, to oni sami wiedzą najlepiej. Ja statystyk nie prowadzę. A kim są? Przeważnie to ludzie, którzy mają określone zainteresowania, czas i pieniądze. Taka klasa średnia w Europie. Oni chodzą…

Opowiedz o swoich ostatnich projektach wystawienniczych, czyli Huntenkunst 2019 i wystawie w Marziart Internationale Galerie.   

Miałem przerwę związaną ze swoim zdrowiem ale już powoli wracam do formy. Holandia to znane miejsce dla twórców, taki „art-meeting”. Nowe kontakty i dawni przyjaciele, plastycy. Ja spotkałem 4-kę, po pięcioletniej przerwie. Wymiana doświadczeń. Każdy chce się dostać też do jakiejś galerii. Mnie się to prawie zgrało czasowo. Stąd po niderlandzkim „Huntenkunst”, kolega zawoził mnie teraz z obrazami do Hamburga, do Marziart. Pokazuję zestaw swoich prac, mam swoją przestrzeń – salę. Tak, jak powiedziałem, nasza wystawa jeszcze trwa, z podsumowaniem zaczekajmy… Oczywiście pojadę i na zakończenie.



Co dalej, gdzie kolejne wystawy i co na nich zobaczymy?
  
Dalej, to kolejne pokazy. Ośrodki krajowe – Kraków i Brodnica (Mazury). Zarządzana przez Państwa Radzikowskich z Warszawy. Właśnie zaakceptowali projekty posteru do Krakowa. Znana galeria na Kazimierzu, jedna z najstarszych – Szalom. Także zakończę pokaz, a tutaj już trzeba zaczynać przygotowania do kolejnego. Będę miał drukowany plakat i folder, który galeria zawsze wydaje. Także z wystaw są – postery, nowe pocztówki/zaproszenia, folder i katalog multimedialny. Portfolio wzbogacone w tym roku. A zobaczymy takie „przeglądy”, zestawy moich prac, które mnie charakteryzują jako twórcę. Galeria wystawia określoną postawę twórczą. Tak jest zawsze…, i to raczej się nie zmieni. W sztuce są „prawidła”…, nie mylić z tymi, do obuwia. Jak to napisał Jerzy Andrzejewski, zawsze trzeba chodzić po samych szczytach gór („Idzie skacząc po górach”)! Zatem optymistycznie.

Z Leszkiem Bartkiewiczem rozmawiał Maciej Mazerant, wydawca PURPOSE 

Wywiad przeprowadzony został w Work Place 59 – kameralnym coworkingu w centrum Łodzi


Leszek Bartkiewicz - wystawa
 


REKLAMA

POLECAMY