WYWIAD | Contemporary LYNX


Czas czytania 19 minut

Czas czytania 15 minut

Czym można zajmować się po ukończeniu studiów w obszarze historii sztuki? Można na przykład stworzyć pierwszy anglojęzyczny magazyn o polskiej sztuce współczesnej. Wiele młodych osób, już w trakcie studiów, zadaje sobie pytanie o zawodową przyszłość. Historia sztuki to nie marketing, inżynieria, biotechnologia czy medycyna, tak modne i potencjalnie opłacalne. Dobromiła i Sylwia z Contemporary Lynx znalazły swoje zawodowe miejsce, przekonują również, o tym, że rynek sztuki potrzebuje, i będzie potrzebować, dobrze wykształconych oraz przedsiębiorczych ludzi.

Ukończyłyście historię sztuki... do wykonywania jakiego zawodu przygotowuje ten kierunek studiów? Czy rynek pracy potrzebuje historyków sztuki?

Sylwia Krasoń: Tak, zgadza się, obie jesteśmy historykami sztuki. Przykładowo, historia sztuki przygotowuje do zawodu kuratora wystaw, krytyka sztuki, animatora i menadżera kultury, pracownika instytucji artystycznych, galerii, muzeów, ale także nauczyciela, handlarza sztuką, marszanda, badacza naukowego, pracownika domu aukcyjnego.

Dobromiła Błaszczyk: Historia sztuki uczy uważnego patrzenia, obserwowania, łączenia i kreatywnego myślenia – a to w każdym zawodzie jest przydatne.

SK: A czy nas potrzebuje rynek pracy? Trzeba pamiętać, że historia sztuki to kierunek bardzo niszowy. Przykładowo, co roku na krakowskim UJ-cie studia te rozpoczyna około 30-stu studentów w trybie dziennym. To pokazuje, że w przeciwieństwie do kierunków humanistycznych takich jak polonistyka czy historia, które kształcą po 200 osób na roku, to studia, które wypuszczają na rynek pracy bardzo małą liczbę osób.

Zaryzykowałabym też stwierdzeniem, że jest coraz więcej ciekawych ofert pracy dla historyków sztuki. Na co zdecydowanie wpłynęło nasze członkostwo w Unii Europejskiej. Nie da się ukryć, że dzięki funduszom unijnym, rokrocznie realizuje się wiele ciekawych inicjatyw, festiwali, wystaw i programów artystycznych, przy których pracują właśnie historycy sztuki.

Wiele osób studiujących historię sztuki nie wyobraża sobie pracy w innych zawodzie. Oczywiście do tej grupy zaliczamy się my oraz wielu naszych przyjaciół. Na studiach jest wielu pasjonatów, co jest rzeczą wspaniałą. Problem jest tylko jeden, że zarobki są nieadekwatne do rzeczywistego wkładu czasu, kwalifikacji i nakładu pracy. Uważam, że kultura to nasza najlepsza marka do promocji kraju na świecie, o czym za mało się mówi i tym samym nie docenia w pełni artystów i menadżerów kultury.



Czego uczy praca w galerii sztuki? Traktowania dzieła sztuki jako produktu, obiektu którym można handlować?

Dobromiła Błaszczyk: A czy to coś złego? Artyści współpracują z galeriami między innymi, aby ich prace znajdowały się na dobrych wystawach, w świetnych kolekcjach, a ceny rosły bo przecież z czegoś żyć trzeba. Bycie artystą to nie jest działalność charytatywna po godzinach.

Ale przy tym wszystkim galeria to nie zwykły spożywczak gdzie produkt to produkt. Galeria zajmuje sie sztuką. Galerie prowadzone są przez miłośników sztuki, historyków sztuki, którzy najczęściej przyjaźnią się z artystami, z którymi współpracują, którzy w swoim 'szaleństwie' porywają się na zwykle bardzo ciężką formę prowadzenia firmy. Tu nie działają typowe strategie marketingowe i zasady rynku. Dzieło sztuki to dobro luksusowe, gdzie oprócz całej fizycznej obecności jest ta najważniejsza wartość – wartość dodana: emocjonalna, intelektualna i duchowa; niezmierzalnie w dużej mierze i nieprzewidywalna. W tym całe piękno tego zawodu i paliwo napędowe do dalszych działań. Tutaj wiedza historyka sztuki jest nieprzeceniona. A rynek pracy czy nas potrzebuje? Raczej nie, ale za to historycy sztuki w dużej mierze kreatywnie tworzą własne nisze na rynku pracy.

Jak traktują swoją twórczość artyści, ci w Polsce i za granicą? Czy są przygotowani do tego, że ich twórczość powinna się sprzedać – przynosić dochód, z którego można się utrzymać?

DB:
Trzeba chyba od tego zacząć, że nie można jeszcze porównać rynku sztuki w Polsce i za granicą. Zyski ze wszystkich aukcji sztuki w Polsce wynosiły tyle co zysk jednej średniej aukcji w jednym domu aukcyjnym za granicą. Wydaje mi się, że w Polsce jeszcze panuje przekonanie, iż mimo tego, że jest to coś oczywistego, to o komercyjnym /  finansowym aspekcie sztuki zarówno artyści i galerzyści wolą nie mówić. Działanie dla idei jest czym bardziej szczytnym a powiedzenie, że „chciałbym z tego żyć” to trochę taki temat tabu. Raczej mówi się dostałem się do świetnej kolekcji niż moje prace zostały sprzedane do świetnej kolekcji – a przecież na to samo wychodzi. Może to wynik krępacji przed innym artystą, trochę naszej mentalności, że lepiej działać z masą i nie wychylać się, choć zdecydowanie to też kwestia edukacji artystów na Akademiach. Na większości kierunków nie ma zajęć z przygotownia portfolio, autoprezentacji, praw autorskich i rynku sztuki…
Ale w tym momencie trzeba dodać, że to się zmienia w oszałamiającym tempie, artyści uczą się na akademiach zagranicznych, jeżdżą na rezydencje artystyczne i ich samoświadomość jest o wiele większa.

SK: Każdy artysta jest indywidulaną jednostką, stąd ciężko jest rozgraniczać polskich artystów od tych zagranicznych. Myślę, że coraz więcej polskich artystów odważniej promuje siebie i swoją sztukę, nie tylko na rynku krajowym. Artyści chętnie też poszukują nowych sposobów promocji i ekspozycji swoich prac, często nie ograniczając się do współpracy z jedną galerią sztuki.

Przykładowo, niedawno, ruszył nasz sklep internetowy – Contemporary Lynx Concept Store. Na razie znajdują się tam publikacje o polskiej sztuce wydane w języku angielskim. W niedługim czasie planujemy poszerzyć naszą ofertę o unikatowe printy, fotografie, artbooki i prace w limitowanych edycjach. Zaskoczyło nas jak wielu polskich topowych artystów chętnie przyłączyło się do naszej inicjatywy i wyraziło chęć, aby umieścić swoje prace na naszej stronie internetowej. Myślę, że to świadczy o dużej zmianie w podejściu artystów do swojej sztuki.

Jaki był Wasz cel, gdy tworzyłyście czasopismo o polskiej sztuce wydawane w języku angielskim?

SK: Moim bodźcem do stworzenia Contemporary Lynx była chęć podzielenia się ze znajomymi studentami na moim kierunku Arts Management & Policy w Londynie, informacjami na temat polskiej sceny artystycznej. Wtedy dotarło do mnie, jak mało jest informacji w jęz. angielskim o polskiej sztuce współczesnej. Co więcej, pozytywnie zaskoczył mnie fakt, jak wiele osób jest zaciekawionych naszą kulturą i sztuką, Na pewno liczna emigracji Polaków sprawiła, że Anglicy i obcokrajowcy są najzwyczajniej w świecie ciekawi naszej kultury.

DB: Tak, ten brak dogłębnej informacji w języku angielskim był częstym utrudnieniem, a może raczej wyzwaniem, bo opracowanie literatury dla kolejnych dzieł sztuki to podstawa w codziennej pracy galerii, a pozycji w języku angielskim bardzo brakowało. Ponadto często spotykałam się ze stwierdzeniem, i to tu w kraju, że Polska sztuka jest interesująca tylko dla nas a za granicą traktowani jesteśmy jak coś orientalnego, niemal jak zwierzę w zoo. Całkowicie się z tym nie zgadzam. I mam nadzieję, że te nasze działania zarówno na platformie internetowej jak i w magazynie papierowym pokazują to, iż nasi twórcy są stałym i równoprawnym uczestnikiem międzynarodowej sceny artystycznej, dlatego że ich głos jest wartościowy, silny, włącza się aktywnie w ten uniwersalny dialog przy zachowaniu niezależności języka. Ale edukacja i poszerzony dostęp do informacji to podstawa. Bez tego nawet, jeżeli kogoś zainteresuje dzieło polskiego artysty, a nie będzie w stanie niczego o nim znaleźć, żadnej informacji, to naturalnym jest, że odstąpi od tematu po jakimś czasie. Nie ma, co liczyć na cud.

Jeżeli chcemy włączyć się w dyskusję o kształcie sztuki na świecie to nie można tylko przysłuchiwać się, trzeba aktywnie w tym dyskursie uczestniczyć i dostarczać materiał, ukazać drogę do źródeł.

Kim są czytelnicy Lynx? Dlaczego czytają magazyn, i co ich najbardziej w nim interesuje?

SK: To ciekawe pytanie, bo nas zawsze interesuje skąd ludzie dowiadują się o nas i dlaczego nas czytają. Dlatego też, rokrocznie organizujemy ankietę pytając, kim jesteście nasi drodzy czytelnicy i co jeszcze chcielibyście się dowiedzieć na naszym portalu i w naszym papierowym magazynie.

DB:
To pod wpływem naszych czytelników poszeżyłyśmy ilość informacji o fotografii i wprowadziłyśmy dział kalendarz oraz możliwość zakupienia książek o polskich artystach po angielsku na naszej stronie. Były to sugestie, które zgłaszali nam w kolejnych badaniach. Obecnie nasi czytelnicy pochodzą z 155 krajów, 6 kontynentów i władają 139 językami i najwidoczniej wszyscy poszukują informacji o twórcach z tego rejonu Europy.

SK: Z jednej strony, nasi czytelnicy to młodzi ludzie, którzy interesują się kulturą i podróżami, a wyjście na wystawę jest sposobem na spędzenie wolnego czasu w gronie przyjaciół. Z drugiej strony, Contemporary Lynx Magazine dostępny jest na ważnych międzynarodowych imprezach takich jak Biennale w Wenecji czy Frieze Week w Londynie, a wtedy nasze czasopismo trafia w ręce kolekcjonerów sztuki i międzynarodowych kuratorów.

Czy to jest pomysł na biznes czy realizacja misji? Wydajecie pismo w wersji elektronicznej oraz papierowej. Jak finansujecie projekt? Nie widać w nim reklam, a przecież przygotowanie takiego wydawnictwa to duży wysiłek finansowy i organizacyjny.

SK: Oba, czyli Contemporary Lynx to biznes z misją.

DB: Choć przez pierwsze lata działania platformy internetowej, gdy pomysł magazynu był w fazie marzeń to była zdecydowanie misja i potrzeba. Pod kątem biznesu początkowo nie myślałyśmy gdyż obie miałyśmy świetne prace na etacie. Zainteresowanie ze strony czytelników jednak rosło z każdym miesiącem i to dodało nam wiary oraz umocniło w przekonaniu, że to co robimy jest potrzebne i jest duże zapotrzebowanie na tego typu teksty i materiały. Stąd już prosta droga do firmy czego najlepszym przykładem jest fakt, że obie zrezygnowałyśmy z pracy na etacie, aby całkiem poświęcić się naszej organizacji.

SK: Mówisz, o naszym pierwszym elektronicznym wydaniu magazynu, w którym rzeczywiście nie było ani jednej reklamy. One pojawiły się dopiero w magazynach papierowych, po to, aby pokryć koszty produkcji i dystrybucji. Papierowe czasopismo powstaje dzięki współpracy z fundacją Griffin Art Space oraz dzięki reklamodawcom. Natomiast wiele dalszych działań, które wypełniają naszą misję promocji polskiej kultury wizualnej na świecie, tworzone jest z pasji i potrzeby.

DB:
I tę część działalności pokrywamy z własnych środków. Jak mawia mój były szef dokłada się i robi się co się lubi.
Jednakże patron magazynu jak i reklamodawcy w wydaniu papierowym to rzeczywiście istotny zastrzyk dla wydawnictwa – a nawet jego być czy nie być. Koszty redakcyjne, administracyjne, druku i dystrybucji to są kwestie nie do przeskoczenia. Ponadto w związku wielką liczbą odsłon naszej platformy online, zasięgiem mediów, które służą do promocji strony i tekstów na niej publikowanych, niedawno wprowadziłyśmy możliwość zamieszczania reklam i na niej. Intensywnie prowadzimy też poszukiwania kolejnych inwestorów i partnerów dla aktywności Lynxa.

SK:
Zgadza się, tworzenie czasopisma to duży nakład pracy i wysiłek finansowy, ale to też zajęcie, które daje niesamowitą satysfakcję, jest niezwykle kreatywne i daje nam możliwość poznania wspaniałych ludzi. Nigdy nie miałam ciekawszej pracy, stąd ciężko mi narzekać.

DB:
Narzekać możemy tylko na to, że doba ma jedyne 24 godziny...

Pracujecie w dwóch różnych miastach Krakowie i Londynie. Gdzie pracuje się łatwiej – biorąc pod uwagę branżę w jakiej działacie? Chodzi nie tylko o ludzi, ogólny klimat ale również o uwarunkowania prawne i organizacyjne dot. prowadzenia działalności?

SK: Myślę, że Londyn to skarbnica okazji i niezwykła przestrzeń dla sztuki. Jedyna w swoim rodzaju stolica kultury. Tutaj można chodzić na wernisaże i festiwale od poniedziałku do niedzieli. Czerpać inspirację od ciekawych ludzi i ich niekonwencjonalnych projektów i przedsięwzięć. Londyn otwiera oczy. Z drugiej strony, Londyn to moloch… korki, tłumy na ulicach, duże odległości sprawiają, że Londyn bywa męczący.

Jeśli chodzi o uwarunkowania prawne dotyczące prowadzenia działalności to zdecydowanie polecam Wielką Brytanię. Dostałyśmy dużo wsparcia od organizacji pozarządowych takiej jak np. Small Business Centre, które pomagają w prowadzeniu własnej działalności choćby udzielając porad odnośnie biznesplanu i ogólnego know-how dla początkującego przedsiębiorcy. Z takiej pomocy skorzystałyśmy i my.

DB: Z drugiej strony, jeżeli robi się to co się kocha to raczej nie jest ważne gdzie się to robi, a kolejne przeszkody sprawiają, że zaczyna się myśleć jak je przeskoczyć a nie czy w ogóle skakać. My od początku stwierdziłyśmy, że będziemy działały pomiędzy różnymi krajami. Jedna noga w Anglii a druga w Polsce (osoby z nami współpracujące mają podobny sposób myślenia i mieszkają w najróżniejszych miejscach na świecie). Do współpracy zawsze szukamy osób otwartych na świat. Mamy świetny międzynarodowy zespół historyków sztuki, filozofów, badaczy, artystów, tłumaczy i grafików z Hong Kongu, Pekinu, Warszawy, Nowego Jorku, Berlina, Lyonu oraz wielu innych miejsc i są to osoby niezwykle mobline. W ten sposób możemy trzymać rękę na pulsie, być na bieżąco i reagować na to, co się dzieje na całym świecie dając czytelnikom relacje z pierwszej ręki mając przy tym bezpośredni kontakt z artystami i tutejszym rynkiem sztuki.

Jak widzicie swoją zawodową przyszłość za rok, pięć, piętnaście lat?

DB: Zdecydowanie będziemy kontynuowały to, co rozpoczęłyśmy, choć po czasie będziemy musiały zrewidować pomysły, plany i dostosować je do zmieniających się warunków, sytuacji a także rozwiającej się sceny artystycznej i rynku sztuki – to jest nieuniknione. Dla mnie plan jest jeden: konsekwentnie rozwijać działalność, czyli łączyć twórców z odbiorcami kultury przy ciągłym poszukiwaniu nowych pól styku. A Contemporary Lynx ma być takim sokratejskim akuszerem.

SK: Zgadzam się z Dobrusią, konsekwencja w działaniu w połączniu z otwartością na nowe rozwiązania i podejmowanie nowych wyzwań to nasz przepis na przyszłość.
Cieszy nas też to, że już teraz jesteśmy postrzegane, jako rzetelne i niezależne źródło wiedzy na temat polskiej sztuki i ten status będziemy chciały utrzymać.

Dwa lata temu jak zaczynałyśmy od bloga, nie wiedziałyśmy, że będziemy mieć magazyn o polskiej sztuce dystrybuowany na całym świecie. Czas pokaże, gdzie nas to zaprowadzi, ale mamy masę ekscytujących planów na przyszłość.

Rozmawiał Maciej Mazerant
Zdjęcia: dzięki uprzejmości LYNX
Więcej: http://contemporarylynx.co.uk
https://www.facebook.com/ContemporaryLynx 
Sylwia Krasoń – historyczka sztuki, współzałożycielka portalu internetowego oraz czasopisma papierowego Contemporary Lynx promującego polską sztukę współczesną za granicą. Ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie (2008) oraz magisterskie studia kuratorskie na Uniwersytecie Londyńskim – Birkbeck College (2012). Studiowała również w Berlinie i Wiedniu, odbyła staż w zespole kuratorskim w Barbican Art Gallery w Londynie (2011), pracując przy wystawie Bauhaus. Art as Life. Swoje doświadczenie w sztuce zdobywała pracując w galerii Saatchi oraz domu aukcyjnym Philips de Pury w Londynie. Mieszka i pracuje w Londynie.

Dobromiła Błaszczyk – historyk sztuki, redaktor, kurator, pisze teksty o sztuce. Ukończyła studia na kierunku Historia Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Współzałożycielka organizacji Contemporary Lynx oraz czasopisma Contemporary Lynx Magazine promującego polską sztukę współczesną za granicą. W latach 2009–2015 kurator i asystent w Galerii Starmach, Kraków. Kurator projektów i wystaw m.in.: “Somewhere Between”, lokal_30, Warszawa i Galerie Parrotta Contemporary Art w Stuttgarcie; „Marian Warzecha. Collage 1946–1949”, Galeria Piekary, Poznań; koordynacja wystawy: „Jerzy Nowosielski. Byty subtelne”, Galeria Sztuki Współczesnej w Opolu; kurator pięciu projektów w ramach I edycji festiwalu Art Boom w przestrzeni miasta w Krakowie. Gościnne wykłady na wydziale Historii Sztuki oraz Dziedzictwa Kulturowego na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz „Rynek Sztuki i Antyków" w Akademii im. Frycza Modrzewskiego w Krakowie. Teksty ukazały się m.in. w Contemporary Lynx Magazine, EXIT, Format, Artpunkt, Nowa Dekada Krakowska, Dekada Literacka, ArtPapier.

Sylwia Krasoń i Dobromiła Błaszczyk przy pracy nad magazynem
więcej
zdjęć