CZYTAJ

WYWIAD | Nowe społeczeństwo

2020-03-19

Czas czytania 12 minut

O zmianach cywilizacyjnych, bojkotowaniu konsumpcjonizmu i schyłku „śmieciowej epoki” rozmawiamy z Zuzanną Skalską, trendwacherką, wykładowcą na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego Uniwersytetu w  Eindhoven, współzałożycielką wyższej szkoły designu – School of Form w Poznaniu.


Co się liczy w dzisiejszym świecie – ilość czy jakość?

Warto zacząć od zdefiniowania świata, ponieważ nie jest on jednolity. Żyjemy w zachodniej cywilizacji, w systemie kapitalistycznym. W tym systemie najważniejszy jest zysk. Zysk i satysfakcja akcjonariuszy firmy, którzy są skupieni tylko i wyłącznie na tym, żeby akcje przedsiębiorstwa rosły, żeby firma miała jak największy obrót, a więc – pieniądze. Kropka. To jest podstawa ekonomii, w której żyjemy.

Co zrobić, aby firmy, na co dzień nastawione na zysk, zachowały szacunek do środowiska i klienta? Czy można to w zrównoważony sposób połączyć?
 

W tym systemie – nie. Ale bardzo pocieszające jest to, że obecnie jesteśmy u schyłku kapitalizmu. System, który funkcjonował przez ostatnie 60 lat, odchodzi. Eksperci, tacy jak Jeremy Rifkin czy Geert Noels, pokazują, że jesteśmy na początku końca ery kapitalizmu. To pocieszające, ponieważ zachodni konsument doszedł do punktu, w którym uświadomił sobie, że kupowanie nie ma po prostu sensu, nie przynosi szczęścia. W ciągu roku można kupić określoną liczbę telewizorów, golarek, szczoteczek do zębów, butów, wanien, stołów i krzeseł. Teraz konsument będzie chciał kupić jedną rzecz, dobrej jakości, którą będzie mógł przekazać następnym pokoleniom. Mowa więc o kompletnie innym społeczeństwie.

Czy to znaczy, że obecny konsument jest w stanie wydać więcej na produkt, o którym wie, że wystarczy na dłużej? Wracamy do sytuacji, w której produkty kupowane i wytwarzane przez naszych dziadków służą nam do dzisiaj?

To już się zaczyna. Dzieci baby boomers, czyli ludzie urodzeni od połowy lat 60. do lat 80. (generacja X), są nazywane generacją śmieci. Wytworzyliśmy – mówię tak, bo to moja generacja – sporo śmieci i wprowadziliśmy zasadę, że nic się nie naprawia, a raczej wyrzuca i kupuje nowe. Nasze dzieci zobaczyły, że to nie jest normalne – wolą iść do dziadka (baby boomers), by zreperował, niż do ojca, by wyrzucił i kupił nowe. Nasi dziadkowie i babcie żyją o wiele dłużej, są bardzo aktywni i tę tradycyjną świadomość innego konsumenta przekazują wnukom. To jest piękne. Powstają bardzo ciekawe społeczne inicjatywy, np. w Szwajcarii – Senior Design Factory (http://www.senior-design.ch).

To też sposób na rozwiązanie „problemu” starzejącego się społeczeństwa, prawda?

Absolutnie tak – starzejące się społeczeństwo ma w tej chwili bardzo ważną rolę do odegrania, ponieważ najstarsze pokolenie jest jedynym pamiętającym wysoką jakość produktów i rzemiosło, podczas gdy śmieciowe pokolenie nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Starsi ukończyli szkoły zawodowe, mają fach w ręku. Młode pokolenie nie chodziło już do szkół zawodowych – zostały one zamknięte. Przemysł się zmienił, rzemiosło zaczęło odgrywać mniejszą rolę. Na szczęście nie zniknęło zupełnie – Polska jeszcze może się nim pochwalić i to nas wyróżnia na świecie. W Polsce system kapitalistyczny tak naprawdę trwał bardzo krótko, przez co nie mamy wielkich międzynarodowych korporacji – może poza tymi nastawionymi na sprzedaż, ale ludzie zaczynają je powoli bojkotować.

W siłę rosną polskie firmy rodzinne, bardzo dobrze zarządzane, odnoszące sukcesy. Polska zaczyna być krajem, w którym nie będzie panował kapitalizm, a przedsiębiorczość społeczna. Myślę, że powstanie bardzo dużo inicjatyw oddolnych, tworzonych przez mieszkańców małych społeczności, zaangażowanych w walkę o różne zmiany dotyczące ich przestrzeni życiowej. To będą nasi zna-jomi, którzy zaczynają brać sprawy w swoje ręce, a także firmy, które nie będą czekały na to, by miasto otworzyło im przedszkole, tylko same je założą, korzystając z potencjału swoich pracowników. Dochodzimy do momentu, w którym pierwsi przedsiębiorcy, tacy jak Bata, Ford czy Phillips, zakładają dla swoich pracowników nowe firmy i odpowiadają na zapotrzebowanie społeczne.

Można powiedzieć, że Polska jest w bardzo dobrym punkcie, ponieważ nie zdążyliśmy pozamykać wszystkich zakładów szewskich.

Polska jest w świetnym punkcie. Mamy najlepszą w Europie infrastrukturę małego przemysłu.  Drugim takim krajem jest Turcja, która teraz odżyje, ponieważ właściwie już wszystkie najlepsze firmy tekstylne wycofały się z Chin i przeniosły do Turcji właśnie. Zaczynamy wracać do tych miejsc, które kiedyś w czymś się specjalizowały. Przypomnij sobie, że dywany produkowano kiedyś w Persji, Turcji. Zaczynamy wracać, skąd przyszliśmy.

To jest moment, w którym należy na nowo zwrócić uwagę na kształcenie w konkretnych profesjach, tak aby wróciło szkolnictwo zawodowe.

Ależ oczywiście! Zawody muszą być bardzo elastyczne, otwarte na nowe możliwości, multidyscyplinarne. Dziś nie można być tylko szewcem, który naprawia buty – i tyle. Trzeba tak zrobić buty, zaprojektować je, wyprodukować, aby później móc je zreperować. Mówimy więc o „szewcu 3.0”. A krawiec? To również stylista, który doradza, powie, w czym ci jest dobrze. Ktoś, kto zna się również na psychologii i najnowszych tendencjach w modzie. Dawniej krawiec nie musiał taki być.

Wydaje się, że nastaje czas, kiedy ludzie zaczynają myśleć, że jednak warto coś naprawić.

To jest niewyobrażalne, bo do tych trzech R – reuse, recycle, reduce, dochodzi czwarte R – właśnie repair. Reperowanie staje się tak ważne, że zaczyna być jedną z głównych usług, jakie firmy będą dodawały do swojego produktu.

Mieliśmy taki przypadek: 4 lata temu kupiliśmy ekspres do kawy i coś się w nim popsuło. Poszliśmy do punktu napraw. Okazało się że naprawa ma sens tylko wtedy, gdy produkt jest na gwarancji – po tym czasie wynosi drożej niż kupienie nowego ekspresu. Ile lat jeszcze potrzeba, aby zmieniło się podejście do reperowania?
 

Wydaje mi się, że nie potrzeba aż tak dużo czasu, bo ta świadomość wśród konsumentów zaczyna być coraz większa. Znowu będziemy reperować, chodzić do kaletnika, u krawca łatać dziury w spodniach. To się staje na nowo modne. To tak, jak z goleniem – kiedyś mężczyźni golili się „do zera”; teraz przyszła moda na brody i wszyscy je mają.

To znaczy, że ludzie naprawdę zaczynają wyhamowywać.

Wielkie międzynarodowe korporacje zaczynają powoli wycofywać się ze starego kontynentu i zachodniego świata, ponieważ widzą, że ludzie nie będą chcieli więcej kupować. Rynek jest nasycony. Teraz chcemy wyrzucać rzeczy, które są już niepotrzebne, chcemy wyczyścić nasze mieszkania i zostawić tylko te sprzęty, których naprawdę potrzebujemy. A wielkie korporacje przenoszą się w takie miejsca, jak np. Brazylia, Chiny, Indie, tam gdzie ludzie jeszcze marzą, żeby mieć drugi telewizor, drukarkę, trzecią lampę.

Czy to w końcu napędzi gospodarkę?

Nie będzie tego balansu, wyścigu szczurów, korporacyjnego stylu życia. W „Harvard Business Review” ukazał się artykuł mówiący o tym, że kiedyś sprzedawaliśmy nasze ręce (hands), potem głowę (heads) – byliśmy konsultantami, a teraz sprzedajemy nasze serca (hearts) – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To znaczy, że teraz pracujemy naszym sercem, z pasją, wkładając w to emocje, z naszymi przyjaciółmi i rodziną. Wybieramy taką pracę, która nam sprawia przyjemność, a nie taką, w której zarabiamy dużo pieniędzy. Era pracy „głową” to była czysta logika – pamiętaj, że musisz skończyć takie studia, które dadzą zawód, w którym będziesz dużo zarabiał. Ale nikt nie mówił o tym, czy da nam to szczęście. A teraz okazuje się, że ludzie szukają spełnienia, a nie wartości materialnych, bo zobaczyli, że pieniądze szczęścia nie przynoszą. Wręcz przeciwnie – powodują największe tragedie. I dlatego wolą mniej zarabiać, a być zadowolonymi z życia.

Mam wrażenie, że coraz więcej osób zaczyna podchodzić do kupowania w sposób sentymentalny – chce znać historię tego, co ma kupić, chce wiedzieć, kto to zrobił, kiedy, gdzie, jak…

I dlaczego – to jest najważniejsze. Dlaczego coś produkujesz? „Co i jak” wiedzą wszyscy, tylko nikt nie wie „dlaczego”. Jeżeli wiesz, dlaczego coś robisz, będziesz to robił z sercem.

Myślę, że wiele młodych osób świadomie ryzykuje, zakładając małe firmy, robiąc coś, co im sprawia przyjemność, i co chcą przekazać innym.

Jeśli funkcjonujesz w kooperatywnych platformach, czujesz przyjemność z pracy i nie zwracasz uwagi na czas. Znane nine to five zaczyna się po prostu kończyć, zupełnie zmienia się także życie w mieście. W przyszłości nie będzie tak, że wszyscy dokładnie o tej samej godzinie wsiądą w te same autobusy, by dojechać w to samo miejsce, gdzie stoi 65 różnych biurowców. Będzie natomiast tak, że dużo będziemy pracować w domu albo na osiedlu, w starych fabrykach, gdzieś na obrzeżach miasta, w opuszczonych szkołach, kościołach. Będziemy adaptować wiele pustostanów na różne kolektywne prace. Nawet niekoniecznie będziemy potrzebowali samochodów. Jeżeli jest blisko, to pojedziesz rowerem lub autobusem.

Czy teraz jest idealny moment na społeczeństwo obywatelskie?

Tak. To koniec „amerykanizacji”, a początek „skandynawizacji”, czyli przechodzenia na zupełnie inny system społeczny. Ale to proces, który się dopiero zaczyna. Skandynawowie należą do najszczęśliwszych ludzi na świecie – Dania, Szwecja, Holandia i Norwegia należą do pierwszej dziesiątki najszczęśliwszych państw na świecie. Te kraje mają bardzo dobrze zorganizowany obrót rzeczami używanymi. Ludzie kupują wiele rzeczy z drugiej ręki, ale i oddają niepotrzebne rzeczy do sklepów tego typu. Wszystkie wózki dziecięce, których się tam używa, są jeszcze z lat 60. Dzieci śpią pod kołdrami od babć, nie kupuje się specjalnych koców. Skandynawowie bardzo dobrze opanowali i rozwinęli umiejętność robienia na drutach i na szydełku. W czasie pobytu w Reykiawiku odwiedziłam Jysk – nie mogłam uwierzyć własnym oczom, jest tam gigantyczny dział (ok. 100 m2), w którym znajduje się wszystko, co potrzebne do robótek ręcznych. Ludzie po prostu robią na drutach i szydełku. Jedziesz autobusem, a obok ciebie kobieta robi skarpetki, rękawiczki, czapkę.

W Polsce w czasach komunizmu robiło się na szydełku, na drutach, samemu się szyło...

No i co, czy było nam źle? Nie jestem przekonana. Co prawda miałam 10 lat, gdy wprowadzili stan wojenny, ale nie przypominam sobie, by mi czegoś wtedy brakowało.

Społeczeństwo obywatelskie coraz bardziej się rozwija, jednak Polacy mają opinię ludzi zawistnych, którzy nie lubią, gdy ktoś odnosi sukces, opinię osób negatywnie nastawionych do tego, gdy dzieje się coś dobrego.

Myślę, że mamy coś takiego w swojej kulturze – jesteśmy zawistni i życzymy bliźniemu wszystkiego, co najgorsze. To ewenement, bo z jednej strony udajemy, że jesteśmy religijni, a po wyjściu z kościoła cieszymy się z czyjegoś nieszczęścia. Tego nie da się zmienić. „Pocieszające” jest jedynie, że sąsiad, którego nie lubimy, wyjechał do pracy za granicę, do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Irlandii, Szwecji, Norwegii. A następne pokolenie wyjechało studiować. To są ludzie, którzy znają inną etykę pracy, inną kulturę patrzenia na siebie. I ci ludzie będą wracać, bo w Polsce z czasem będzie lepiej niż tam. Jest nadzieja, że może zaszczepią u nas trochę tego nowego spojrzenia na świat. Będą po prostu inaczej traktować swojego bliźniego. Jeżeli mojemu sąsiadowi źle się dzieje, bo np. dach się wali, to nie jest powód do cieszenia się – przecież ludzie widzą, że ja mieszkam w takiej dzielnicy, gdzie się dachy walą. A więc pomogę sąsiadowi –  jeżeli jemu będzie lepiej, to i na mnie ludzie będą patrzeć inaczej. Jeżeli jego dach będzie zreperowany, to i mój będzie lepiej wyglądał.

Czy na tym polega nowoczesny patriotyzm?

Nie, to nie patriotyzm. Zapomnijmy w ogóle o tym, co „narodowe” – zbliża się koniec wszystkich narodowych rzeczy, typu polski design, brytyjski design. Zaczyna się tworzyć patriotyzm lokalny. Często bywam w Poznaniu – okazuje się, że młode pokolenie zaczyna teraz mówić wielkopolskim dialektem. Oni są zwyczajnie dumni z siebie. Wszędzie – w autobusach, w szkole, w gazecie – słychać i widać małe niuanse dialektowe. I tu się zaczyna patriotyzm. Jestem Polakiem? Nie. Jestem Wielkopolaninem. Jestem z Pomorza, jestem z Mazowsza.

Jaki jest twój stosunek do ekologii? Czy uważasz, że nasze myślenie o środowisku jest na takim poziomie, że możemy zmienić świat na lepsze?

Jesteśmy częścią natury i nie możemy jej wykluczyć. Wyzuliśmy się z tego, co naturalne, i stworzyliśmy utopijną myśl, że wszystko jest jednosezonowe. W supermarkecie, niezależnie od pory roku, jest ten sam asortyment. Chcesz truskawki w grudniu? Żaden problem. To jest kapitalizm. Jednak w ramach nowych, regionalnych ruchów obserwuje się powrót do życia w zgodzie z czterema porami roku. Na tegorocznym pokazie dyplomów w Design Academy w Eindhoven zauważyłam, że jedna projektantka zrobiła barwniki z różnych roślin, które rosną wokół domu jej rodziców, i tym barwiła włókno, z którego wykonała obrus. Powiedziała, że ten obrus będzie jej zawsze przypominał dom. Inni haftowali, jeszcze inni szukali właściwości leczniczych. Nikt nie szukał kurkumy, Dalekiego Wschodu, Peru, buddyzmu, tajskich, wysokich Himalajów, Maroka. Nikt. Wszyscy doceniali trawę, która rośnie za domem.

A jakie są największe niebezpieczeństwa, które mogą jednak przeszkodzić tej zmianie?

Różne – na przykład wojna, która zmieni zupełnie nasze społeczeństwo. Będziemy musieli wiele rzeczy od początku budować. Jaki ekosystem się wykluje, też nie wiadomo, bo nie wiadomo pod jakim wpływem będzie, jakiej strony świata. Inna sprawa to zmiany klimatyczne. Morze Bałtyckie już teraz jest prawie słodkie, więc zupełnie inne stworzenia zaczynają w nim żyć. Centralne Niemcy mają taki klimat, jaki był 20 lat temu w Lyonie. Cała Andaluzja to pustynia, czyli basen Morza Śródziemnego robi się pustynny. Niedługo będziemy obserwowali ostrzejsze zimy. Klimat zmienia nasze przyzwyczajenia, życie codzienne. Po wszystkich zimach, które były przez ostatnie 10 lat już wiemy, że nie żyjemy w jednej porze roku. To, że ma się opony zimowe czy letnie, wcale nie znaczy, że możemy szybciej jechać. Jest zima i po prostu trzeba jechać bardzo wolno. Jest to dostosowanie się do aury, jaka panuje. Klimat i sytuacja polityczna na pewno będą kształtowały nowe społeczeństwo.

Rozmawiała: Maja Ruszkowska-Mazerant
Zdjęcia: dzięki uprzejmości Zuzanny Skalskiej



ZUZANNA SKALSKA
Head of Trends, 360 Inspiration
www.360inspiration.nl

Urodzona w Warszawie, od ponad 20 lat mieszka w Holandii. Studiowała w Design Academy Eindhoven i w Królewskiej Akademi Sztuki i Projektowania w Den Bosch. Po otrzymaniu dyplomu w 1998 r., swoją karierę rozpoczęła jako sensorial trend analyst w departamencie strategii firmy Philips Design, gdzie m.in. była członkiem teamu rewolucyjnego projektu Ambient Intelligent.
Potem przez ponad 13 lat, pracowała dla największego holenderskiego studia projektowego VanBerlo w Eindhoven gdzie odpowiadała za stałe monitorowaniem trendów w różnych dziedzinach przemysłu. Obecnie, od prawie 4 lat pracuje dla własnej marki 360 Inspiration. Jej klientami są zarówno wielkie światowe korporacje, jak i średnie oraz mniejsze firmy. Jest autorką serii ksiażek o trendach – 360˚Trend Reports, nagrodzonych Red Dot Design Awards 2009. Prowadzi blog 360inspiration.nl.
Zuzanna jest wykładowcą na Uniwersytecie TU/e w Eindhoven na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego. Przez 7 lat była członkiem zarządu corocznej imprezy miejskiej Dutch Design Week (DDW), gdzie teraz zajmuje stanowisko członka rady doradczej dla Capital D. Jest doradcą ds. innowacji i designu dla polskich i holenderskich instytucji rządowych. Jednocześnie, od lat jest prelegentem na wielu miedzynarodowych konferencjach, jak rownież prowadzi wykłady i warsztaty na temat trendów dla szkół i biznesu. Jest pomysłodawcą i współzałożycielką wyższej szkoły designu – School of Form w Poznaniu.
Skalska jest autorką wielu artykułów o trendach  we współczesnym designie oraz jest zapraszana do udziału w jury znaczących konkursów. Skalska uważana jest za jedną z najbardziej wpływowych kobiet w polskim designie.


REKLAMA

POLECAMY