WYWIAD | Proste gotowanie


Czas czytania 16 minut

O przygodzie z gotowaniem, kuchni polskiej i francuskiej, Wigilii dla zapracowanych i życiu na ekranach TV opowiada Anna Starmach, jurorka „MasterChefa” i historyk sztuki.

Z wykształcenia jest Pani historykiem sztuki, ale ukończyła Pani również paryską szkołę kucharską Le Cordon Bleu. Czy Pani rodzice nie są może zawiedzeni tym, że postawiła Pani kuchnię ponad sztukę? A może gotowanie również jest wyrazem sztuki?

Teraz z perspektywy czasu ten pomysł, by pójść w kierunku kuchni, wydaje się bardzo oczywisty. Ta cała idea nie jest tak absurdalna, jak była na początku dla większości osób z mojego otoczenia. Wychowałam się w rodzinie silnie związanej z historią sztuki, dlatego wybór takiego kierunku był dla mnie naturalny.
Odkąd pamiętam lubiłam gotować, bardzo mnie to cieszyło. Gdy po pierwszym roku studiów pojechałam na wakacje do pewnej arystokratycznej rodziny do Francji, gdzie gotowałam przez 3 miesiące, okazało się, że gotowanie sprawia mi o wiele więcej przyjemności niż sądziłam. Potem wróciłam do Polski i stwierdziłam, że muszę ukończyć studia, ale mimo wszystko chciałam gotować. Moi rodzice nie tak łatwo zaakceptowali moją decyzję. Przez rok udowadniałam im, że naprawdę lubię gotować, pracując w jednej z restauracji, w Krakowie. Pod koniec tegoż roku wyjechałam do Francji i zmieniłam swoje życie o 180 stopni. Postawiłam na pasję do gotowania, aczkolwiek studia historii sztuki i tak skończyłam.
Moja decyzja nie sprawiła, że rodzice czuli się zawiedzeni. Miałam to szczęście, że wyrastałam w poczuciu miłości i bezpieczeństwa. Rodzice zawsze podkreślali, że bardzo mnie kochają i  zawsze będą mi kibicować w dążeniach do spełnienia swoich marzeń. Z pewnością początkowo byli zdziwieni, wręcz zszokowani. W końcu żadne z dzieci, z ich bliskiego otoczenia nie wybrało sobie takiej oryginalnej drogi. Jednak dosyć szybko to zaakceptowali, bo wiedzieli, że gotowanie to jest to co ja chcę robić i z czego czerpię ogromną satysfakcję.

Powiedzenie „gotowanie jest sztuką” w Pani przypadku nabiera dosłownego znaczenia?

Staram się uciekać od takich utartych sloganów. Gotowanie przede wszystkim jest dla mnie sprawianiem przyjemności drugiej osobie, bo ja nigdy nie gotuję dla siebie. Przeważnie jest to gotowanie z myślą o drugim człowieku, czy to o czytelniku mojej książki, odbiorcy programu lub o wszystkich tych, którzy mi towarzyszą z bliskiego mi otoczenia. Tak naprawdę gotując, myślę o tej drugiej osobie, co by chciała zjeść, czym mogę ją zaskoczyć, a nie o tym, żeby odkrywać coś niesamowitego, nowego, dziwnego. Po prostu lubię ludziom sprawiać przyjemność, a sztukę zostawiam prawdziwym artystom – Modestowi Amaro i reszcie. Nie czuję również potrzeby rywalizacji z nimi. Trochę inną  drogę wybrałam.

Czy studia, które Pani skończyła, mimo wszystko pomagają Pani w sytuacji, kiedy dochodzi do momentu dekorowania talerza czy stołu. Czy wiedza z zakresu sztuki jest tu pomocna?
 
Jeśli chodzi o gotowanie, to wiedza z każdego kręgu się przydaje. Podobnie jest z literaturą, muzyką, sztuką i wszystkimi pokrewnymi kulturze dziedzinami. Myślę, że wiedza z zakresu sztuki może okazać się pomocna, jeśli kiedyś będę otwierała jakieś swoje miejsce, gdzie będą ważne dla mnie wystrój i estetyka. Jeśli chodzi o układanie rzeczy na talerzu, to na pewno potrzebna jest doza pewnego wyczucia estetyki, natomiast nie jest tak, że układam na talerzu warzywa, próbując nawiązać do obrazu Mondriana. Wolę podać ciepłe jedzenie niż układać je 10 minut i podać komuś coś zimnego. Myślę, że same produkty są przeważnie tak ładne, że jeśli tylko odpowiednio je przygotujemy, to nie musimy się strasznie wysilać aby talerz wyglądał efektownie.

Czy kuchnia francuska od zawsze zajmowała szczególne miejsce w Pani sercu? Kiedy zrodziło się przekonanie, że kuchnia i gotowanie to Pani przeznaczenie?
 
Kuchnia francuska ma olbrzymie znaczenie – szczególnie dla osób, zajmujących się profesjonalnym gotowaniem – dlatego, że dała podwaliny pod całą współczesną kuchnię europejską. Bez wiedzy na temat technik i podstawowych przepisów kuchni francuskiej, nie jesteśmy w stanie, w dzisiejszej kuchni normalnie się poruszać. Oczywiście, jest to kuchnia bardzo mi bliska, podobnie jak kuchnia polska, której uczyłam się od babci, a francuskiej uczyłam się od najlepszych szefów kuchni. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez tego stylu gotowania. Kuchnia francuska, włoska i polska są tymi, do których najczęściej sięgam.

Co jest Pani najbliższe z kuchni francuskiej? Ma Pani ulubione potrawy, produkty?

Bardzo się cieszę, że Francuzi nie zwariowali na punkcie diety, używają dużo masła i śmietany, dzięki czemu ich dania są bardzo smaczne. Nie popadli też w przesadę, jeśli chodzi o dietę bezglutenową. Jedzą bagietki na potęgę, a te uwielbiam. A moje ulubione dania? Z pewnością będzie to kaczka, przyrządzana na różne sposoby, wołowina po burgundzku, ich najlepsze suflety, wspaniała sola robiona tak lekko, w bułce tartej, trochę już staromodna, bo dzisiaj tak się już nie robi. Ich tysiące przepisów na to, jak przygotowywać ziemniaki. Trudo mówić tutaj o jednym daniu. Jest ich mnóstwo.

Jest Pani młodą osobą, a Pani nazwisko jest już znaną i cenioną marką. Jak pracuje się na taki sukces?
 
Bardzo dziękuję za tę serię komplementów. Na to, co dotychczas osiągnęłam miało wpływ kilka czynników. Myślę, że mocno pomocne okazało się wykształcenie w tym kierunku, upór, pewna doza talentu, a przede wszystkim pasja, miłość i wiara w to, co robię. A oprócz tego olbrzymie szczęście i tego nigdy nie będę się wyrzekać. To, że jestem w tym miejscu, w którym jestem, to również zasługa stacji, w której pracuję, to oni zaproponowali mi  abym została jurorką w programie „MasterChef”. Mam również swój program i dzięki temu miałam szansę trafić do szerokiego grona odbiorców i zacząć pisać swoje książki. Myślę, że tak czy inaczej dotychczasowe książki pojawiłyby się na rynku, chociażby z mojej chęci dzielenia się moją pasją z innymi. Nie ma jednej recepty na sukces. Natomiast każdy mówi, że do tego jest potrzebna jest ciężka praca,  talent i szczęście.

Pamięta Pani ten moment, kiedy zdecydowała się Pani pójść do telewizji? Wydaje mi się, że trzeba mieć ogromną odwagę, jak patrzę na wszystkich uczestników „MasterChefa”.
 
Pani to nazwała „pójściem do telewizji”. W ogóle nie myślałam w ten sposób. Nie byłam osobą, która chciałaby być w telewizji. Po prostu chciałam się sprawdzić. Jak przyjechałam z Francji, był właśnie konkurs w „Dzień Dobry TVN”, stwierdziłam: czemu nie? Bardziej chodziło o przygodę, zupełnie nie wiązałam tego z przyszłością, z tym że mogą w ogóle kiedyś gotować w telewizji. Gdyby ktoś mi teraz powiedział – Aniu, wiesz jeśli się zgłosisz do konkursu, to potem będziesz miała swoje programy, dużego „MasterChefa”, wydasz książki – to nie wiem, czy bym się 10 razy nie zastanowiła te 5 lat temu.

W księgarniach można kupić już Pani trzecią książkę. Skąd pomysł na Proste potrawy w 25 minut? Tym razem pojawiają się również potrawy z pozoru trudne i pracochłonne, jak np. kaczka…
 
Od początku chodziło mi o przekaz na temat tanich i szybkich przepisów, bo na takie jest zapotrzebowanie. W nowej książce trochę odeszliśmy od tej formuły, dlatego że 2/3 przepisów opiera się na wykonaniu w ciągu 25 minutach i za 25 złotych. Natomiast jest też część (głównie pierwszy rozdział) poświęcona świętom, gdzie przepisy są nieco dłuższe, co nie znaczy trudniejsze. Pokazuję na przykład, jak upiec kaczkę. Wiadomo, że musi ona spędzić jakiś czas w piekarniku, ale to nie oznacza że musimy biernie siedzieć przy piekarniku.  Możemy przecież w tym czasie ubierać choinkę lub wypić herbatę z przyjaciółmi. Tak samo, jeśli chodzi o sernik czy bułeczki drożdżowe.

A ile czasu potrzebujemy na przygotowanie polskiej Wigilii?

Karp z orzechami to przepis 25-minutowy, pierogi ze śliwkami pomoże Pani robić syn, kaczka z jabłkami robi się tak naprawdę sama, piernik jest ekspresowy, makowiec również, bez ciasta drożdżowego, śledzie w oleju przygotowuje się w 5 minut. Kolejne 5 minut to sernik. To będą najbardziej ekspresowe święta w Pani życiu.
Chcę przekazać ludziom, że gotowanie może być proste. Nie musi być czasochłonne, i to niezależnie od okazji, czy mamy kolację we dwoje, piknik, urodziny dla dzieciaków, czy wspomniane święta. Naprawdę wszystko może być przygotowywane w niedługim czasie. Mogę podać swój przykład. Bardzo często zdarza się, że jestem w domu dopiero w Wigilię. Przyjeżdżam z drugiego końca Polski - gdzie uczę ludzi gotowania lub gotuję dla innych - około godziny 14-15 i mam o 19.00 Wigilię, i jeszcze tego samego dnia wszystko przygotowuję. Jedyne co jest potrzebne wcześniej, to zakupy, ale tym zajmuje się już kto inny. Druga najważniejsza rzecz, oprócz odpowiednich przepisów, to dobry podział pracy. Ktoś robi zakupy, ktoś pierogi, ktoś rybę. Jeśli będziemy się trzymać tych zasad i przepisów z mojej książki, to Wigilia może być fajnym dniem, a nie pełnym kłótni i stresu, a wiem, że w wielu rodzinach tak to właśnie wygląda, co mnie zawsze dziwi i smuci.

Jakie potrawy powinny obowiązkowo pojawić się na polskim, świątecznym stole? Czy zauważyła Pani jakieś nowe trendy lub nowe aranżacje tradycyjnych dań?
 
Szanuję tradycję i proponuję w mojej książce jeden bardzo smaczny przepis na karpia z orzechami. To takie trochę odczarowanie tej ryby na święta. Jest pyszny sernik, barszcz ekspresowy i piernik. To jest mój pomysł na Wigilię. To takie podanie dłoni tym, którzy na tę Wigilię nie mają czasu albo nie mają pomysłu, albo organizują ją po raz pierwszy u siebie w domu, bo tak też się zdarza. Zobaczymy, czy te przepisy spodobają się czytelnikom, ja w każdym razie za nie ręczę.

Czy wspólne gotowanie (a później oczywiście jedzenie) to dobry pomysł na naprawę" relacji międzyludzkich? Jak mogą w tym pomóc święta?

Najlepszym pomysłem na naprawę relacji międzyludzkich jest po prostu spędzanie wspólnie czasu. Uważam, że dlatego tak ważne jest jedzenie i gotowanie, bo właśnie to sprawia, że my ten czas spędzamy razem, w kuchni czy przy stole. Zostałam wychowana w rodzinie, w której najważniejszym dniem w tygodniu jest niedziela i obiad o 15.00. Chociaż czasami się przy tych obiadach kłócimy i nie zawsze było przyjemnie, to żadne problemy nie były pod dywan zamiatane, tylko zaraz szybko wychodziły na wierzch. I mam nadzieję, że jakoś tę tradycję przekażę kolejnym pokoleniom.

Jak zachęcić wszystkich domowników do wspólnego gotowania? Jak przekonać zarówno dzieci, jak i dorosłych?

Zaprosić ich do kuchni. Często jest tak, że matki, babcie nie wpuszczają nikogo do kuchni. Robią wszystko za chłopców, za dziewczynki, za córki, za synów i po prostu ludzie nie umieją gotować. Warto zachęcić naszych bliskich do przekroczenia progu kuchni i pokazać im kilka fajnych przepisów, udowodnić, jakie gotowanie może być przyjemne.  Mam nadzieję, że  moje książki ułatwią to moim czytelnikom.

W Pani najnowszej książce jest taka tabelka, w której można zobaczyć, jakie są sezonowe produkty i w jakich miesiącach najlepiej smakują. Jakie znaczenie ma dla Pani ta sezonowość produktów?

Odpowiedź jest prosta, w sezonie produkty są najsmaczniejsze. Jeśli chcemy mieć dobre dania, korzystajmy z produktów, które są dostępne w danym momencie, dlatego że pomidory w środku zimy nigdy nie będą smaczne. Co robić w te tzw. miesiące słabe, kiedy tych warzyw jest coraz mniej? Pomyśleć wcześniej. Kiedy jest sezon, robić przetwory na potęgę. Robienie przetworów też nie jest trudne.
 
Po raz kolejny jest Pani jednym z jurorów w programie „MasterChef”. Jak ocenia Pani uczestników i ich umiejętności? Czy poziom z edycji na edycję jest wyższy? Czy może osoby, które przychodzą do programu, są coraz lepiej przygotowane?

Myślę, że umiejętności Polaków z roku na rok są coraz większe. Coraz lepiej i więcej gotujemy. Podobnie jest z uczestnikami, oni rzeczywiście reprezentują coraz wyższy poziom.

Czy znalazła Pani w tej edycji programu takie perełki o wyjątkowych zdolnościach kulinarnych?

Tak, tych perełek w programie było aż 14. Mieliśmy wyjątkowo zdolnych ludzi. Naprawdę bardzo im kibicuję. Do samego końca nie wiedziałam, kto wygra. Nie było jednego faworyta. Było ich kilku. I za każdym razem gdy ktoś odpadał, było mi bardzo smutno.

Czy tego typu konkursy mogą pomóc amatorom w karierze? Czy ma Pani kontakt z uczestnikami i wie Pani jak sobie radzą później?

Jeśli prześledzimy losy tych, którzy wygrywali te konkursy, to na pewno. Basia Ritz otworzyła restaurację, Janek Paszkowski ma swój bar w Warszawie, Leszek Wodnicki współtworzył restaurację w Szczecinie. Beata, która wygrała drugą edycję jeździ po najlepszych restauracjach w Polsce, pracuje tylko po to, żeby otworzyć swoją. Ten program pomaga. Daje olbrzymią energię do tego, żeby coś zmieniać, i żeby zająć się gotowaniem profesjonalnie.

A inni jurorzy, którzy występują w programie... Czy naprawdę uzupełniacie się, lubicie i tworzycie taki team, który ma pomóc uczestnikom przejść przez program?

Jesteśmy trójką bardzo różnorodną. Każdy z nas naprawdę ma inne wykształcenie kulinarne, inne gusta, inne pochodzenie, a dzięki temu myślę, że się świetnie uzupełniamy. Prywatnie bardzo się lubimy i tęsknimy za sobą, jeśli się długo nie widzimy.

I na koniec nie może oczywiście zabraknąć pytania o Pani plany? Czym nas Pani zaskoczy?

Ostatnio nie mówię o planach, które nie są w trakcie realizacji, dlatego że mój harmonogram na miesiąc i na rok ciągle się zmienia i trudno mi cokolwiek zaplanować. Mam nadzieję, że będą kolejne programy, będą kolejne książki, a na milion procent będę gotowała i dzieliła się swoimi przepisami z innymi.

Z Anną Starmach rozmawiała Maja Ruszkowska-Mazerant
Zdjęcia: Jacek Wrzesiński, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak
Redakcja dziękuje Wydawnictwu Znak za współpracę.