WZORNICTWO | Godspeed Furniture


Czas czytania 6 minut

„Projektowanie rozkładu”, „szkicowanie na żywo”, „studium śmierci” – tak można określić styl w jakim projektują Joy van Erven i Finn Ahlgren. Nam o swojej pracy w Godspeed Furniture opowiada Joy van Erven.

Wasz styl pracy został określony m.in. jako „projektowanie rozkładu”, „szkicowanie na żywo”, „studium śmierci”. Co leży u podstaw waszej pracy? Skupiacie się na wartości artystycznej, czy po prostu chcecie robić naprawdę fajne meble?


Fajne meble są rezultatem pracy, ale ich tworzenie nie było naszym początkowym zamierzeniem. Tam, gdzie większość ludzi widzi uszkodzone materiały, my dostrzegliśmy piękno i niepowtarzalny charakter, co w końcu zostało przez nas wykorzystane jako narzędzie i język artystycznego wyrazu. Na początku wynik nie był istotny. Liczył się właśnie proces szkicowania „na żywo”. Teraz mamy już na uwadze, żeby efektem końcowym były ekskluzywne elementy wyposażenia.

Czy mógłbyś przybliżyć nam proces tworzenia każdego egzemplarza? Od czego zaczynacie? Jak układa się wasza współpraca?

Gdy zaczynaliśmy, dzieliliśmy studio i pracowaliśmy każdego dnia. Z czasem Finn wrócił do Szwecji, a ja zostałem w Izraelu. To oczywiście skomplikowało koegzystencję. Jednak łączy nas nić porozumienia w sprawach pomysłów i podejścia do procesu twórczego. Nasza separacja doprowadziła tylko do tego, że ja i Finn tworzymy własne meble w podobnym stylu. Myślę, że pod tym względem w naszym procesie tworzenia nastąpiła poprawa. Kiedy nadarzała się okazja, pracowaliśmy razem, ile tylko się dało, na przykład przy wystawach, zleceniach i zagranicznych warsztatach. W naszym trybie pracy materiał decyduje o efekcie, a przynajmniej inspiruje nas do stworzenia pewnych przedmiotów. Wtedy dosłownie rozpoczynamy szkicować „na żywo”. Zmieniamy myśl w działanie i sprawdzamy, dokąd nas zaprowadzi. Improwizacja jest bardzo ważnym aspektem tego procesu.



Skąd wzięła się nazwa waszej firmy?

Nazwa wzięła się z naszego prywatnego żartu. Ponieważ zaczynaliśmy od tworzenia mebli w bardzo szybki sposób, nazywaliśmy je speed furniture (szybkie meble), a skoro mieszkaliśmy w Izraelu, czyli Ziemi Świętej, wpadliśmy na nazwę Godspeed. Słowo godspeed w języku staroangielskim oznacza życzenie szczęścia lub szczęśliwej podróży, co również bardzo pasowało do naszej działalności. Odkąd przeprowadziłem się do Holandii, a Finn skupił się na pracy indywidualnej, postanowiliśmy kontynuować realizowanie koncepcji pod własnymi nazwiskami. Teoria stojąca za Godspeed oczywiście trwa i nadal służy jako inspiracja dla nas obojga, ciągle też pracujemy razem, kiedy tylko możemy. Zmiana szyldu ułatwi i uprości wiele rzeczy.

Wspomniałeś, że niedawno przeniosłeś się z Tel Awiwu do Holandii. To prawdopodobnie wpłynie na wygląd następnej kolekcji mebli. Jakie różnice pojawiły się do tej pory?

Holandia jest oczywiście zupełnie innym krajem niż Izrael, pod każdym możliwym względem. Jednakże urodziłem się tutaj, więc wszystko wydaje się naturalne. Największe różnice dotyczą materiałów i sposobu ich odnajdywania. Holandia jest o wiele bardziej rozwinięta i zorganizowana pod względem recyklingu śmieci niż Izrael. Tam materiały znajdowałem na ulicy, tutaj jest trudniej, trzeba dłużej szukać. Wciąż jednak jest to bardzo ekscytujące.

Co zadecydowało o wyprowadzce z Izraela?

Moim głównym powodem był rozwój firmy. Prowadzenie biznesu w północnej Europie jest po prostu łatwiejsze. Rynek jest większy, łatwiej też eksportować w granicach Unii Europejskiej, zyskuje się szerszy rozgłos itp., itd. Izrael jest bardzo inspirującym krajem, jednak tutaj dostrzegam większy potencjał.

Na waszej stronie internetowej znajduje się dział zatytułowany Porażki. Niewielu artystów ma odwagę, żeby publicznie pokazywać takie rzeczy.

Porażki odgrywają ogromną rolę w procesie projektowania. Zezwalając na porażkę, zwiększasz swoją wolność i możesz wykroczyć poza własne granice. W naszej branży nie ma czegoś takiego, jak złe i właściwie podejście i nie ma też błędów. Rozwiązanie zazwyczaj tkwi w problemie.

Która kolekcja jest twoją ulubioną?

Nie wiem. Każda jest dla nas ważna i, w retrospektywie, każda opowiada jakąś historię. W tej chwili uważam, że kolekcja Trash najbardziej nas inspiruje do nowych odkryć.



Czy dużo uwagi poświęcacie funkcjonalności efektu końcowego?

Tak. To pomaga w mocnym stąpaniu po ziemi. Łatwo zagubić się w kreatywnym procesie. Dodawanie praktycznego aspektu nie pozwala na rozleniwienie.

Twierdzisz, że wasza praca to „hołd dla zeitgeist”. Czy mógłbyś rozwinąć tę myśl?

To nasz hołd dla codziennego życia i jego rozkładu. Nie ma sensu zaprzeczać istnieniu procesu rozkładu, powinniśmy pogodzić się z nim i przeistoczyć w coś pięknego.



Co dla Godspeed Furniture niesie najbliższa przyszłość?

Nasza kariera obfitowała w niespodzianki, więc sądzę, że tak samo będzie w przyszłości. Niemniej jednak skupiamy się na wprowadzeniu niektórych mebli do limitowanej produkcji i rozpowszechnieniu marki w północnej Europie. Pojawią się też nowe kolekcje, bo wciąż mamy wiele do odkrycia.

Rozmawiała: Aleksandra Rajczyk
Zdjęcia: dzięki uprzejmości projektantów

www.godspeedfurniture.com


Godspeed Furniture