CZYTAJ

KOMENTARZ | Sztuka po koronawirusie

2020-03-29

Czas czytania 12 minut

Kryzysy są immanentną częścią naszej egzystencji – zarówno w ujęciu jednostki, jak i społeczeństwa. Kiedy wszystko idzie dobrze, nie zastanawiamy się zbytnio nad światem, w którym żyjemy. Wykonujemy czynności w sposób rutynowy, oczekując w zamian nagrody (finansowej) i zaspokajania pragnień. Przestajemy być czujni, czujemy się bezpieczni, panujemy nad naszym otoczeniem. To nas rozleniwia i sprawia, że jedynym naszym pragnieniem staje się pomnażanie dóbr bez opamiętania.

Ma to swoje konsekwencje także w kulturze, która bardziej nastawiona jest na produkcję przyjemności niż zadawanie istotnych pytań dotyczących naszej egzystencji. Wydaje się, że przed obecną epidemią świat, a w szczególności cywilizacja euroatlantycka, znajdował się w takim momencie historycznym. Wydawało się nam, tak jak Europejczykom przed I wojną światową, że nic złego nie może się wydarzyć. To czas, w którym kultura oddala się od życia i wchodzi w fazę „przerafinowania”. Widział to w sposób przenikliwy Mikołaj Bierdiajew na początku XX wieku, głosząc: Ludzka kultura w swojej szczytowej formie przejawia niepokonaną skłonność do upadku, do dekadencji, do wyjałowienia. Tak było w wielkiej kulturze antycznej, która w istocie jest wiecznym źródłem wszelkiej kultury, w tym także kultury nowego świata. Kultura stopniowo oddziela się od swojego życiowego, bytowego źródła i w swoim apogeum przeciwstawia sobie życie, byt[1]. Musi nastąpić otrzeźwienie bądź jej upadek.

Teraz – w czasach zarazy – mamy okazję na zastanowienie się nad sobą i społeczeństwem, w którym żyjemy. Możemy przyjrzeć się wartościom, które przyjmujemy za swoje. Koronawirus obnażył miękkie podbrzusze naszej cywilizacji – przekonanie o tym, że zło nas nie dotyczy, że całe nasze życie ma być usłane różami, że wszystko nam się należy. Runęło także przekonanie, że unifikacja świata oraz gigantyczna jego dynamika, na czele z przemieszczaniem się ogromnych mas ludzkich, ma jedynie dobre konsekwencje. Dziś musimy na nowo przemyśleć nie tylko rolę państw narodowych i organizacji ponadpaństwowych, usytuowanie jednostki w społeczeństwie, jej prawa i obowiązki. Indywidualistyczna, nastawiona na przyjemnościowy charakter egzystencja została zakwestionowana. W sposób naoczny i zgoła tragiczny zobaczyliśmy, jak wzajemnie od siebie zależymy. Życie jednego człowieka zależy od zachowania innych jednostek. Jeśli są one beztroskie, bezmyślne i nastawione tylko na siebie, źle skończy się to dla całej społeczności.

Warto też zastanowić się nad teraźniejszą „kulturą spektaklu”, czyli traktowaniem dzieł sztuki jako towaru rynkowego, który służyć ma jedynie przyjemności i pomnażaniu dochodu. Wielkie epidemie i kryzysy przeszłości pokazały, że dokonują się wówczas przewartościowania, zmiany o charakterze ponadlokalnym. Pojawiają się nowe idee bądź rozwijają się te, które do tej pory wydawały się za mało dochodowe. Obecne dni to najlepszy moment do takich rozważań. Zatrzymani w domu i zagrożeni chorobą, zmuszeni jesteśmy do myślenia nie tylko o tym, gdzie, za ile i kiedy kupić sobie nowe (nikomu niepotrzebne) przedmioty. Spowolnienie życia, ograniczenie przestrzenne i społeczne sprawia, że musimy w inny sposób spojrzeć na siebie, naszych bliskich, nasze potrzeby i cele. Wychodzimy ze strefy komfortu i wchodzimy w prawdziwe, a nie udawane życie.

Próbując odnieść się do dzisiejszej sytuacji i znaleźć jakieś analogie w przeszłości, chciałbym przywołać kilka zdarzeń w historii mających kryzysowy charakter, a odbijających się w kulturze. Dżuma Justyniana w połowie VI wieku na terenie Bizancjum stała się przyczyną śmierci 40 procent mieszkańców Konstantynopola. Zatrzymało to ekspansję cywilizacji i kultury bizantyjskiej m.in. na Europę. Historia mogła wyglądać inaczej, a zamiast stylów średniowiecza – romanizmu i gotyku – mogliśmy mieć kopułowe kościoły bizantyjskie jak Hagia Sophia w Konstantynopolu czy San Vitale w Rawennie.

Potem nadeszła „czarna śmierć” – choroba wywoływana przez pałeczki dżumy. Prawdopodobnie wybuchła w Chinach i przez Jedwabny Szlak przedostała się na Krym w 1346 roku, skąd rozprzestrzeniła się na basen Morza Śródziemnego i Europę. Zginęło około 200 milionów osób. Epidemia zatrzymała niezwykle dynamiczny rozwój miast średniowiecznych, zwłaszcza włoskich miast portowych, np. Genui. Przyczyniła się do zachwiania struktury społecznej (brak rąk do pracy) i przyspieszyła koniec systemu feudalnego. Opustoszały także klasztory, które w średniowieczu były niezwykle istotnymi centrami kulturowymi. Wszystko to doprowadziło do powolnego schyłku średniowiecza i narodzin renesansu. Jego prekursorzy, jak Petrarka czy Bocaccio, żyli w czasach zarazy, a potem o niej także pisali.

Wielka zaraza w Londynie w latach 1665–1666 była prawdopodobnie dżumą, która została przywieziona na holenderskich statkach do Anglii. Zabiła około 100 tysięcy osób, a zakończyła się wielkim pożarem Londynu 2 września 1666 roku. To tym wydarzeniom miasto zawdzięcza swój późniejszy wygląd, a swoją sławę – architekt Christopher Wren, który został mianowany „Komisarzem na rzecz Odbudowy Miasta Londyn”.

Na koniec chciałbym wspomnieć nie epidemię, ale kryzys paliwowy w latach 70. dwudziestego wieku. To jemu zawdzięczamy prawdopodobnie koniec modernizmu, zainteresowanie budownictwem ekologicznym, odnowienie regionalizmu w architekturze.

Kultura ludzka wynika z doświadczeń, jakie dana społeczność posiada. Dotychczasowe czysto konsumpcyjne podejście musi się zmienić. Nie może być tak, że ludzie kupujący dzieła sztuki nie widzą ich nawet na oczy. Tak naprawdę sztuka ich nie obchodzi. Liczy się czysty zysk, który może wygenerować. Dochodzi nawet do tego, że kupuje się jedynie udziały w dziele sztuki. Świadczy to o całkowitym zaprzeczeniu wartościom, które formowały Zachodnią kulturę. Kształtowała ją potrzeba obcowania np. z obrazem, będąca aktem osobistym i społecznym zarazem. Dziś dzieło sztuki staje się tylko towarem, bez jakiejkolwiek potrzeby duchowej łączności między twórcą i odbiorcą. O tym spekulacyjnym charakterze współczesnego świata zaświadczają afery, np. ze Spółką Artnews – następcą Domu Aukcyjnego Abbey House czy ta ze spółką Timeless Art and Design Joanny Segelström. Doceniajmy dzieła sztuki nie dlatego, że są drogie, ale dlatego, że coś dla nas znaczą. Doceniajmy artystów! Kto lepiej niż oni potrafi wyrazić problematyczność sytuacji, w której się znajdujemy…?

Tekst Artur Zaguła
Przypisy:
[1] N. Bierdiajew, Kryzys sztuki, Studia z historii filozofii, 1/2010, za: https://apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/szhf/article/viewFile/szhf.2010.003/108.
Zdjęcie Randy Tarampi / Unsplash.com




REKLAMA

POLECAMY