WYWIAD | Tomasz Kaczkowski - PURPOSE

CZYTAJ

WYWIAD | Tomasz Kaczkowski

2018-01-09

Czas czytania 10 minut

Chyba wszyscy zadajemy sobie pytanie, jak połączyć pasję z pracą... Jak przekuć to, co się lubi robić w zajęcie przynoszące pieniądze? Czy trzeba coś poświęcić? A jeżeli tak to co? Ile potrzeba wytrwałości oraz wiary we własne marzenia aby trzymać się planu i podążać prosto do wyznaczonego celu? Tomasz Kaczkowski nie odpowiada na te pytania wprost, nie daje recepty na sukces, nie dzieli się złotymi myślami... a jednak jest coś między wierszami...

Z Tomaszem Kaczkowskim rozmawia Maja Ruszkowska-Mazerant

Prace Tomasza Kaczkowskiego: www.kaczkowski.net
Na bieżąco: facebook.com/tomasz.kaczkowski/  | instagram.com/monoteka/ | behance.net/monoteka |
Coś na sprzedaż:  etsy.com/shop/monoteka



M.R-M.: Znamy się nie od dziś. Od samego początku rysujesz dziwne rzeczy [uśmiech]. Przygotowujesz ilustracje do książek, rysunki do komiksów, a także ilustracje komercyjne... Zacznijmy może od komiksu? Opowiedz, proszę jak to było z Drapakiem? Droga przez mękę?


T.K.: Postać Drapaka wymyśliłem przy okazji zwyczajowego rysowania „ludków”. Po prostu siadam i rysuję ludki, jednego, dwa, dziesięć. Rysuję, po pięciu minutach jest gotowy. Wrzucam na stronę. Rysuję kolejnego. Śmieszne, nieśmieszne, po prostu. Przy jednym takim ludku zatrzymałem się i pomyślałem, że dobrze by było go wykorzystać do czegoś więcej, niż tylko jako kolejny obrazek w internecie. Ludek, którego narysowałem był żółtym chłopcem w kostiumie a’la Batman z wielkimi oczami i grzywką. Komiksy kocham od przedszkola. Rysuję mniej więcej od tego samego czasu, ale komiksu po prostu nie chciało mi się zrobić. Wizja rysowania tej samej postaci, tylko w różnych pozach mnie przytłaczała, te same gadające głowy przez cały komiks – no nie wiem – to wyglądało jak kupa nudnej, żmudnej roboty. Dlatego głównie rysowałem jednostronicowe ilustracje, parę ludków, a potem kolejne, i tak dalej. Tak czy owak, z Drapakiem było inaczej.



Miałem 37 lat i pomyślałem że jeśli teraz nie narysuję żadnego komiksu na serio to już nigdy nie narysuję. Okazją, żeby się sprawdzić w tym medium był konkurs na komiks dla dzieci im. Janusza Christy. Akurat zostały chyba dwa miesiące do przesłania prac na drugą edycję. Napisałem do scenarzysty Bartka Sztybora, którego poznałem przy okazji jakiegoś komercyjnego zlecenia, i poprosiłem go o pomoc przy scenariuszu. Wysłałem mu rysunki postaci, jakiś tam pomysł na świat i intrygę, parę imion bohaterów. Był to pomysł na klasycznego samotnego superbohatera o podwójnej tożsamości w mieście bezprawia. Klimat i temat wprost z komiksów o Batmanie wydawanych u nas w latach 90. przez wydawnictwo TM-Semic. Najlepsze historie pisał Alan Grant, a rysował nieoceniony i niedoceniony Norm Breyfogle. Taka miała być ta historia. I ostatecznie taka była. Bartek wymyślił kolejnych bohaterów, nakreślił charaktery, świat, rozpisał dialogi i zabawną intrygę. A ja to ledwo narysowałem. Wysłaliśmy i zdobyliśmy drugie miejsce (ex aequo z komiksem Bereniki Kołomyckiej „Malutki Lisek i Wielki Dzik”, pierwszego miejsca nie przyznano). Organizator konkursu – wydawnictwo Egmont zaproponowało nam wydanie pełnego albumu. Zgodziliśmy się i przystąpiliśmy do pracy. Ośmiostronicowe, konkursowe demo było zamkniętą całością, co wiązało się z koniecznością narysowania pełnego 46 stronicowego komiksu. To się udało i wydało. W kolejnym roku wydaliśmy drugi tom. Z roczną przerwą wracamy w 2018 z trzecim tomem. I tak to wygląda.

Aha, pytasz, czy to droga przez mękę? Dla mnie tak. Musiałem rysować tę samą postać przez cały komiks i jeszcze te gadające głowy!



Co jeszcze robisz? Ostatnio widziałam, że kolorowałeś prace... to też tak można?


Można. Kolorowałem komiks Macieja Jasińskiego z rysunkami Piotra Nowackiego pt. „Detektyw Miś Zbyś na tropie. Skarb kapitana Czarnofutrzastego”. To kolejny odcinek komiksowej serii dla dzieci o Misiu detektywie. Bardzo się cieszę, że mogłem pokolorować ten komiks. W ogóle kolor w komiksie jest moim zdaniem traktowany po macoszemu. Recenzenci o nim nie piszą, czytelnicy nie zwracają uwagi. Może to dobrze. Może kolor jest traktowany jak dobra muzyka w filmie, której nie słychać, dopóki nie zacznie przeszkadzać. Na kolory też zwraca się uwagę, dopiero kiedy są bardzo złe. A wracając do samego kolorowania, podoba mi się ten sposób pracy. Dzięki temu, że całą rysunkową pracę ktoś zrobił za mnie, mogę skupić się na dopowiedzeniu czegoś więcej. Czegoś po swojemu, ale w oparciu o istniejące ramy. Ta praca daje mi dużo satysfakcji – sam nie wiem, czy nie więcej niż rysowanie od początku do końca własnego komiksu. Chętnie kolorowałbym więcej. Podoba mi się stawianie tej kropki nad i.



Pracujesz obecnie w domu, praca twórcza plus obowiązki domowe typu kaszka dla dziecka i spacer z pieskiem – czy to da się połączyć? Jakie masz sposoby?

Tak, pracuję w domu. W sumie już chyba ósmy rok na freelancie.
Chociaż, teraz przeprowadziłem się do „biura”, więc w domu już nie pracuję i mogę jakoś rozdzielić wreszcie obowiązki. Do niedawna wyglądało to klasycznie: w czasie, gdy otwierał się plik w Photoshopie, wstawiałem pranie. A kiedy wysyłałem gotową ilustrację do klienta, pranie rozwieszałem, a przy okazji umyłem parę naczyń. Trochę to męczące.

A jeśli pytasz o kaszki to gotuję, przecieram, kroję, a z psem wychodzę na szybkie siku. Czasem kupę.



Na studiach zgłębiałeś tajniki dywanów, co dziś się stało z tym tematem?

Nic. Temat się skończył. Zajęcia z projektowania dywanów były dla mnie świetnym połączeniem ilustracji i wzornictwa przemysłowego. Efektem tego była kolekcja dywanów z walącymi się budynkami, płonącymi samolotami no i Batmanem z nożem w boku, zrealizowana w Dywilanie i jeden dywan wykonany własnoręcznie przedstawiający psa na dywanie. Dzięki temu mogę się teraz położyć z dzieckiem na Batmanie.



No dobra, muszę zapytać o Batmana – skąd ta obsesja?

Nie wiem. To figura, postać, którą bardzo nasiąkłem przez te wszystkie lata. Bohater ten towarzyszył mi od końca lat 80. To nostalgia, smutek, obsesja. Zresztą w tym wywiadzie już kilka razy o nim wspomniałem. Jest także bardzo mocnym znakiem graficznym, który jest rozpoznawalny i rozumiany. Dobrze się go rysuje.



Zaczekaj, zaczekaj, bo ilustracje to jedno, ale przecież Ty też śpiewasz? Czy to nie dziwne połączenie talentów?

Mnie to nie dziwi. Sam wokalista i rysownik to nic dziwnego. Dziwnym może być dla niektórych fakt, że te dwa, zdałoby się odmienne nastroje, łączy jedna osoba.

Jestem wokalistą zimnofalowego zespołu Wieże Fabryk, w którym śpiewam „smutne piosenki”, a na drugi dzień siadam i rysuję kolejny odcinek humorystycznej historii dla dzieci o Drapaku. Sporo osób, które znają muzykę Wież Fabryk i czytają komiks Drapak, nie miały pojęcia, że to wykonuje ta sama osoba.



Czy z pracy ilustratora można się w Polsce utrzymać? Czy nie tęsknisz do etatu i względnego spokoju – bo wtedy to nie ty musisz się martwić o zlecenia, klientów, etc. – nie myślisz o tym ile będziesz miał pieniędzy w danym miesiącu, to ktoś inny o tym myśli?

Można. Nie tęsknię do etatu, raczej marzę o agencie, który ogarniałby to wszystko za mnie. Marzę i marznę.

Powiedz, nad czym teraz siedzisz?

Ojej. Obecnie pracuję nad trzecim tomem Drapaka (premiera w maju). Dwiema książkami do scenariusza Sztybora, i jeszcze jedną książką, i jeszcze jednym komiksem i jeszcze czymś. Oprócz tego oczywiście pracuję. [uśmiech]



Zapytam na koniec, bo temat dzieci jest ci teraz nieobcy – myślisz czasami o tym, kim Twój syn będzie, jak dorośnie? Myślisz wtedy – jejku, byleby tylko nie był artystą? Czy wręcz przeciwnie?

W ogóle o tym nie myślę.

Z Tomaszem Kaczkowskim rozmawiała Maja Ruszkowska-Mazerant


Prace Tomasza Kaczkowskiego: www.kaczkowski.net
Na bieżąco: facebook.com/tomasz.kaczkowski/  | instagram.com/monoteka/ | behance.net/monoteka |
Coś na sprzedaż:  etsy.com/shop/monoteka


REKLAMA

POLECAMY