Pasje

NARTY W AUSTRII | Maciej Mazerant

2019-11-01

Czas czytania 10 minut

Nadszedł marzec. Południe Austrii, Karyntia, dwie deski przyczepione do stóp, przepaść przede mną, pędzący na złamanie karku narciarze obok mnie... w uszach karcący krzyk instruktora, który w trosce o moje życie... nieeee w trosce o życie innych na stoku i własną reputację wrzeszczy – jak jedziesz, nieee tak! Krzyczy w języku polskim... co jest jedyną wiadomą na stromym jak przepaść, niegościnnym jak lodowiec, stoku narciarskim w Austriackim Bad Kleinkircheim.



No dobrze może nie było tak strasznie, ten stromy lodowiec miał zaledwie kilka procent nachylenia i był oślą łączką, na której z zawrotną prędkością jeździły siedmiolatki ze szkółki narciarskiej. Potworem – instruktorem tak naprawdę był instruktor..... który z niejednym takim ancymonkiem jak ja miał już do czynienia i wiedział, że trzeba krzyknąć, aby komunikat trafił do celu. Moje dwie doskonale przygotowane deski z lokalnej wypożyczalni, jeździły prawa w lewą a lewa w prawą – ale trzeba przyznać, że jeździły świetnie.



Skończyłem 40, a nawet 41 lat. Pewnego październikowego wieczoru niefortunnie powiedziałem do żony... „Spróbowałbym pojeździć na nartach. Pośmialiśmy się, pożartowaliśmy o tych wszystkich macho w sile wieku, co na kreskę zjeżdżają z góry taranując innych, bez wyjątku włącznie z ratrakiem i schroniskiem. Było wesoło. Złowieszczo wesoło.



Tak, została rzucona rękawica i ją podniosłem... jak dotąd jedynym poważanym przeze mnie sportem zimowym było pływanie, no może jeszcze saneczkarstwo, które uprawiałem z synem zeszłej zimy na osiedlowej górce. Zimowe pływanie to sport, który uprawiam namiętnie. Zimna woda, adrenalina a przede wszystkim poziom... leżę sobie, macham rękoma, nogami.... tak w zimnej wodzie, ale w przestrzeni, którą rozumiem. Narty dwie deski przyczepione do nóg zawsze wydawały mi się samobójczo skuteczne. Nie mówiąc o kijkach, które oczami wyobraźni widzę wbite w swoje wnętrzności...



Wyjazd do Karyntii zapamiętam jako coś ważnego, przełomowego. Strasznego również... ale tylko przez te narty. To był mój pierwszy raz na stoku. Nie był to przełom, który zdecydował o moim zachwycie nad tą dyscypliną sportu, ale pobudził ciekawość. Zresztą chyba każdy, kto nie myśli o targnięciu się na swoje życie, ma zdrowy dystans do nart. To jest dziwny sport, jednocześnie straszny a z drugiej strony pociągający. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie... czy jestem gotów, w pełni świadomie przyczepić deski do nóg i rzucić się z góry na dół?



Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, to właśnie Bad Kleinkircheim w Austriackich Alpach jest miejscem, gdzie można spróbować tego szaleństwa w super warunkach. To malownicze miejsce w Karyntii na Południu Austrii, do którego z Polski można dostać się w kilka godzin. Lot do Lublany w Słowenii a później transfer busem na miejsce odbywa się nad wyraz sprawnie. Jeżeli jednak ktoś zdecyduje się pokonać tę trasę samochodem na własną rękę, czeka go ponad dziesięć godzin podróży. Trzeba to zaplanować z głową... najlepiej z noclegiem, będzie spokojniej i bezpieczniej.



Piękne widoki po drodze, których miałem okazję doświadczyć, nastrajają bardzo pozytywnie. W wysokich partiach gór Nockberge śnieg.... człowiek wyobraża sobie, narty w słońcu i siebie szusującego na stoku. Niżej dogodne warunki do pieszych wycieczek, do których zachęca pogoda i wytyczone szlaki. Opowieści o wspaniałych kompleksach basenowych i termach z saunami, pobudzają wyobraźnię. Człowiek przestaje odbierać telefony z pracy... włącza tryb relaksu, pijąc wino, jedząc tradycyjną alpejską pizzę charakterystyczną dla kuchni alpejsko-adriatyckiej... wybiera najbliższe alpejskie jezioro z zimną wodą w którym należy popływać...



Więcej informacji na temat szusowania na nartach, pluskania w zimnej wodzie znajdziecie na stronach: https://www.austria.info/ oraz https://www.visitcarinthia.at/


REKLAMA

POLECAMY