Pasje

OPEN WATER | Swim The Island

2017-10-25

Ciepła woda, fale, słońce oraz piękne widoki włoskiego regionu Liguria, znajdującego się u wybrzeży morza Liguryjskiego. Kto by pomyślał, że te okoliczności przyrody mogą doprowadzić człowieka do łez... mogą doprowadzić na skraj wytrzymałości organizmu... mogą też złamać...

Swim The Island” to wydarzenie, które obywa się u wybrzeży włoskiego miasta Bergeggi, jednego z najbogatszych historycznie i kulturalnie biorąc pod uwagę tematykę morską. Jak zachwalają organizatorzy projektu z firmy Trio Events – „Region ten charakteryzuje się czystą wodą i skalistym wybrzeżem. Oferuje zwiedzającym wspaniałe widoki i możliwość korzystania z morskich i lądowych aktywności na świeżym powietrzu. To jedno z najbardziej ekscytujących wydarzeń pływackich w Europie, które rozwija się wzdłuż wybrzeża, pełnego naturalnych atrakcji takich jak np. Marine Protected Area of Bergeggi, gdzie można znaleźć podwodne jaskinie ze spektakularnymi punktami nurkowania... „Canalone”, „Pifferaio"(piper), czy „Punta Predani". W okolicy można odkrywać malownicze wioski z widokiem na morze pełnych historii i tradycji związanych z żeglugą".



Pomysł na zorganizowanie wyścigu pływackiego w tym malowniczym zakątku zrodził się jak zwykle w takich przypadkach... z pasji. – „spoglądając na zielone wody Morza Liguryjskiego, obejmując fale ramionami, ciesząc się wolnością pływania bez linii wymalowanych na dnie, bez barier, czując niebieską wodę płynącą wzdłuż ciała, mając przed sobą wyspę Bergeggi, która czeka z unikalnymi podwodnymi jaskiniami... tak powstawał projekt". – opowiada Gabriella Gonzina z TriO Events.



Nie dziwi więc fakt, że na starcie wyścigu stanęło ponad trzy tysiące zawodników z różnych zakątków świata, którzy uwierzyli i podzielają tę pasję. Jak podkreśla Gabriella – „w Swim The Island zawsze czujesz się częścią wielkiej rodziny, zjednoczonej pasją pływania na otwartych wodach i żyjesz razem, oddychając wolnością i pasją, otoczona dziką przyrodą rezerwatu”.



W tym roku na plaży w Bergeggi pojawiła się również grupa miłośników pływania z Polski. W tym Agnieszka i Michał, którzy postanowili swój urlop spędzić w towarzystwie ludzi równie „zakręconych” na punkcie pływania mierząc się z dystansem 3,5 kilometra.



Maciej Mazerant: Dlaczego Bergeggi i „Swim The Island”, a nie romantyczny wypad do Wenecji...?


Agnieszka Tomczyk: O kurde, wiedziałam, że ktoś zapyta. Wiesz, jak mało romantycznie jest samej w Wenecji…? (uśmiech) Myślę, że lubimy, kiedy wyjazd ma jakiś „akcent”, „myśl przewodnią”. Może to być konwent tatuażu, może być rajd rowerowy, może opływanie wyspy. Teraz akurat wybraliśmy to ostatnie. Zresztą, znasz Michała: wyobrażasz sobie, że się oświadcza w Wenecji? No. A wyspę, to spokojnie opłynie...

Michał Dzirba: Wenecja może jeszcze będzie. Tym razem padło na prostsze wakacje, bez konieczności śpiewania ballad na gondolach. Poza tym mój włoski na swobodne śpiewanie ballad nie pozwala.

M.M.: Jak i kiedy się zaczęła Wasza przygoda z pływaniem? Preferujecie basen czy open water?

M.D.: Ja w sumie to nie do końca umiem pływać. Agnieszka jest jak ryba, a ja się po prostu staram nie zgubić za bardzo. I definitywnie za bardzo nie utopić. A co do „basen czy wody otwarte?”, to chyba zależy. Baseny są zazwyczaj bliżej. I czasami jest w nich coś widać (w polskich zbiornikach z przejrzystością bywa, jak sam wiesz, różnie) 
A na jeziorach jest mniej tłoczno, można się położyć na środku, rozciągnąć i opalać. I nikt nie krzyczy „lewa” (Uśmiech).


Photo Credit: © Adventure Photo Dream (www.adventurephotodream.it)

A.T.: Moja to już w podstawówce. Wtedy, to chodziłam na „wyrównawcze z pływania”, bo się bałam zrobić fikołka, a inne dzieci robiły. Ha, ha. Później byłam zmuszona przez Ojca (Tato, dzisiaj jednak dziękuję!) do szkolnych zawodów i... nastąpiła długa przerwa aż do ubiegłego roku. Wody otwarte są dla mnie cały czas wyzwaniem i zagadką. Czuję, że wypływam w nieznane i nigdy nie wiem, czy wrócę. Ponadto, chciałam spróbować dłuższych dystansów. Basen traktuję treningowo i jako narzędzie w dążeniu do celu. Daje mi też dużo wyciszenia, pozwala skupić myśli, podjąć ważne decyzje. Rozwiązuję tam wszystkie problemy z pracy, liczę coś w głowie, myślę, co przyniesie dzień, albo jaki był. No, chyba że akurat pływam V zakres. To myślę, żeby przeżyć i śpiewam w głowie piosenki.

Swim The Island to kilka dystansów rozgrywanych w malowniczej scenerii Morza Śródziemnego. Wydaje się, że takie pływanie to czysta przyjemność... było ciężko?

A.T.: Dla mnie na początku bardzo. Nie chodzi jednak o dystans, tylko o warunki. Moje wody otwarte ograniczały się do tej pory do kałuż w kaloszach i jezior. Morze to fale, bardzo słona woda, ciągłe kołysanie, pływy, które cię znoszą, choroba morska… Przyjechaliśmy kilka dni wcześniej, bo obiecałam sobie, że będę pływać codziennie, żeby się przystosować — chociaż trochę. Po pierwszym wejściu stwierdziłam, że jest tragicznie, chcę wrócić do Polski, nie będę nigdzie pływać, jest mi mdło i trzęsie. I popłakałam się, stojąc w piance w tej malowniczej scenerii. Stopniowo doszłam do etapu, „ale ładne ryby, jaka smaczna woda, w *** mam te pływy, jest piękna pogoda”. Ostatecznie miło było pójść razem na wycieczkę i popływać. To naprawdę wyjątkowa przygoda! Zbieramy się razem, wychodzimy z hotelu, ktoś niesie ręcznik (Michał), ktoś wodę (Michał), ustalamy kierunek, zapinamy sobie pianki. Robimy wspólne przystanki, patrzymy jak promienie słońca, załamują się w atramentowych głębinach, chlapiemy na siebie wodą.

M.D.: Było słono. A bardziej serio... to było ciężej, niż się spodziewałem. Agnieszka lubi być gotowa na takie imprezy, więc przepłynęliśmy część trasy dzień przed zawodami. I wtedy, dzień przed na idealnie płaskiej wodzie i przy ciepłym jesiennym słońcu było... serio wakacyjnie. A w dzień imprezy pojawiły się 1,5-metrowe fale. Co dodaje uroku, ale też pływania nie ułatwia.

Jak oceniacie organizację „Swim The Island”? Co Wam się podobało, a co Waszym zdaniem można by zmienić?

A.T.: Na organizację praktycznie nie można narzekać. Start był tani, pakiet z koszulką, batonem, piciem. Na mecie czekał ciepły posiłek, banan, woda, słodycze. Wszędzie opieka medyczna, psy ratownicze. Mnie trochę przeszkadzało niewystarczająco dobre oznaczenie trasy. Uważam, że więcej bojek nawigacyjnych by nikomu nie zaszkodziło, a może nie błądziłabym tam jak dziecko we mgle (patrz GPS trasy i mój).


Ślad GPS – Agnieszka (filotetowo-różowy), wyznaczona trasa (zielony)

M.D.: Organizacja była dobra, a jak na ciepłe kraje (słoneczną Italię w tym przypadku) to nawet bardzo dobra. Jedzenie, woda (na dłuższych dystansach nawet w trakcie pływania) fajny pakiet startowy i miły pakiet finiszera. I bardzo dobre zabezpieczenie trasy. Znajoma musiała się wycofać w trakcie imprezy i była zachwycona młodymi włochami na szybkich skuterach (koleżanki podobno były złe, że wracały wpław). A co do... zmienić, to oczywiście nie było idealnie. Największym problemem było chyba zamieszanie z rozmieszczeniem boi, w tym zmiany przed startem. Z tego, co widziałem, sporo ludzi się gubiło, mniej więcej w połowie trasy (czyli tam, gdzie była zmiana) Widziałem dość z bliska, bo też udało mi się trochę nadpłynąć. Chyba ważniejszym byłoby jednak pytanie, czy niedociągnięcia wpływały na odbiór całej imprezy. Moim zdaniem, nie wpływały. Czyli jeśli zapytałbyś, czy warto było popłynąć, to powiedziałbym – pewnie, że warto.


Photo Credit: © Adventure Photo Dream (www.adventurephotodream.it)

Kim są uczestnicy takiego wydarzenia? Amatorzy lubiący pływać czy zawodowcy walczący o nagrody i chwałę?

M.D.: Jeśli dobrze pamiętam w czołówce byli reprezentanci Włoch na którąś z olimpiad. A z drugiej strony ludzie, którzy po prostu chcieli przyjechać na wakacje, albo miło spędzić weekend. Czyli tacy jak ja na przykład.



A.T.: Myślę, że jak na każdej sportowej imprezie są tacy i tacy. I to dobrze! Dla amatorów jest muzyka na mecie, impreza dzień wcześniej, widoki i piękna plaża. Jeżeli ktoś przyjechał, żeby powalczyć również z innymi, nie tylko ze sobą, to też miał okazję.

Czy tego typu wyjazdy to również okazja do zwiedzania, obcowania z kulturą, poznawania ludzi? Czy jednak traktujecie to czysto zadaniowo?

A.T.: Ja mam trudny charakter i nie potrafię rezygnować. Szczególnie z wymagających początkowo zadań. Więc powiedziałam sobie, że przepłynę to 3.5 km albo mnie ściągnie ekipa ratownicza siłą — sama nie zrezygnuję. Uznałabym to za porażkę życia. Aż się boję o tym myśleć, chyba bym do samolotu nie wsiadła. A pokazać się na basenie? Zostałabym w Bergeggi, żeby ją sama opłynąć kolejnego dnia! Na szczęście udało mi się zaprzyjaźnić z morzem wcześniej, bo inaczej dni przed startem spędzałabym, walcząc z falami na plaży… To w dużej mierze zasługa Michała. Mam tu też na myśli cały wyjazd. On znalazł tę imprezę, przekonał (bardzo sceptyczną początkowo) mnie i podawał chusteczki, jak płakałam, że nigdzie nie popłynę. Pamiętam jak mówił, że będzie super, jak zrezygnuję i że pójdziemy sobie na kawę wcześniej. Nie potrafię tego zaakceptować, gdy czegoś nie umiem. Robię się wtedy jeszcze wredniejsza (owszem, można!) i mam klapki na oczach. Myślę: cel, cel, cel... Ja to bym pewnie spędzała tam całe dni, pływając... Razem znaleźliśmy zdrową równowagę, która sprawiła, że były to jedne z lepszych wakacji. Spacery plażą na kawę w Spotorno, ryby i owoce morza na kolację, wypożyczone małe autko na włoskich krętych drogach… Byliśmy też w Genui i bardzo urokliwym Bergamo. Aż szkoda było się żegnać ze słońcem.


Photo Credit: © Adventure Photo Dream (www.adventurephotodream.it)

M.D.: Ten był dla mnie typowo wakacyjny. Może nie tyle do poznawania ludzi, ale poza pływaniem pojeździliśmy trochę po północy Włoch wynajętym mikro samochodem (stare część Bergamo, bardzo polecam), napiliśmy się kawy (przereklamowanej, w Polsce jest lepsza. I tak mówię całkiem serio. Włosi palą kawę bardzo ciemno, nie zostaje nic poza czekoladą i orzechami. I znalezienie nieprzeciągniętego espresso graniczyło z cudem) Z drugiej strony fajnie mieć jakieś apogeum – cel, po którego realizacji można tę kawę pić i myśleć „zrobiłem”. No i od samego picia kawy się nie dostaje opcji wywiadu w Purpose. No chyba, że będzie artykuł o kawie. Będzie?

Agnieszka – Na co dzień sobie matematykuje i klepie statystyczny kod. Po godzinach walczy z żywiolem. Nie, nie jest w OSP. Pływa. W pracy twierdzą, że jest "niezrównoważonym i nieprzewidywalnym wulkanem". Koledzy na treningach, że zawsze "nak....ia jak wariatka".

Michał – Programista. Ukrywa siwe włosy pod kaskiem rowerowym, z nadzieją ze nie widać. Zapalony kibic Agnieszki na zawodach i poza.

Fotografie: Agnieszka Tomczyk i Michał Dzirba oraz Adventure Photo Dream

Strona internetowa wydarzenia: Swim The Island
Strona internetowa organizatora: Trio Events


REKLAMA

POLECAMY