Relacje
„Ja po prostu chciałem przyjść posiedzieć”. Czy biblioteka ma klienta?

Maja Ruszkowska-Mazerant, kuratorka treści numeru Klient:
Jakie macie skojarzenie z biblioteką? Czego od niej oczekujecie? Czy tylko książek?
Przyznam, że dla mnie biblioteka była zawsze miejscem totalnej ciszy i spokoju. Kiedyś, gdy wchodziłam do biblioteki, automatycznie zwalniałam kroku, zaczynałam mówić wolniej i ciszej. Miałam wrażenie jakbym działała w zwolnionym tempie.
Dziś biblioteki się zmieniają. Do naszej redakcji przychodzą informacje o spotkaniach, zajęciach, warsztatach, dyskusjach... Dziś biblioteka to miejsce tętniące życiem, tzw. „trzecie miejsce”. Dlaczego tak się dzieje?
Szymon Burek w swoim artykule przygląda się bliżej nowej formie biblioteki i jej klientowi. No właśnie – czy biblioteka ma klienta?
Co zawiera artykuł:
1. „Ja po prostu chciałem przyjść posiedzieć”
2. Czytelnik to już za mało
3. Najpierw trzeba wiedzieć, dla kogo się działa
4. Najciekawsza grupa to ta, której nie widać
5. Potrzeba spotkania nie zmienia się
6. Przyjaciel biblioteki
7. Biblioteka dla różnych ludzi
8. Czasami wystarczy kanapa
9. Telefon nie musi być wrogiem
10. Biblioteka nie konkuruje z Netflixem
11. Młodzież nie przyjdzie tylko dlatego, że jest biblioteka
12. Program tworzy biblioteka. Ale nie tylko
13. Nie wystarczy odpowiadać na potrzeby
14. Biblioteka wychodzi poza budynek
15. Człowiek, który nigdy nie wypożyczył książki
16. Klient? Tak i nie
17. Kiedy bezpłatność staje się wyzwaniem
18. Od odbiorcy do współtwórcy
19. Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi
20. Biblioteka, która słucha
Kiedyś sprawa wydawała się prosta: do biblioteki przychodziło się po książkę. Dziś można przyjść na koncert, warsztaty, wymianę roślin, spotkanie, wystawę albo żeby popracować przy komputerze, skorzystać z internetu czy po prostu usiąść. W Bibliotece Publicznej w Dzielnicy Wesoła w Warszawie zmienia się nie tylko oferta. Zmienia się także sposób myślenia o człowieku, który przekracza próg biblioteki. Czy jest jeszcze czytelnikiem? Użytkownikiem? Odbiorcą? A może klientem?
„Ja po prostu chciałem przyjść posiedzieć”
Do biblioteki przyszedł młody chłopak. Przechadzał się między półkami, oglądał książki, ale nie wyglądał na kogoś, kto dokładnie wie, czego szuka. Jedna z bibliotekarek próbowała mu pomóc. Pytała, jakiej książki potrzebuje. Proponowała pomoc, zagadywała. Chłopak w końcu wyjaśnił powód swojej wizyty. – Ja po prostu chciałem przyjść posiedzieć – powiedział.
Patryk Kuś, dyrektor Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wesoła m.st. Warszawy, zapamiętał tę sytuację. Według niego dobrze pokazuje ona zmianę, jaka dokonała się w myśleniu o bibliotece. Człowiek nie zawsze musi przychodzić po książkę. Może przyjść po miejsce.
Może chcieć spędzić godzinę w spokojnym wnętrzu, popracować, poczytać, skorzystać z internetu albo po prostu pobyć wśród innych ludzi. Może przyjść na wydarzenie. Może spotkać znajomych. Może trafić na wystawę, której wcześniej wcale nie planował oglądać. I może też niczego nie wypożyczyć. To dla tradycyjnego obrazu biblioteki zmiana zasadnicza.
Biblioteka Wesoła nadal jest oczywiście biblioteką w najbardziej podstawowym znaczeniu tego słowa. Ma księgozbiór, multimedia i e-zbiory, a mieszkańcy mogą korzystać z tradycyjnych i cyfrowych zasobów. Instytucja prowadzi Bibliotekę Główną oraz trzy filie: w Starej Miłosnej, Zielonej i Woli Grzybowskiej. Jednocześnie jej działalność dawno wyszła poza sam moment wypożyczenia książki. I właśnie tutaj zaczyna się pytanie o współczesnego odbiorcę.
Czytelnik to już za mało
– Jeżeli mówimy o osobie, która korzysta z biblioteki przede wszystkim ze względu na książki i inne zbiory, określenie „czytelnik” jest naturalne – mówi Patryk Kuś. Nie opisuje ono jednak wszystkich powodów, dla których ludzie przychodzą dziś do biblioteki. Coraz częściej jest ona także miejscem spotkania. Nie chodzi przy tym wyłącznie o modne określenie „trzeciego miejsca”, lecz o coś znacznie bardziej podstawowego: przestrzeń, w której ludzie mogą być razem.
Patryk Kuś wraca w rozmowie do dawnych domów ludowych i innych miejsc, które przez lata pełniły funkcję lokalnych centrów życia społecznego. Ludzie przychodzili tam niekoniecznie po konkretną usługę. Przychodzili, ponieważ było to miejsce wspólne. W Wesołej podobny mechanizm zaczyna działać wokół biblioteki.
– Jeżeli chodzi o te działania, które rozszerzamy, to idziemy bardziej w budowanie miejsca dla społeczności lokalnej – tłumaczy dyrektor. Nie oznacza to rezygnacji z książek. Wręcz przeciwnie. Książka pozostaje jednym z fundamentów biblioteki, ale przestaje być jedynym powodem, dla którego warto do niej przyjść.
Najpierw trzeba wiedzieć, dla kogo się działa
Współczesne myślenie o odbiorcy zaczyna się od pytania, które w świecie biznesu jest czymś oczywistym: kim jest człowiek, do którego kierujemy swoją ofertę? W instytucji publicznej odpowiedź jest znacznie bardziej skomplikowana. Biblioteka ma działać dla mieszkańców, ale nie tworzą oni jednej grupy. Są dzieci, młodzież, rodzice, osoby dorosłe i seniorzy. Są nauczyciele i edukatorzy. Są osoby zainteresowane rękodziełem. Są ludzie, którzy chcą rozwijać swoje kompetencje medialne. Są ci, którzy przychodzą na koncerty, oraz ci, którzy szukają spokojnego miejsca do pracy. Biblioteka Wesoła świadomie zaczyna więc dzielić swoich odbiorców na grupy.
Jedną z najważniejszych są dorośli i młodzież, mniej więcej od 16. roku życia. Jednocześnie dane z mediów społecznościowych pokazują, że na profilu biblioteki najczęściej pojawiają się osoby po 40 roku życia. Osobną grupę stanowią dzieci, między innymi uczestniczące w działaniach kierowanych do przedszkoli i zerówek. Ale lista jest znacznie dłuższa.
– Mamy też grupę edukatorów i nauczycieli – mówi dyrektor. – To trochę inna grupa i dla nich także czasami coś robimy.
W tym przypadku biblioteka nie przygotowuje po prostu kolejnego wydarzenia. Spotyka się z nauczycielami, rozmawia o ich potrzebach i o tym, czego potrzebuje sama biblioteka. Chodzi o to, żeby późniejsza praca z dziećmi była lepsza. To już nie jest klasyczny model: instytucja przygotowuje ofertę, a odbiorca ją przyjmuje. To próba budowania oferty razem z odbiorcą.
Najciekawsza grupa to ta, której nie widać
Biblioteka dysponuje wieloma danymi, które pozwalają lepiej poznać jej odbiorców. Statystyki dotyczące czytelników pokazują m.in. ich strukturę wiekową oraz sposób i częstotliwość korzystania ze zbiorów. Dodatkowych informacji dostarczają zapisy na wydarzenia, statystyki mediów społecznościowych oraz doświadczenie bibliotekarzy, którzy od lat pracują z lokalną społecznością. Patryk Kuś podkreśla jednak, że dane te pokazują przede wszystkim tych, którzy już z biblioteki korzystają. Znacznie mniej wiadomo o mieszkańcach, którzy dotąd do niej nie trafili – i to właśnie ta grupa szczególnie go interesuje.
– Fajnie by było zrobić badanie tych osób, które do nas nie uczęszczają, i zapytać dlaczego – mówi.
To jedno z najważniejszych pytań dla współczesnej biblioteki. Bo o człowieku, który przychodzi, można się czegoś dowiedzieć. Można zobaczyć, z jakiej oferty korzysta, w jakim jest wieku, jak często wraca.
Ale człowiek, który nigdy nie przekroczył progu biblioteki, pozostaje zagadką. Może nie czyta. Może czyta, ale kupuje książki. Może nie wie, że biblioteka oferuje coś więcej niż wypożyczanie. Może nie czuje, że jest to miejsce dla niego. A może po prostu nikt jeszcze nie dał mu powodu, żeby tam przyjść.
Potrzeba spotkania nie zmienia się
Patryk Kuś uważa, że pomimo wszystkich zmian technologicznych i społecznych jedna potrzeba pozostaje zaskakująco stała. To potrzeba spotkania. Zmienia się natomiast powód, dla którego ludzie się spotykają. Można spotkać się przy książce. Można przy roślinach. Można podczas wspólnego gotowania. Można na koncercie. Można podczas warsztatów. Można wyjść razem do lasu. Biblioteka właśnie dlatego coraz częściej szuka prostych pretekstów do spotkania.
Dyrektor zauważa, że najlepiej działają rzeczy niewymuszone. Takie, które nie stawiają przed człowiekiem wysokiego progu wejścia. Wspólne sadzenie roślin czy wymiana sadzonek nie wymagają specjalistycznej wiedzy. Wspólne gotowanie daje prosty powód, żeby przyjść. Koncert pozwala spędzić razem czas.
Trudniej jest przyciągnąć ludzi na wydarzenie, którego podstawowym celem jest edukowanie ich na temat abstrakcyjnego problemu. To nie znaczy, że biblioteka rezygnuje z edukacji. Przeciwnie. Chodzi raczej o sposób podania.
– Im prostsze rzeczy, tym lepiej się sprawdzają – mówi Kuś.
To podejście dobrze widać w projektach biblioteki. W 2025 roku realizowano między innymi „Historię i dziedzictwo Wesołej”, łączącą lokalną historię, przyrodę, sztukę i działania mieszkańców. W ramach projektu powstało między innymi archiwum społeczne, nagrywano wspomnienia mieszkańców, digitalizowano prywatne fotografie i tworzono audiohistorie. Biblioteka nie ogranicza się więc do opowiadania mieszkańcom o ich dzielnicy. Zaprasza ich do tego, żeby sami stali się autorami tej opowieści.
Przyjaciel biblioteki
Patryk Kuś ma własne określenie na człowieka, który dobrze pasuje do nowego modelu biblioteki. To „przyjaciel biblioteki”. Nie jest nim wyłącznie osoba, która regularnie wypożycza książki. Przyjacielem może być ktoś, kto raz przychodzi po książkę, innym razem na koncert, a jeszcze innym razem przynosi do biblioteki sadzonkę.
– Dla mnie taki nasz odbiorca, czyli ktoś, kto jest naszym przyjacielem biblioteki, to osoba, która przyjdzie na trzy tego typu działania – mówi.
Nie chodzi więc o liczbę wypożyczeń czy wizyt, ale o relację z biblioteką. Można korzystać z niej na wiele sposobów i z różnych powodów. Coraz ważniejsze staje się to, czy biblioteka jest miejscem, do którego chce się wracać.
Biblioteka dla różnych ludzi
Nie ma jednego modelowego użytkownika. Inaczej wyglądają potrzeby dziecka z zerówki, rodzica z małym dzieckiem, nastolatka, osoby pracującej, a jeszcze inaczej – seniora. Dlatego biblioteka coraz bardziej różnicuje swoją ofertę. Dla edukatorów przygotowuje działania wzmacniające ich kompetencje. Dla dzieci powstają osobne programy. Rodzice z dziećmi przychodzą na wydarzenia organizowane w dogodnych dla nich terminach. Młodzież potrzebuje zupełnie innego rodzaju przestrzeni. Dorośli, którzy pracują, również mają inne oczekiwania. Są wreszcie grupy zainteresowań, które potrafią powstać niemal samoistnie.
Nie chodzi więc o to, ile razy ktoś przyjdzie do biblioteki, ale o to, że zaczyna korzystać z niej na różne sposoby i traktować ją jako swoje miejsce. To właśnie w takich momentach biblioteka przestaje być tylko dostawcą programu. Zaczyna być gospodarzem przestrzeni.
Czasami wystarczy kanapa
Zmiana nie zawsze wymaga dużego projektu. Czasami wystarczy zauważyć, że brakuje miejsca, żeby po prostu usiąść. W jednej z filii biblioteki, mieszczącej się w niewielkiej przestrzeni, Patryk Kuś zauważył, że rodzice czekający na dzieci po prostu nie mają takiego miejsca. Rozwiązanie było proste. Trzeba było dostosować przestrzeń.
W głównej bibliotece pojawiły się kanapy. W placówkach znalazły się miejsca, w których można napić się herbaty czy kawy. Zaczęto tworzyć przestrzeń do siedzenia i pracy. W pewnym momencie biblioteka zaczęła też inaczej patrzeć na ludzi, którzy po prostu są w środku. Nie trzeba ich natychmiast kierować do regałów. Nie trzeba pytać, jaką książkę chcą wypożyczyć. Nie trzeba sugerować, że jeśli już weszli, powinni coś zrobić. Można pozwolić im być.
Młody człowiek, który powiedział bibliotekarce: „Ja po prostu chciałem przyjść posiedzieć”, stał się właściwie symbolem tej zmiany. Biblioteka nie musi być miejscem, z którego człowiek wychodzi po wykonaniu konkretnej czynności. Może być miejscem, w którym człowiek po prostu zostaje.
Telefon nie musi być wrogiem
Przez lata biblioteka kojarzyła się z ciszą i zakazem używania telefonów. Patryk Kuś pamięta czasy, kiedy w bibliotekach wisiały naklejki przypominające o zakazie korzystania z telefonów, a dostęp do Wi-Fi nie był czymś oczywistym. Dziś sytuacja jest odwrotna. Biblioteka chce, żeby mieszkańcy mieli dostęp do internetu. Chce, żeby można było przyjść z komputerem. Chce dać młodym ludziom miejsce, w którym mogą usiąść. Jeżeli ktoś korzysta z telefonu, nie oznacza to automatycznie, że biblioteka poniosła porażkę. Może właśnie dzięki temu telefonowi ktoś trafił do biblioteki. Może pracuje. Może się uczy. Może ogląda coś ze znajomymi. Może po prostu spędza czas. Dlatego w jednej z najmniejszych placówek pojawiły się nawet konsole do gier. Nie po to, żeby biblioteka zamieniła się w salon gier. Najważniejsze jest coś innego. Jeśli kilka osób przychodzi wspólnie pograć, to gra staje się pretekstem do spotkania. Technologia nie musi więc niszczyć społecznego charakteru biblioteki. Może stać się jednym z narzędzi, dzięki którym ludzie się spotkają.
Biblioteka nie konkuruje z Netflixem
Czy biblioteka konkuruje dzisiaj z Netflixem, YouTube’em czy TikTokiem? Patryk Kuś nie uważa, żeby można było stawiać je na jednej płaszczyźnie. Globalne platformy mają nieporównywalnie większe budżety, zasięg i możliwości. Biblioteka nie konkuruje z nimi skalą ani ilością treści. Konkuruje jednak – podobnie jak wiele innych aktywności – o czas mieszkańca. O jego uwagę. O decyzję, gdzie spędzi najbliższe dwie godziny.
Nie musi przy tym kopiować Internetu. Jej siłą jest coś innego: może stworzyć realne miejsce spotkania. Dlatego wspólne oglądanie filmu może mieć sens. Podobnie jak koncert, gra, warsztat czy rozmowa. Nie chodzi tylko o samą aktywność. Chodzi o ludzi, którzy dzięki niej mogą być razem.
– Ważniejsze jest dla mnie to, że ktoś przychodzi i może posiedzieć w kilka osób – mówi dyrektor.
To właściwie najprostsza definicja jednej ze współczesnych funkcji biblioteki: stworzyć warunki do spotkania.
Młodzież nie przyjdzie tylko dlatego, że jest biblioteka
Szczególnie interesująca jest kwestia młodzieży. Instytucje kultury często mówią, że młodzi ludzie nie przychodzą. Ale być może trzeba zadać inne pytanie. Czy stworzyliśmy im warunki, żeby chcieli przyjść? Czy jest internet? Czy są gniazdka? Czy można usiąść? Czy można korzystać z telefonu? Czy można przyjść ze znajomymi? Czy jest coś, co odpowiada ich zainteresowaniom? Biblioteka Wesoła zaczęła stawiać sobie właśnie takie pytania.
W 2025 roku realizowała projekt „Medialne Podróże”, skierowany do młodzieży i edukatorów. Uczestnicy uczyli się między innymi rozpoznawania dezinformacji, tworzenia podcastów i materiałów audio-wideo oraz krytycznego korzystania z mediów. Projekt miał nie tylko charakter edukacyjny – sprzęt zakupiony podczas jego realizacji pozostał w bibliotece, a sama inicjatywa stała się początkiem budowania grupy młodzieżowej wokół biblioteki.
W 2026 roku projekt jest kontynuowany w formule „Medialne Podróże 2.0”. Tym razem młodzi uczestnicy przechodzą przez kolejne etapy tworzenia filmu – od pomysłu i scenariusza po zdjęcia i montaż. To ważne, ponieważ młodzież nie jest tutaj traktowana jako grupa, której trzeba po prostu „zrobić wydarzenie”. Dostaje narzędzia. Dostaje przestrzeń. Dostaje możliwość tworzenia. A przede wszystkim dostaje sygnał: to miejsce jest także dla was.
Program tworzy biblioteka. Ale nie tylko
Czy mieszkańcy współtworzą dziś bibliotekę? Patryk Kuś odpowiada ostrożnie: trochę tak.
Jeszcze zdecydowana większość programu powstaje z inicjatywy biblioteki. Dyrektor szacuje, że około 90 procent działań nadal proponują pracownicy. Ale pozostałe 10 procent pokazuje możliwy kierunek. W jednej z filii zaczęła się inicjatywa sąsiedzka związana z dzierganiem. Pracownica biblioteki zapraszała kolejne osoby, a grupa zaczęła się rozrastać.
Ktoś inny przyszedł z propozycją prowadzenia spotkań poświęconych literaturze anglojęzycznej. W takich sytuacjach biblioteka nie wymyśla wszystkiego od początku. Otwiera drzwi. Daje miejsce. Pomaga. I pozwala grupie działać. To jeden z kierunków, w którym może rozwijać się instytucja kultury - nie tylko tworzenie programu dla mieszkańców, ale stopniowe tworzenie programu z mieszkańcami.
Nie wystarczy odpowiadać na potrzeby
Jest jednak w tej historii coś jeszcze. Biblioteka nie chce wyłącznie odpowiadać na potrzeby, które już istnieją. Patryk Kuś mówi o dwóch możliwościach. Można odpowiadać na potrzeby mieszkańców, ale można też pewne potrzeby generować. To ważna różnica. Jeżeli mieszkańcy nie zgłaszają zapotrzebowania na wystawę poświęconą Jerzemu Giedroyciowi, biblioteka nie musi uznać, że takiego wydarzenia nie należy organizować. Może je zaproponować. Może powiedzieć: „Spróbujmy. Zobaczmy, co się wydarzy”.
W 2026 roku w Bibliotece Wesoła prezentowana jest wystawa „Redaktor Jerzy Giedroyć – Architekt Wolności”. Biblioteka organizuje również cykl filmowy oraz działania związane z lokalną historią i naturą. W programie jest miejsce zarówno na inicjatywy, które mają niski próg wejścia i pozwalają po prostu dobrze spędzić wspólnie czas, jak i na propozycje wymagające większego zaangażowania, otwierające nowe tematy i zachęcające do refleksji. Te dwa kierunki nie wykluczają się, lecz uzupełniają. Biblioteka może być miejscem spotkania i swobodnego spędzania czasu, a jednocześnie przestrzenią poznawania, rozmowy i rozwijania lokalnej społeczności.
– Warto też stawiać na ambitne propozycje, które rozwijają społeczność – mówi Kuś.
To właśnie tutaj pojawia się jedna z najważniejszych różnic między biblioteką a komercyjną usługą. Firma może pytać przede wszystkim, czego klient chce. Biblioteka czasem powinna zapytać również: czego jeszcze nie wie, że potrzebuje?
Biblioteka wychodzi poza budynek
Jednym z przykładów takiego myślenia są „Włóczykije z Wesołej”. Biblioteka zaprasza mieszkańców do wspólnego spędzania czasu poza budynkiem – na spacerach, podczas obserwowania przyrody, fotografowania czy innych aktywności. Projekt został pomyślany jako cykl siedmiu wydarzeń plenerowych. To pozornie paradoksalne. Biblioteka, która powinna kojarzyć się z budynkiem pełnym książek, zaprasza ludzi do lasu.
Ale jeśli potraktować bibliotekę jako instytucję pracującą dla lokalnej społeczności, przestaje być to dziwne. Biblioteka nie musi być zamknięta w czterech ścianach. Może zabrać swoją funkcję w teren. Może wykorzystać przyrodę, historię dzielnicy, wspomnienia mieszkańców i lokalne miejsca. Może być organizatorem spotkania nawet wtedy, kiedy podczas niego nie oferuje ani jednej książki.
Człowiek, który nigdy nie wypożyczył książki
W rozmowie pojawia się jeszcze jedna grupa odbiorców – ludzie, którzy przychodzą do biblioteki, korzystają z jej wydarzeń, przestrzeni czy innych możliwości, ale nigdy nie wypożyczyli książki. To sytuacja, która jeszcze niedawno mogłaby zostać uznana za paradoks. Dzisiaj jest raczej dowodem na zmianę funkcji instytucji.
Jeżeli ktoś regularnie przychodzi do biblioteki na wydarzenia, spotyka innych ludzi, korzysta z przestrzeni, a mimo to nigdy nie wypożyczył książki, to czy jest użytkownikiem biblioteki?
Patryk Kuś odpowiada twierdząco.
Właśnie dlatego pojawiają się pomysły, żeby budować większą więź również z takimi osobami. Jednym z nich są kolekcjonerskie karty biblioteczne. Pomysł zakłada stworzenie swoistego systemu angażującego osoby, które regularnie pojawiają się w bibliotece. To znowu brzmi jak marketing. Ale nie chodzi o sprzedaż. Chodzi o poczucie przynależności. O komunikat: „Jesteś częścią tego miejsca”.
Klient? Tak i nie
W końcu dochodzimy do słowa, które stało się punktem wyjścia całej rozmowy. Klient. Czy biblioteka może tak nazwać swojego odbiorcę? Patryk Kuś odpowiada: tak i nie.
„Nie”, ponieważ biblioteka jest jednym z niewielu miejsc, które powinny pozostać bezpłatne i dostępne dla każdego.
– Wszyscy się zrzucamy na to, żeby było takie miejsce jak biblioteka. Chcemy, żeby ono było bezpłatne i dostępne, dając każdemu możliwość przyjścia – mówi.
To bardzo ważna granica. Biblioteka nie może myśleć o mieszkańcu wyłącznie jako o osobie, która musi coś kupić. Jej podstawową wartością jest właśnie dostępność. Można wejść bez pieniędzy. Można wypożyczyć książkę. Można usiąść. Można skorzystać z przestrzeni. Można przyjść na wydarzenie. Można po prostu być.
Ale jest też drugie „tak”.
Biblioteka może również prowadzić określone działania odpłatne – zarówno dla mieszkańców, jak i innych instytucji czy podmiotów. Mogą to być konkretne usługi, wydarzenia lub korzystanie z posiadanych zasobów. Dyrektor podaje przykład bibliotecznego nagłośnienia czy oświetlenia, z którego mogłyby odpłatnie korzystać inne instytucje kultury. W takich sytuacjach pojawia się klient w znaczeniu ekonomicznym – ktoś korzysta z konkretnej oferty i za nią płaci.
Takie działania są możliwe, ale – jak podkreśla Kuś – nie mogą odbywać się kosztem podstawowej działalności statutowej biblioteki.
Kiedy bezpłatność staje się wyzwaniem
Wprowadzenie płatnych usług nie jest jednak proste. Jeżeli przez lata mieszkańcy przyzwyczaili się do bezpłatnej oferty, nagłe pojawienie się opłat może być dla nich zaskoczeniem.
– Jeżeli do tej pory wszystkie te wydarzenia i całą tę ofertę szykuje się jako ofertę bezpłatną, to takie wrzucenie tego od razu byłoby niezrozumiałe – mówi dyrektor.
Problem nie leży jednak wyłącznie po stronie odbiorców. Jest także kwestia organizacyjna. Rozwijanie działalności odpłatnej oznacza dodatkowe obowiązki, między innymi dla księgowości. Dochodzi do tego kwestia konkurencji. Jeżeli biblioteka organizuje bezpłatnie wydarzenie, za które inne instytucje lub firmy pobierają opłaty, w pewnym sensie zaczyna funkcjonować na tym samym rynku. Realizuje swoją publiczną misję, ale jej oferta może jednocześnie wpływać na podmioty, które utrzymują się ze sprzedaży podobnych usług. Nie oznacza to, że biblioteka powinna z takich działań rezygnować. Pokazuje jednak, jak ważne jest zachowanie równowagi między dostępnością oferty, misją publiczną a odpowiedzialnym wykorzystywaniem własnych zasobów.
To jeden z paradoksów współczesnej kultury publicznej. Biblioteka powinna być dostępna, ale jednocześnie coraz lepiej wykorzystywać własne zasoby, rozwijać ofertę i myśleć o jej finansowaniu. Powinna wiedzieć, dla kogo działa, nie zapominając przy tym, po co została stworzona.
Od odbiorcy do współtwórcy
Być może dlatego słowo „klient” ostatecznie nie opisuje całej relacji. Klient przychodzi po usługę. Odbiorca korzysta z oferty. Czytelnik wypożycza książkę. Ale mieszkaniec może zrobić coś jeszcze. Może powiedzieć: „Mam pomysł”. Może przyjść i zaproponować własne spotkanie. Może założyć grupę. Może poprowadzić zajęcia. Może przynieść sadzonkę. Może podzielić się historią swojej rodziny. Może przekazać stare zdjęcia do archiwum społecznego. Może zostać wolontariuszem. W tym momencie relacja zmienia się całkowicie. Mieszkaniec nie jest już tylko odbiorcą. Staje się współtwórcą.
Biblioteka Wesoła rozwija ten kierunek także poprzez wolontariat i projekty angażujące mieszkańców. Na stronie instytucji pojawiają się dziś między innymi zaproszenia do młodzieżowej ekipy wolontariuszy, której członkowie mają mieć realny wpływ na to, co dzieje się w ich okolicy. To ważny krok. Bo biblioteka, która chce być miejscem społeczności, musi w pewnym momencie pozwolić społeczności coś w tym miejscu zrobić – nie tylko uczestniczyć, ale również tworzyć.
Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi
W Bibliotece Wesoła nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, kim jest współczesny odbiorca. I chyba dobrze. Bo gdyby taka definicja została zamknięta raz na zawsze, biblioteka przestałaby się rozwijać. Dziś jest nim czytelnik. Jutro może być nim osoba, która przyjdzie na warsztaty, a pojutrze ktoś, kto chce nagrać podcast. Ktoś inny przyjdzie wymienić roślinę. Jeszcze ktoś potrzebuje miejsca do pracy. A ktoś po prostu chce usiąść. Wszystkich łączy jedno – przychodzą do biblioteki. Dlatego być może najważniejszym pytaniem nie jest to, czy mieszkańca można nazwać klientem. Bardziej istotne jest pytanie: czy biblioteka zna człowieka, dla którego działa? Patryk Kuś nie udaje, że zna wszystkich. Wie, kto korzysta z książek. Wie, kto przychodzi na wydarzenia. Wie, jakie grupy są aktywne. Wie, jakie projekty przyciągają ludzi. Ale wie też, że poza biblioteką pozostaje ogromna grupa mieszkańców, o których niewiele wiadomo. To właśnie dotarcie do tych, którzy jeszcze nie przyszli, może być jednym z najważniejszych wyzwań na przyszłość.
Biblioteka, która słucha
W świecie biznesu mówi się o badaniu potrzeb klienta, budowaniu doświadczenia użytkownika, lojalności i współtworzeniu produktu. Biblioteka może używać tych samych narzędzi, ale cel pozostaje inny. Nie chodzi przede wszystkim o to, żeby ktoś kupił więcej. Nie chodzi o wynik sprzedaży. Chodzi o to, żeby człowiek znalazł swoje miejsce. To właśnie dlatego historia młodego chłopaka, który powiedział: „Ja po prostu chciałem przyjść posiedzieć”, tak dobrze opisuje zmianę zachodzącą w bibliotece. Bo jeszcze niedawno można byłoby odpowiedzieć: „Ale przecież tutaj przychodzi się po książki”. Dzisiaj odpowiedź brzmi inaczej: „Możesz przyjść posiedzieć”. Współczesna biblioteka jest więc czymś więcej niż miejscem, w którym przechowuje się książki i udostępnia je mieszkańcom. Jest miejscem, które przechowuje coś znacznie trudniejszego do zmierzenia – relacje.
Tekst: Szymon Burek
Szymon Burek, rocznik 1988, pochodzi z Mielca (woj. podkarpackie). Z wykształcenia kulturoznawca, absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie oraz specjalista w zakresie PR i zarządzania kulturą, które studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim.
Posiada bogate doświadczenie w zarządzaniu projektami oraz realizacji przedsięwzięć z obszaru kultury, mediów i przedsiębiorczości. Od ponad 10 lat zajmuje się badaniem i opisywaniem zjawisk związanych z animacją kultury, jej funkcjonowaniem oraz rolą w życiu społecznym.
Zawodowo związany jest z instytucjami wspierającymi i promującymi przedsiębiorczość, a także z mediami regionalnymi i ogólnopolskimi.
ZAREJESTRUJ SIĘ
Zyskujesz bezpłatny dostęp do wszystkich treści PURPOSE – magazynu i portalu branżowego dla twórców sektora kreatywnego.
Wywiady z praktykami, artykuły poradnikowe, analizy, warsztaty. Dołącz do czytelników PURPOSE.
Zaloguj się
jeżeli już posiadasz konto.
Zobacz numery archiwalne
nr 89 Sierpień 2026
temat numeru:
KLIENT
< spis treści
Wstęp
Od Redakcji
Relacje
„Ja po prostu chciałem przyjść posiedzieć”. Czy biblioteka ma klienta? - tekst Szymon Burek
Nowy artykuł
Publikacja we wrześniu
Nowy artykuł
Publikacja we wrześniu
Nowy artykuł
Publikacja we wrześniu
Nowy artykuł
Publikacja we wrześniu
Nowy artykuł
Publikacja w październiku
Nowy artykuł
Publikacja w październiku
Nowy artykuł
Publikacja w październiku
Nowy artykuł
Publikacja w październiku





