Recykling potrzeba naszych czasów, tekst: Karina Marusińska

Temat mojej pracy magisterskiej brzmi: „Zjawisko recyklingu w sztuce na podstawie wybranych zagadnień”. W swoich działaniach artystycznych niejednokrotnie podejmowałam próby zmierzenia się z ideą recyklingu, dlatego istotne stało się dla mnie skonfrontowanie tego z twórczością innych artystów. Nie zamykam recyklingu w żadne sztywne ramy, czy to jeśli chodzi o jego skalę, znaczenie, jakie ze sobą niesie, czy o dziedzinę, w której jest realizowany. Usiłuję przybliżyć jego zagadnienie m.in. w świetle ekologii, kultury, sztuki, wzornictwa, architektury, muzyki, literatury czy teatru, a także socjologii i ekonomii. Praca ma na celu pokazanie uniwersalności recyklingu, jego wszechobecności i potrzeby dalszej ekspansji.

Zjawisko recyclingu w sztuce to rozległe zagadnienie. Jeśli przyjmiemy, że oznacza ono przetwarzanie, wielokrotne wykorzystywanie materiałów do uzyskiwania nowych jakości, to recyklingiem można by nazwać sztukę w ogóle. Tworzenie jako proces przekształcania rzeczywistości poprzez wyobraźnię artysty mieści się w tej właśnie definicji. Poza tym redefiniowanie dzieł, które zapisały się już w dziejach historii, również stanowi akt tworzenia. Zapożyczenia, interpretacje, przetwarzanie, udoskonalanie — wszystkie chwyty dozwolone. Jean Baudrillard w książce „Gra resztkami” podkreśla, że właśnie ta zasada określa dzisiejszą rzeczywistość.

Głównym czynnikiem generującym potrzebę lub konieczność recyklingu jest konsumpcjonizm i związane z nim śmieci (podstawowy surowiec procesu przetwarzania). Joanna Tokarska-Bakir, analizując teorię Mary Douglas, użyła sformułowania „energia odpadków", które idealnie oddaje ich potencjał. Przywoływanie odpadów przez artystów (w formie szeroko rozumianego recyklingu) odbywa się na zasadzie operowania nimi jako narzędziem, tworzywem albo tematem, i w każdym przypadku przybiera ono odmienną formę. Marek Krajewski wśród strategii użycia śmieci w sztuce wylicza je jako element krytyki sztuki, jako narzędzie krytyki społeczeństwa, jako tworzywo i wreszcie jako artystyczny recykling.

Zwykle artyści są pierwszymi, którzy podejmują dyskurs na temat aktualnych, często niewygodnych problemów. Ich wrodzona wrażliwość skłania do prowokowania dyskusji, których przeważnie politycy czy inni decydenci woleliby z różnych względów unikać. Dzięki temu mogą pośredniczyć w alarmowaniu m.in. o problemach natury ekologicznej i przyczynić się do wzrostu świadomości społeczeństwa. Na domiar tego to sztuka czy też wzornictwo wyznaczają nowe trendy, dyktują określone postawy i kształtują gusta, dlatego drzemie w nich potężna siła, która może wygenerować społeczeństwo proekologiczne.

Aby ochrona środowiska mogła przynieść wymierne korzyści, musiała stać się popularna, przy czym drogą prowadzącą do tego okazała się moda. Trend dotyczący recyklingu dziś nie ogranicza się już tylko do fanatyków walczących o ochronę środowiska. Nowa moda stała się snobizmem, dzięki czemu idee ekologiczne miały szanse przebić się do szerszej grupy społeczeństwa. Ludzie coraz większą wagę przykładają do tego, aby posiadane przez nich rzeczy było niepowtarzalne, a co często za tym idzie: „eco”, „friendly” i „trendy”. „Po trwającym półtora wieku dążeniu do standaryzacji, wytwarzania perfekcyjnych, identycznych przedmiotów w milionach egzemplarzy pragniemy, jak się wydaje, aby wszystkie te rzeczy — budynki, produkty, marki — ponownie nabrały namacalnej odrębności” — tak trend na recykling wyjaśnia Emily Campbell. Ciężko stwierdzić, na ile do jego powstania przyczyniły się alarmujące raporty o stanie środowiska, a ile jest w tym udziału specjalistów od marketingu. A może zainteresowanie ekologią wynika ze szczerej troski o dalsze losy Matki Ziemi? W pewnym momencie część ludzi zaczęła bowiem zdawać sobie sprawę, że konsumpcyjnej machiny nie da się zatrzymać, ale jej działania można zminimalizować, a efekty racjonalniej wykorzystać. Recykling jest potrzebą naszych czasów.

W Polsce mamy specyficzną sytuację. Przyzwyczajeni, przez czasy poprzedniego ustroju, do konieczności przetwarzania, naprawiania, nadawania nowych funkcji przedmiotom starym, nieużytecznym, w większości nie musimy poddawać się pseudoekologicznej manipulacji, bo takie recyklingowe nawyki mamy niemalże we krwi. Nie potrzebujemy więc płacić często horrendalnych sum za modne, choć wtórnie użyte przedmioty, bo sami potrafimy je zrobić. Jednocześnie jednak nie rozumiemy, że za tymi błahymi, nadgryzionymi zębem czasu przedmiotami czasem może kryć się jakaś głębsza idea. Przykładem jest warszawska impreza recyklingowa „Przetwory”, gdzie odwiedzający chętniej sięgali po galanterię wyglądającą na nową niż na tę ze znamionami zużycia materiału — zupełnie inaczej, niż klienci z Europy Zachodniej. Świadczy to jeszcze o naszej narodowej niedojrzałości, choć uważam, że jesteśmy na dobrej drodze.

Pieniądze za śmieci i pieniądze ze śmieci. Czy ekologia w dzisiejszych czasach jest na miarę kieszeni przeciętnego obywatela, czy też stanowi luksus, na który mogą pozwolić sobie tylko wybrani? Odpadami interesują się profesjonalne firmy, traktując je jako dobry biznes. Śmieci, zamiast lądować na wysypiskach, coraz częściej trafiają także w ręce artystów i dizajnerów, sprzedających potem swoje prace w galeriach czy sklepach internetowych. Na podstawie analizy cen oferowanych przez nich produktów można dojść do wniosku, że wbrew pozorom nie są one wcale takie niskie, czasem są to wręcz kolosalne kwoty (szczególnie w krajach, gdzie świadomość ekologiczna jest wysoka). Hamuje to dostępność recyklingowych wyrobów dla przeciętnych konsumentów, co kłóci się z popularyzacją prośrodowiskowych działań. Niemniej jednak wysokie ceny sprawiają, że bardziej docenia się merytoryczną wartość produktów, pochodzących ze śmieci.

Kult młodości to obecna tendencja do skracania cykli życia wyrobów, spowodowana reakcją na ofertę rynku (na który w szalonym tempie wprowadzane są innowacyjne produkty), a zarazem jeden z powodów degradacji środowiska. Istnieje jednak zacne grono projektantów przekonanych o konieczności spełniania wyższych funkcji wzornictwa, szczególnie wobec społecznego marginesu. Projektanci mają obowiązek bycia przyjaznym dla środowiska, bo wpływają na styl życia milionów ludzi, tak więc odpowiedzialne projektowanie jest celem wielu z nich.

W odniesieniu do recyklingu we wzornictwie przyjęto kilka taktyk. Z jednej strony jest to stosowanie się projektantów do wymogów proekologicznych i przewidywanie procesu recyklingu po zakończeniu użytkowania produktu. Z drugiej zaś — tworzenie przedmiotów z materiałów wtórnych, które w dalszej kolejności podpowiadają nową funkcję. Z tym ostatnim związany jest „twórczy recykling wyrobów przemysłowych”, polegający na kooperacji firm z projektantami, którym daje się pełną swobodę i dowolność operowania elementami produkcji. Dla wizerunku firmy jest to spory atut, ponieważ taka współpraca przyczynia się do promocji danego produktu, a samo przedsiębiorstwo staje się w pewnym stopniu „mecenasem sztuki”. Korzyści z tego płyną także dla samych projektantów i oczywiście dla środowiska. Polskie firmy nie rozumieją jeszcze, że stawianie ich produktów w świetle galerii (nawet jeśli noszą znamiona wad, niedoskonałości) to wielka szansa na odrodzenie martwych wzorów. Nasze społeczeństwo takiego podejścia należy najpierw nauczyć.

Odwołam się do festiwalu artystycznego „Grand Canion Sztuki. Kraj-obraz Kopalni”, zorganizowanego przeze mnie oraz Aleksandrę Idziak w 2006 r. we współpracy z Zarządem Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie. Zaowocował on nie tylko interesującymi wydarzeniami artystycznymi i wieloma wystawami dokumentującymi działania, czy też promocją artystów i kopalni (jako otwartego przedsiębiorstwa), ale jak powiedział sam Prezes Krzysztof Wiaderny, uświadomiło pracownikom, że sztuka może i powinna współistnieć z techniką. Przez trzy dni zrecyklingowany krajobraz stał się otwartą galerią sztuki współczesnej.

Tereny industrialne mają szansę przeżycia kryzysu braku form i znaczeń po zakończeniu ich działania jako zakładów przemysłowych, a przed ostateczną rekultywacją. Doskonale wiedzą o tym m.in. nasi zachodni sąsiedzi, ale w Polsce niestety taka świadomość jeszcze nie istnieje. Organizując sympozjum i warsztaty, chciałyśmy ten problem pokazać, a jednocześnie zaproponować alternatywne rozwiązania, zakładające powstanie czasowej (choć długoterminowej) doświadczalnej galerii, która przyciągnie publikę, przyszłych użytkowników odkrywkowo-jeziornego krajobrazu, nowych klientów dzisiejszej kopalni i inwestorów przyszłych założeń.

W krajach Europy Zachodniej oraz w Ameryce  tego typu koncepcje cieszą się dużą popularnością. Polska definicja rekultywacji zamyka się natomiast jedynie w granicach technicznego odzyskiwania terenu na rzecz natury. W naszym prawie nie patrzy się na krajobraz kopalń (największy industrialny obszar w kraju) jak na kulturowe dobro człowieka, miejsce wydarzeń artystycznych lub chociaż ich tło. Świadczy o tym cytat: „Kopalnia Bełchatów zawsze była i nadal jest otwarta na wszelkie inicjatywy zmierzające do likwidacji lub ograniczenia skutków swojej działalności. Większość zmian w środowisku, wywołanych działalnością górniczą, ma przestrzennie ograniczony zasięg i prawie wszystkie szkody są niwelowane poprzez odpowiednie działania techniczne i naprawcze”. Jako organizatorki festiwalu potraktowałyśmy tę wypowiedź za podstawę do opracowywania strategii alternatywnego rozwoju bełchatowskiej przestrzeni kopalnianej poprzez szeroko rozumiane „kulturowe działania naprawcze”.*)

Recykling w architekturze jest odpowiedzią m.in. na nieustanny proces zacieśniania przestrzeni miejskich. Architekci i działacze społeczni poszukują więc nowych możliwości przetwarzania już istniejących struktur. To alternatywna idea stojąca nad przepaścią między „wieczną nowością” (spowodowaną ciągłą modernizacją) a absolutną destrukcją (będącą konsekwencją wypierania starej architektury przez nową). W dobie globalizacji niezwykle ważne jest zachowanie tożsamości państw, regionów, miast czy poszczególnych obiektów na wszelkich możliwych płaszczyznach. Wielu architektów udowodniło już, że z powodzeniem można ponownie wykorzystywać stare budynki, bez naruszania ich głównej konstrukcji, walorów stylowych i historii, przystosowując je jedynie do obecnych potrzeb i stylu życia.

Dziś, kiedy wszystko wydaje się być już odkryte, coraz częściej sięgamy do przeszłości, do rzeczy, które kiedyś już powstały. Odnoszę wrażenie, że w miarę upływu lat potrzeba powrotu do tego, co już było, jest coraz silniejsza. Do naszego dziedzictwa odnosimy się na wiele sposobów — komentujemy, cytujemy, wspominamy, przywołujemy, zapożyczamy, a przede wszystkim przetwarzamy. Żyjemy w epoce recyklingu, remiksu, reprodukcji, reanimacji, rewitalizacji itd. Jay David Bolter oraz Richard Grusin wprowadzili do tej listy kolejne pojęcie — remediacja. Według ich teorii poszczególne media remediują media zastane i choć za każdym razem sposób przedstawienia jest inny, to treści nadal pozostają te same.

Recykling jako przetwarzanie istniejących kodów kulturowych niesie za sobą pewne niebezpieczeństwo, które od dłuższego czasu stało się przedmiotem ostrych sporów. Chodzi o regulację systemu prawa własności intelektualnej, głównie systemu praw autorskich. Lawrence Lessig stosuje przeciwstawne określenia — kultura remiksu i kultura kontroli. Czy istnieje zatem szansa na kompromis w budowaniu kultury na zasadzie korzystania ze wspólnych dóbr z poszanowaniem cudzej twórczości? Może stworzony w ten sposób model nazywalibyśmy „kulturą kontrolowanego remiksu”?

Subiektywnie o recyklingu

Zagadnieniem recyklingu w aspekcie kultury i sztuki zajmuję się od kilku lat. Moje działania obejmują takie dziedziny, jak ceramika, wzornictwo, nowe media i animacja kultury.
Podczas studenckich praktyk odbywanych w fabryce porcelany miałam możliwość korzystania z całego zaplecza materiałowego i technologicznego. Dzięki temu mogłam eksperymentować z produkcyjnymi materiałami odpadowymi poprzez ich szeroko rozumiane przetwarzanie. Celem było dla mnie nie tylko uzyskanie nowej, a zarazem niepowtarzalnej jakości produkowanych masowo wyrobów, ale również zwrócenie uwagi na problem pospolitego „marnotrawstwa” materiałów (zarówno przez zakłady przemysłowe, jak i pojedynczych konsumentów).

„przeTWORY" to porcelanowe obiekty, przystosowane do umieszczania ich w tak trywialnym, powszechnie stosowanym w każdym domu przedmiocie, jakim jest słoik. Zestaw form dekoracyjno-użytkowych składa się z wazonów, które po odwróceniu mogą pełnić funkcję świecznika. Moją intencją było skłonienie do refleksji nad sposobem użytkowania obiektów tego typu i możliwościami przedłużania im „życia”, poprzez przypisywanie coraz to nowszych funkcji, przy jednoczesnym nadawaniu kolejnych estetycznych wartości.
Propozycja powtórnego wykorzystania słoików pojawia się w kolejnej realizacji pt. „Słoik”. Do jego pokrywki przymocowane zostały odpadowe elementy uchwytów (pierwotnie waz, cukierniczek, pojemników itd.), zdobione odpadami kalek ceramicznych. Dzięki takiemu kontrastowemu zestawieniu popularnego słoika z metalowym wiekiem i szlachetnej porcelany ze złotą zdobiną całość przybrała charakter hybrydy.
„Tak praktyczne, że aż chce się jeść” — ten projekt nieco wyprzedza proces recyklingu materiałowego. Zanim odlane z masy porcelanowej, ale już mechanicznie wadliwe wyroby, trafią na śmietnik, za pomocą określonego gestu sprawiam, że będą one jeszcze użyteczne. W dosłownym tego słowa znaczeniu wygryzam miejsce uszkodzenia po to, by pęknięcie nie rozprzestrzeniło się dalej. Pozostawiony widoczny ślad zębów traktuję jako element dekoracyjny, nadający przemysłowemu przedmiotowi znamię unikatowości i nowych znaczeń. Nasuwa się zabawne skojarzenie — jakże smakowite muszą być potrawy, jeśli zostawione na stole naczynia są nie tylko opróżnione, ale i częściowo „zjedzone”.
„REplate” to zestaw talerzy przeznaczonych uprzednio na stłuczkę porcelanową ze względu na ich niewielkie wady technologiczne. Zdobina pochodzi z odpadowych elementów kalkomanii ceramicznej (w postaci próbników kolorów bądź informacji tekstowych). Taki zabieg porusza problem recyklingu w kilku aspektach. Po pierwsze jest to propozycja wykorzystania fragmentów kalkomanii, po drugie uwrażliwienie konsumentów na problem odpadów w naszej kulturze, skłonienie ich do zastanowienia się, do czego dąży obecny model konsumpcjonizmu.

Pracownicy fabryk porcelany w ciągu dnia odrzucają wiele odlanych elementów ze względu na minimalne wady lub nadwyżkę sztuk. Zwykle masa jest przerabiana ponownie. Interesującą alternatywą jest jednak wykorzystanie tych obiektów (właśnie na wczesnym etapie produkcji) do wyrobu biżuterii, która wymaga minimalnej obróbki — tę metodę zastosowałam w projekcie kolczyków „Uszka”.
Jak podpowiada tytuł kolejnej pracy — „Czarka z herbaty” — wtórnie wykorzystane liście herbaty przewrotnie imitują czarkę. Podstawka natomiast jest wykonana przez odlanie porcelany z fabrycznej formy gipsowej (wyrzuconej wcześniej na złom), służącej do wyrobu uszek. Uważam, że takie zabiegi, jak gra słów czy zabawa formą powinny znaleźć miejsce i wpisać się do polskiego wzornictwa, zdominowanego przez funkcjonalność i wciąż kulejącą estetykę. Takie działania na granicy przemysłu i unikatu znajdują odbiorców wśród osób lubiących otaczać się rzeczami nietuzinkowymi, awangardowymi — klientów, których jest coraz więcej.

Moja praca dyplomowa z zakresu ceramiki artystycznej nierozerwalnie łączy się z zagadnieniem podjętym w pracy magisterskiej. Jej tytuł to „Kompozycja przestrzenna — „Gruss aus Breslau” — alternatywne metody recyklingu materiałów ceramicznych. „Gruss aus Breslau” oznacza „Pozdrowienia z Wrocławia”. Celowo użyłam języka niemieckiego, ponieważ jak wiadomo dzieje Wrocławia nierozerwalnie wiążą się z narodem niemieckim. ‘Gruss’ (w dosłownym tłumaczeniu: pozdrowienie) brzmi podobnie jak polski wyraz ’gruz’, czyli odpadowy materiał budowlany (np. w postaci cegieł), który zastosowałam częściowo do skonstruowania form ceramicznych. Zaszedł więc proces recyklingu materiału. Wtórne zastosowanie gruzu ceglanego (pochodzącego ze zniszczeń wojennych), umiejscowienie go w nowym kontekście czasoprzestrzeni nadaje kolejne znaczenia. Praca jest osobistą refleksją nad współistnieniem historii i teraźniejszości. Przy tym jednocześnie realizuje się promocyjne hasło Wrocławia — „Wrocław miasto spotkań” — które mówi o dialogu starego z nowym, o budowaniu wizerunku miasta przez nową ideę młodych ludzi z oddaniem ukłonu w stronę historii i tradycji. Kontrastowo zestawiłam dwie płaszczyzny — nieregularną, szorstką, kruchą (odpowiadającą burzliwej historii Wrocławia) oraz spokojną, gładką, subtelną (będącą subiektywnym postrzeganiem obecnego życia w tym mieście). Cykl złożony z siedmiu elementów opowiada o czasie, kondycji oraz o procesie transformacji: zarówno tworzenia, budowania, jak i niszczenia, zanikania.

„Pomysł szlachetnego recyklingu nie jest nowy — z biegiem lat zmieniają się tylko śmieci” — ta wypowiedź Marka Krajewskiego jest świetnym podsumowaniem moich badań nad zjawiskiem recyklingu.
* Fragment tekstu dotyczący festiwalu w Kopalni Węgla Brunatnego w Bełchatowie został opracowany przy współpracy Aleksandry Idziak.

Tekst: Karina Marusińska


REKLAMA

POLECAMY