Wywiad tygodnia

Frederick Rossakovsky-Lloyd. Zawód: artysta malarz, literat

2013-04-05

DZIEŃ Z ŻYCIA... Fredericka Rossakovsky-Lloyd – artysty malarza i literata, prezesa International Polish Artists Association oraz właściciela e-sztuka.com – portalu przyjaznego twórcom.

Z wykształcenia jestem... różnymi postaciami o bezużytecznych profesjach. Skończyłem wiele szkół i kursów, co oprócz ogólnego rozwoju oraz fajnych, długich studenckich lat przepełnionych beztroską, nie dało mi zbyt wiele.

Wstaję o... takiej porze, o której się obudzę. Nie mam zegarka w domu – nigdy nie sprawdzam, która jest godzina.



Rano piję... ogromny kubek zielonej herbaty. Zalewam 2 łyżeczki suchych liści połową litra bardzo ciepłej wody, przykrywam na trzy minuty i odcedzam. Tak zaparzona herbata działa niezwykle pobudzająco. 



Dzień pracy zaczynam o... takiej porze, o której jestem gotowy. Pracuję codziennie ale nie przejmuję się czasem. Zdarza się, że zaczynam wtedy, gdy słońce jest w salonie – czasami zaczynam, gdy pojawia się w gabinecie – innym razem zaczynam tworzyć nocą.



Moje najważniejsze narzędzie pracy to... mózg. Bez niego trudno byłoby mi się obyć. Poza tym używam innych przedmiotów – bardzo różnych – jestem kreatywny.



Najwięcej czasu w ciągu dnia poświęcam na... myślenie. Prowadzę e-sztuka.com – portal przyjazny ludziom twórczym, jestem naczelnym międzynarodowego kwartalnika artystycznego, mam wydawnictwo – tutaj muszę planować. Pracy jest dla dziesięciu osób; nie narzekam na nudę. Rozmowy – w ciągu dnia wykonuję około 30 telefonów. W końcu czas poświęcam na tworzenie. Maluję i piszę, najczęściej nocami.

Mój dzień pracy... to każdy dzień mojego życia. Być artystą znaczy również – zawsze pracować. Na szczęście to praca przyjemna. Pracuję 12-16 godzin dziennie. Na moją pracę składa się wszystko, co robię. Są to spotkania służbowe, występy, praca jurora, krytyka i twórcy. To także działalność wydawnicza, selekcja materiałów i najmniej przyjemna funkcja – sprawdzanie utworów pod kątem plagiatu. Na szczęście tą ostatnią wykonuje kilka osób – stowarzyszenie ma specjalną komórkę ds. walki z plagiatem. Ostatnio wykryliśmy dużą sprawę – bardzo mnie to smuci.



Obiad zwykle jem... w restauracji. Najczęściej jest to sushi – uwielbiam! Czasami jest to kuchnia włoska, ale nie pizza. To średniej wielkości posiłek. Główne danie jem wieczorem, wspólnie z partnerem – najczęściej w domu.

Moi klienci to... ludzie z dobrym, wyszukanym artystycznym smakiem. 



Najtrudniejsze w mojej pracy… są dni, kiedy muszę działać w pośpiechu. Dzieje się tak przed każdą wystawą. Wtedy wszyscy czegoś ode mnie chcą, dodatkowo muszę przejmować się czasem. Znika wtedy cała moja spontaniczność. Tego nie lubię.

To co lubię robić najbardziej to… tworzyć. Lubię malować. Takie obcowanie z obrazem jest pewnego rodzaju medytacją nad kształtem i kolorem. Umysł jest spokojny jak niczym niezmącona woda. Zapominam o ciele i potrzebach, świat wokół mnie rozpuszcza się powoli, w końcu istnieje tylko płótno. Powoli przeobraża się w obraz. To świetne uczucie – polecam.



Początki swojej pracy wspominam... bardzo dobrze – byłem tylko mniej zajęty i więcej czasu marnowałem na różnego rodzaju poszukiwania. Teraz rzeczy robię świadomie.



Praca zespołowa to dla mnie... rzecz niemożliwa. Nie mam najmniejszego zamiaru z nikim współpracować.

Poziom stresu w pracy w skali od 1 do 10 oceniam na...  różne wartości w zależności od rodzaju wykonywanego zajęcia. Podczas tworzenia przeżywam raczej uniesienia, gdy piszę lub redaguję gazetę doświadczam ekscytacji, przy rozmowach z ludźmi staram się flirtować. Dopiero, gdy coś idzie nie po mojej myśli staję się niemożliwy i stresuję innych podnosząc jednocześnie poziom adrenaliny w swoim organizmie. Wtedy to jakaś „szóstka” w podanej skali.

Konkurencja... jest, była i będzie. Najważniejszą rzeczą jest robić swoje i konsekwentnie zmierzać w samodzielnie wybranym kierunku. Konkurencja nie ma wtedy znaczenia.   



Największy sukces... jest gdzieś pewnie udokumentowany. Największe sukcesy – te, które mają znaczenie – należą do świata prywatnego. Zawodowe – cały czas zdarzają się jakieś po drodze – nie zastanawiałem się nad ich hierarchią. Myślę, że przedkładam wyszeptane gratulacje od przyjaciół nad oficjalne wyróżnienia i nagrody.

Sen z powiek spędza mi... światło słońca.



W domu myślę o... wszystkim. Moje „domowe” myśli nie różnią się niczym od tych, które pojawiają się poza domem.

Inspiracji szukam... rozglądając się wokół. W zasadzie to inspiracje mnie szukają. Są jak „duchy”, które pragną zostać zmaterializowane. Świat niewidzialny jest bardzo ciekawy i niczym nieograniczony. Znajdują się tam wszystkie niezwykłości. Każda z nich czeka na odkrycie. To piękne.


Odpoczywam... w pracy.



W tym zawodzie nauczyłem się... wielu rzeczy. Przede wszystkim asertywności – uodporniłem się na słowa – to bardzo dużo. Nabyłem również umiejętność walki na pięści, chodzenia po trupach i mówienia „nie”. Przestałem się bać – chyba ostatnie stwierdzenie może być odpowiedzią na pytanie „największy sukces”.



Z pewnością nie jest to praca dla... ludzi przewrażliwionych lub jednostek o słabej psychice. Ze smutkiem obserwuję jak zbyt wrażliwi twórcy stoją w miejscu. Brak odporności na krytykę zabija zarówno artystę jak i jego twórczość. Nie ma nic gorszego od twórcy przekonanego, że wytwarza doskonałe twory – to śmierć. Koniec rozwoju.

Moja rada dla zainteresowanych pracą w zawodzie to... żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Artysta przede wszystkim musi być prawdziwy. Fałsz bardzo szybko wypłynie. Po drugie trzeba uzbroić się w cierpliwość i być bardzo konsekwentnym w działaniu – nie zmieniać stylu i zdania co chwilę. Twórca musi wyrobić własny styl – bez niego jest jednym z wielu – nikim.



Gdybym nie pracował w obecnym zawodzie to byłbym... bogatym, kontrowersyjnym, dziwakiem.



Połączenie kultury i biznesu to dla mnie... idea na miarę czasów. W końcu doczekaliśmy okresu, w którym artysta może żyć z tego, co tworzy. Nie musi umierać, by sprzedać. To bardzo ważne.

Polska to dla mnie...
 jeden z dziwniejszych krajów tego świata. Nie mieszkam w Polsce od wielu lat. Różne są tego powody – przede wszystkim finansowe. Jeśli tęsknię to za zapachami, duchami przeszłości oraz szczeniackimi emocjami. Nie wyobrażam sobie jednak żyć w Polsce. Jeszcze nie. Zarobki w stosunku do cen są najzwyczajniej obraźliwe. Poza tym bardzo nie lubię zakazów deptania trawy. W swoim mieście wyleguję się na trawie w porze lunchu i przebiegam przez ulicę na czerwonym świetle. W Polsce na takich ludzi czyhają policjanci, którzy zamiast dbać o bezpieczeństwo znęcają się na niewinnych mieszkańcach polskich miast. Lubię jednak wspomnienia z Polski. Dzięki nim dalej, gdzieś w głębi duszy czuję się Polakiem.






REKLAMA

POLECAMY