Wywiad tygodnia

Michał Bieżyński. Zawód: menager w fundacji

2012-03-21

DZIEŃ Z ŻYCIA... Michała Bieżyńskiego, dyrektora artystycznego/event managera Fundacji Urban Forms.

Z wykształcenia jestem... historykiem sztuki. W filmie “Poszukiwany, poszukiwana” jest znakomita scena w parku, dialog pomiędzy głównym bohaterem a młodą matką, który doskonale ilustruje społeczną wartość tej profesji.

Wstaję o... 8.00-9.00, w zależności od godziny położenia się poprzedniego dnia. Staram się zachować 6-7 godzin snu, lokalizacja w czasie bywa chybotliwa.
 
Rano piję... filiżankę czarnej kawy, czasem herbatę, nie jest to sprecyzowane.

Dzień pracy zaczynam o... 9-10...

Moje najważniejsze narzędzie pracy to... stawiałbym na komputer z podłączonym Internetem. Do zestawu trzeba dołączyć komórkę i mamy pełen komplet.

Najwięcej czasu w ciągu dnia poświęcam na... sprawy stricte organizacyjne, kontaktowanie się z ludźmi, ciągłe kombinowanie jak można lepiej, ciekawiej, efektywniej – niestety sprowadza się to najczęściej do wzroku wlepionego w ekran laptopa, co chyba samo w sobie nie jest najciekawsze.

Mój dzień pracy... bywa bardzo owocny i moblizujący do dalszego działania. Niekiedy jest też zupełnie odwrotnie, ale to chyba stosunkowo normalne.

Obiad zwykle jem... o przeróżnych porach, czasem w domu, czasem w mieście, nieraz coś bardziej wyszukanego, nieraz prosto i przyziemnie. W zależności od nakładu obowiązków i ich charakteru.

Moi klienci to... różne osoby w różnym wieku, choć nie wiem czy akurat w przypadku mojej działalności słowo “klient” jest najbardziej adekwatne. Może bardziej “beneficjent” naszych projektów fundacyjnych, a tych “mijających” każdego dnia nasze murale, jest chyba całkiem dużo.

Najtrudniejsze w mojej pracy... jest pewnie zachowanie odpowiedniej cierpliwości. Z 7429534 planów udaje się zrealizować tylko część.

To co lubię robić najbardziej to... hmm, chyba postawiłbym na podróżowanie i poznawanie nowych miejsc, miast, kultur, itd. Nie ukrywam, że zakończenie danego projektu, który został zrealizowany w pełni po mojej myśli i był zgodny z moją wizją, daje dużo satysfakcji. Lubię czuć, że całość została zorganizowana w odpowiedni sposób i na żadnej płaszczyźnie nic nie było ”położone”. Wychodzę z założenia, że jeśli już coś robić, to w sposób fachowy i kompetentny, bez przysłowiowej “fuszerki”.

Początki swojej pracy wspominam... chyba bardzo dobrze, choć nie są to jakieś wybitnie odległe wspomnienia. Nie ukrywam, że moja pierwsza, sensowna praca zaczęła się dopiero 2 lata temu, wraz z powołaniem do życia fundacji Urban Forms. Cały czas myślę o swojej obecnej działalności w kategoriach “początku”.

Praca zespołowa to dla mnie... prawdopodobnie podstawa. Tylko i włącznie dzięki sprawnej komunikacji w zespole i jego dobrej organizacji można realnie działać i próbować realizować poważniejsze projekty. Zespół nie musi być duży, ale liczy się zaangażowanie jego poszczególnych członków. W pojedynkę da się załatwić bardzo wiele, ale pewnej granicy się nie przeskoczy.

Poziom stresu w pracy w skali od 1 do 10 oceniam na... - to w zależności od dnia. Siedząc w domu czy w biurze, załatwiając sprawy przy komputerze, nie jest on chyba najwyższy. Oczekując na spotkanie z potencjalnym sponsorem, partnerem, czy kimś istotnym względem naszych fundacyjnych planów, poziom stresu wzrasta i uzależniony jest od wagi danego spotkania, danych decyzji. Trudno tutaj generalizować...

Konkurencja... no tak, gdzieś kiedyś słyszałem to słowo. Konkurencja jest i zawsze będzie. Staram się nie patrzeć na innych, a koncentrować się na realizacji swoich planów, pomysłów i dokładać wszelkich starań, aby zostały one wcielone w życie. Wolę skupiać się na możliwości sensownej współpracy z potencjalnymi konkurentami, niż myśleć o nich w kategoriach “zagrożenia” czy “wroga”.

Największy sukces... tak jak już mówiłem, nie mam nastoletniego stażu w zawodowej pracy, także jednostkowo wskazałbym tu na projekt Galeria Urban Forms. W szerszym ujęciu, pewnie całość funkcjonowania fundacji i jej rozpoznwalaność wśród ludzi zainteresowanych street artem w Polsce (no i już chyba powoli w Europie). W ujęciu generalnym -  pewnie jako największy sukces powinienem traktować to, że po zakończeniu studiów udaje mi się póki co zajmować się rzeczą, która mnie w pełni interesuje i daje dużo satysfakcji. Pod kątem zawodowym dopiero raczkuję, także mam nadzieję, że poważne sukcesy jeszcze przede mną.

Sen z powiek spędza mi... sen raczej mam mocny.

W domu myślę o... rzeczach nie związanych z fundacją i jej działalnością, choć to niekiedy trudne.

Inspiracji szukam... nie chciałbym napisać “w codziennym życiu”, ale chyba do tego się to sprowadza. Najlepszą inspiracją jest taka niespodziewna, która przychodzi znikąd i zostaje przekazana w zupełnie dziwny, przypadkowy sposób. Lubię takie nagłe, nieoczekiwane zastrzyki energii, które często wynikają ze zwykłego zbiegu okoliczności. Bywa to prześmieszne...

Odpoczywam... staram się w aktywny sposób, w zależności na ile pozowala mi czas i możliwości. Od wielu, wielu lat gram w koszykówę, od kilku lat skaczę na rowerze do trialu, choć obydwie rzeczy już w pełni rekreacyjnie. W sporcie uwielbiam to, że angażując ciało, skupiam się tylko i wyłącznie na tym, odcinając myślenie o codziennych sprawach. 1.5-2 godziny totalnego off’u. Staram się też być na bieżąco z dobrą kinematografią. Poza tym muzyka, zawsze dużo muzyki – w samochodzie, przy komputerze, na rowerze..gdzie się da. Wszystko w zależności od potrzeby – raz ciało, raz umysł, raz duch – każde systematycznie domaga się strawy.

W tym zawodzie nauczyłem się... prawdopodobnie dużego dystansu do wielu spraw. Nie da się zrealizować wszystkiego co by się chciało, wszystkiego co się zaplanuje. Po drugie, skoro nie mam żadnego wpływu na pewne kwestie, to nie ma sensu poświęcać im jakiegokolwiek czasu. Poza tym, pewnie mógłbym tutaj rozpisać się o poznawnawaniu ludzkiej natury w kontekście pracy, ale tę część pozwolę sobie pominąć.

Z pewnością nie jest to praca dla... osób, których to w pełni nie interesuje, które po pierwszym, drugim, trzecim ewentualnym niepowodzeniu, nie będą mieć siły do pisania kolejnych wniosków, umawiania się na kolejne spotkania, pisania kolejnych maili, podjęcia próby realizacji kolejnych pomysłów. Realna chęć działania jest tu chyba podstawą, także osoby z “sezonowym” hobby prędzej czy później odpuszczą temat.

Moja rada dla zainteresowanych pracą w zawodzie to... nie wiem czy jestem najwłaściwszą i najbardziej kompetentną osobą do udzielania jakicholwiek porad zawodowych, ale chyba istotne jest to, żeby robić rzeczy zgodne ze sobą i nie udawać kogoś kim się nie jest (jakkolwiek to nie zabrzmi).

Gdybym nie pracował w obecnym zawodzie to byłbym... hmm strach się bać. Bardzo bym nie chciał wykonywać pracy dla samego faktu wykonywania tej pracy, tylko i wyłącznie po to, żeby móc się utrzymać. Marzy mi się, żeby połączyć pasje z zarobkami, ale jeśli mi się to nie uda, to może wyląduje na plaży w Chile malując łódki.

Połączenie kultury i biznesu to dla mnie... idealne zestawienie. Pierwsze napędza drugie, drugie rozwija pierwsze. Świetna harmonia, która powinna być w Polsce coraz częściej spotykana.

Polska to dla mnie... kraj, w którym się urodziłem i wychowałem. Muszę przyznać, że nie jestem największym patriotą, choć jest kilka elementów w polskiej historii czy kulturze, które mi się podobają, z którymi mogę się identyfikować i z których jako Polak mogę być dumny.


Aryz


EtamSatOne


Etamuni


Kenor


M-City


Remed4


SepeChazme


REKLAMA

POLECAMY