PoRUSZający temat


Czas czytania 16 minut

Jak zarobić na sztuce, która „porusza” czy da się z niej utrzymać? Czy artysta powinien angażować się w otaczającą go rzeczywistość? Prowadzić dialog z odbiorcą? Nakłaniać go do zastanowienia się nad własnym życiem, wyborami których dokonuje, czy wpływać na jego poglądy? Czy sztuka powinna być zaangażowana politycznie, społecznie, gospodarczo? O sztuce refleksyjnej rozmawiam z twórcami Galerii RUSZ – Joanną Górską i Rafałem Góralskim

Od dawna Galeria Rusz porusza tematy… niewygodne, trudne, uwierające. Czy sztuka powinna poruszać?

Staramy się rozwijać i propagować ideę sztuki refleksyjnej, sztuki, która poRUSZa. Refleksja i namysł nad samym sobą i nad światem są nam, członkom społeczeństwa, niezbędne do życia, o czym coraz dobitniej przekonujemy się, śledząc to, co się aktualnie dzieje. Czy to w czasach pandemii, czy w czasach wojny, samodzielne, krytyczne myślenie jest niezbędne. Czasami nasze prace bywają kontrowersyjne, często w zaskakujący i niespodziewany dla nas samych sposób. Przykład sprzed kilku dni. Fb usunął nasz post z pracą sprzed 15 lat, częściowo też zawiesił nasze konto i ostrzegł nas, że następnym razem je zlikwiduje. A poszło o nasz bilbord z napisem „Jakie to szczęście dla rządzących, że ludzie NIE MYŚLĄ. Adolf Hitler”. Przypomnieliśmy tę pracę w związku z obecną wojną. Jak wiemy, Putin twierdzi, że wyzwala Ukrainę od faszyzmu, a nas FB oskarżył o szerzenie faszyzmu właśnie. A przecież ta praca ma wydźwięk antyfaszystowski! Ta praca i jej obecny kontekst dobrze ilustruje to, o czym rozmawiamy – jak ważne jest myślenie. Najwyraźniej nie tylko dyktatorzy boją się myślenia, ale też korporacje. A czy sztuka powinna poruszać? Jak najbardziej, dla dobra nas wszystkich tzn. ludzi, którzy chcą żyć po swojemu. Sztuka powinna poruszać i prowokować do myślenia. Myślę, że większość z nas nie chciałaby żyć w obecnej Rosji, gdzie większość społeczeństwa wierzy w jakąś „alternatywną” rzeczywistość i  popiera wojnę. Jeśli nie chcemy obudzić się kiedyś w podobnym kraju, to powinniśmy wspierać sztukę prowokującą do myślenia. 

Mówicie, że Wykorzystujemy symbol współczesnego świata konsumpcji, jakim jest nośnik bilbordowy i zamieniamy go w symbol namysłu, refleksji i głębszego spojrzenia na samych siebie oraz otaczającą nas rzeczywistość. – jak ten nośnik się sprawdza? Czy jest to najlepsza forma dotarcia do odbiorcy? Kim jest Wasz odbiorca? Jak Wy go widzicie?

Bilbord jako nośnik sztuki sprawdza się bardzo dobrze. Z naszej ponad 22-letniej praktyki  i pracy  z tym nośnikiem wynika, że to najlepsza forma komunikacji z widzem – bilbordy mają szeroki zakres działania, są dostępne przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Przebijają się przez bańkę sztuki współczesnej, która posługuje się hermetycznym językiem, dla większości odbiorców niestety niezrozumiałym. Bardzo ważne jest to, że bilbordy są częścią ulicy i przestrzeni publicznej. Uważamy wręcz, że są pewnego rodzaju „klejem”, który spaja nas, jednostki, w większą całość. Wszyscy prędzej czy później wychodzimy z domu, z prywatnej przestrzeni (swojej bański) i wchodzimy w przestrzeń społeczną, wspólną. No a tam spotyka nas sztuka. I ważne jest, że ta sztuka coś komunikuje. Ma „ludzki” przekaz, ukierunkowany na nas, jako na skomplikowane byty, żyjące w skomplikowanym świecie, a nie tylko odbiorców propagandowych komunikatów – komercyjnych czy politycznych. Bilbord świetnie się sprawdza w tych dziwnych czasach, jakie mamy. Nasza galeria działała przez cały czas pandemii, cały czas byliśmy otwarci, w przeciwieństwie do „normalnych” galerii sztuki, które przez kilka miesięcy  były zamknięte. Bardzo ważne dla naszych widzów było to, że robiliśmy prace, odnoszące się do tego dziwnego czasu i oni mogli je oglądać. To był taki pocieszający znak normalności w tym nienormalnym czasie.

Ludzie bardzo pozytywnie reagują na nasze prace. Co jest dla nas ważne, dzielą się z nami tym pozytywnym odbiorem i pozytywną energią, która nas z kolei napędza do działania. Na początku naszej działalności sami wyklejaliśmy prace na bilbordzie przy Szosie Chełmińskiej, więc spędzaliśmy tam dużo czasu. Ludzie do nas podchodzili, rozmawiali z nami o naszych pracach, o tym, co ich poruszyło. Obecnie prace drukujemy i wykleja je dla nas profesjonalna firma. Rozmowy z ulicy przeniosły się siłą rzeczy do internetu, na facebooka i instagram. Zgromadziliśmy na naszym fanpage społeczność, która żywo reaguje na nasze prace. Dzieli się swoimi spostrzeżeniami i refleksjami w komentarzach i wiadomościach prywatnych. Nadal zdarza się, że ktoś zaczepi nas na ulicy, żeby porozmawiać o naszych pracach, czasami w dziwnych sytuacjach, np. w sklepie. Dostajemy też maile z feedbackiem. Generalnie jesteśmy w stałym kontakcie z odbiorcami i to jest dla nas bardzo ważne. Gdyby nie nasi odbiorcy pewnie nie przetrwalibyśmy przez tyle lat. Ta łączność i relacja jest, jak na sztukę współczesną szczególna. Bardzo to doceniamy i jesteśmy naszym odbiorcom niezmiernie wdzięczni. 

Wasza praca to od 1999 r. ciągłe przygotowywanie bilbordów. Jesteście bardzo konsekwentni w tym, co robicie. Czy w pracy artysty ważna jest konsekwencja? Czy Wam się to nie nudzi?

Gdy zaczynaliśmy eksperymentować ponad 22 lata temu z bilbordami, nie spodziewaliśmy się, że to tak długo potrwa. Po prostu zaczęliśmy iść krok po kroku pewną drogą, skupiając się na poszczególnych krokach i nie wiedząc dokładnie, dokąd nas to zaprowadzi. No i do tej pory tą drogą idziemy. Trochę sobie żartujemy, że jesteśmy jak Picasso, (który zmarł w 1973 roku, a my obydwoje w tym roku się urodziliśmy), który tworzył aż do śmierci. I taki model nam odpowiada. To, co robimy jest procesem. Nasza sztuka jest efemeryczna, pojawia się na miesiąc, można się wtedy cieszyć jej istnieniem, a potem znika. Na jej miejsce pojawia się nowa praca. Dobrze widać upływ czasu, kiedy oczyszczamy bilbord ze starych warstw papieru. Widać wtedy fragmenty poszczególnych prac, zapis procesu, zapis czasu i zmieniającej się rzeczywistości. Wspomniana przez Ciebie konsekwencja jest dla nas bardzo ważna, bez niej nie dotarlibyśmy do miejsca, w którym jesteśmy. Zawsze podziwiamy osoby, artystów, choćby takich jak przywołany już wcześniej Picasso, którzy są pracowici i konsekwentni. Nam się to, co robimy nie nudzi, choć pozornie robimy ciągle to samo. My sami ciągle się zmieniamy i z nami zmienia się nasza sztuka. Każda nowa praca jest dla nas jakimś wyzwaniem.

Wasze prace można oglądać wyłącznie na toruńskich i warszawskich billboardach? Dlaczego?

Na co dzień pokazujemy swoje prace na 2 stałych bilbordach w Toruniu i 3 w Warszawie (w zmieniających się lokalizacjach). W Toruniu pokazujemy od samego początku, czyli od 1999 roku, bo tu mieszkamy i bardzo lubimy to miejsce – to jest nasza baza. Co dla nas ważne, przez te lata, nasze bilbordy i nasza sztuka stały się pewnym dopełnieniem genius loci tego miejsca i jak mówią niektórzy odbiorcy – nie wyobrażają sobie Torunia bez naszych bilbordów. Dla nich jest to pewien symbol miasta. Z kolei w Warszawie pokazujemy dzięki uprzejmości firmy AMS, której jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Współpracujemy z nimi od początku swojego istnienia, czyli ponad 22 lata i cały czas nas wspierają! Pokazujemy też od czasu do czasu w innych miastach, ale ma to miejsce wówczas, gdy ktoś nas tam zaprosi, albo uda nam się zdobyć środki na pokaz w danym miejscu.

Obserwuję Wasze bilbordy od lat. Zdarza mi się nie raz przeczytać hasło i pomyśleć: Tak, dobrze powiedziane! – jak wygląda u Was proces przygotowywania haseł/prac? Śledzicie wiadomości, społeczeństwo, media społecznościowe, etc.? Jak dokonujecie wyborów tego, co w danym miesiącu chcecie powiedzieć? Jak wygląda współpraca między Wami? Spieracie się o to co teraz jest ważniejsze, co powinno być powiedziane?

Praca nad bilbordami wygląda bardzo różnie, ale przede wszystkim ważna jest dla nas systematyczność. Co miesiąc przygotowujemy przynajmniej 3 nowe bilbordy, a są miesiące, że robimy ich nawet 10. A do tego dochodzą wystawy, spotkania z widzami, realizacje na autobusach, citylightach itp. Około połowy miesiąca musimy mieć gotowe bilbordy, by wysłać je do druku i nakleić z początkiem nowego miesiąca. Czasami podejmujemy decyzję co do tego, co pokazujemy na bieżąco, niejako komentując to, co się aktualnie dzieje. Ale mamy też tematy zaplanowane dużo wcześniej. Ponieważ musimy pracować systematycznie, wypracowaliśmy sobie metodę omijania problemu „białego płótna” (czyli malarza, który stoi przed białym płótnem i nie wie co namalować). Prowadzimy cały czas notatniki i kreatywne szkicowniki, gdzie notujemy zasłyszane fragmenty rozmów, fragmenty książek, artykułów czy innych treści, które są podstawą do tworzenia naszych haseł. Poza tym cały czas robimy szkice bilbordów do wykorzystania na później. Kiedy więc zaczynamy pracę nad nowym bilbordem, sięgamy do tego, co już mamy częściowo opracowane. Nigdy nie jest to „białe płótno”, tylko proces rozciągnięty w czasie, który co miesiąc ma swój finał, ale rozpoczyna się wiele miesięcy wcześniej. Staramy się do pewnego stopnia śledzić to, co się dzieje w świecie, ale problemem w obecnych czasach jest nadmiar informacji. Wyzwaniem jest to, żeby pod naporem tego nadmiaru nie polec. Czasami się ze sobą spieramy o to, co powinniśmy w dany momencie pokazać, ale przez lata nauczyliśmy się dochodzić do konsensusu.

A gdyby zwykły odbiorca zapragnął posiadać Waszą pracę, która jest na billboardzie to, jakie ma możliwości?

Zapraszamy na nasze konta na facebooku i instagramie. Od niedawna, co jakiś czas ogłaszamy tam edycje wybranych prac w postaci plakatów. To limitowane edycje, ale jeśli jest się szybkim, można upolować dla siebie plakat z ulubioną pracą. Cały zysk ze sprzedaży jest wykorzystywany na realizację kolejnych bilbordów. W ten sposób nasi odbiorcy wspierają nas, zapraszając naszą sztukę do swoich domów. Bardzo nas cieszy, że chcą, byśmy byli częścią ich codzienności.

Czym dla Was jest Międzynarodowy Festiwal Sztuki na Bilbordach Art Moves? A czym powinien być dla odbiorców?

Na samym początku działalności Galerii Rusz, na naszym bilbordzie oprócz swoich prac, pokazywaliśmy też prace zaproszonych artystów. Potem zaczęliśmy pokazywać tylko swoje prace i pomyśleliśmy, że dobrze byłoby zrobić coś większego, taką platformę, która by zrzeszała artystów ze świata. W ten sposób powstał Art Moves, który wyrasta z tego, co robimy na co dzień, ale ma mocno poszerzony aspekt międzynarodowy i kooperację. Namawiamy artystów, by tworzyli na bilbordach – bo to doskonały nośnik dla sztuki, mimo że został wymyślony dla reklamy. Namawiamy ich do tworzenia sztuki prowokującej do myślenia. Festiwal działa ponad podziałami, ponad granicami. Dostajemy prace z całego świata, często z egzotycznych i obcych kulturowo miejsc takich jak Tajwan czy Iran. Zresztą ta „egzotyczność” coraz bardziej  zaczyna być umowna, gdyż język komunikacji wizualnej bardzo się globalizuje i uniwersalizuje. To jest jedna strona festiwalu – skierowana do artystów. Jest też druga strona, równie ważna, skierowana do odbiorców. Co roku festiwal ogniskuje wokół ważnych aktualnych tematów np. „Zawirusowanie nieprawdą. Jak odnaleźć drogę w nawale sprzeczności, chaosie i niepewności?” z roku 2021, czy „Epidemia – globalna katastrofa, kara czy szansa, by wymyślić siebie i świat na nowo?” z roku 2020. Wszystkie te hasła spotkały się z dużym odzewem artystów i odbiorców. Artyści są zaproszeni do stworzenia prac, które korespondują z danym tematem i twórczo się do niego odnoszą. Dzięki temu powstaje dużo ciekawych prac, prowokujących do myślenia, pokazujących głębszy aspekt rzeczywistości. Widzowie festiwalu zaproszeni są do współuczestnictwa, czyli do refleksji i dopowiadania sobie głębszych sensów. Poza tym widzowie mogą się też włączyć w bardziej aktywny sposób — mogą brać udział w warsztatach czy też współtworzyć interaktywne bilbordy.

Jak oceniacie prace z młodymi ludźmi podczas warsztatów bilbordowych? Jak młodzież odbiera tego typu wyraz artystyczny, „myślowy”, ideowy…?

Młodzi są bardziej chłonni od dorosłych, chcą rozmawiać, poznawać nowe rzeczy, lepiej rozumieć świat. Praca z nimi daje nam olbrzymią satysfakcję. Prowadzimy warsztaty zarówno dla małych dzieci, jak i dla licealistów czy studentów. Myślę, że to niezwykle ważne, żeby już od najmłodszych lat kreować w dzieciach tę siłę sprawczą, zachęcać do zadawania pytań, do posiadania wątpliwości, do rozwoju – dzięki temu wyrosną na otwartych i bardziej świadomych dorosłych. Młodzi mają olbrzymi potencjał i praca z nimi to przyjemność. Bardzo to lubimy.

Z czego się utrzymujecie? Sztuka refleksyjna to chyba nie jest łatwy sposób na życie? A to pytanie jest bardzo ważne dla wielu artystów, zwłaszcza tych przyszłych… Samo kończyłam zarówno Liceum Plastyczne, jak i ASP i widzę, że nic nie zmieniło się w tym temacie. Cały czas studenci ASP zadają sobie pytanie, sztuka, misja czy kasa i życie? Jak tworzyć i żyć? Jakich kompromisów dokonywać…?

To jest trudny temat, bo nasz kraj to nie jest miejsce zbyt przyjazne sztuce, zarówno 20 lat temu, jak i teraz, szczególnie sztuce refleksyjnej, prowokującej do myślenia. No ale my jakoś działamy od końca lat 90 ubiegłego wieku i to jest swoistego rodzaju cud. Jesteśmy bardzo wdzięczni samorządom (Gminie Miasta Toruń i Województwu kujawsko-pomorskiemu) za wsparcie, jak i firmie AMS — naszemu wieloletniemu mecenasowi oraz naszej  publiczności! Dzięki nim wszystkim Galeria istnieje i działa. My formalnie i instytucjonalnie działamy jako organizacja pozarządowa – ma to swoje plusy (możemy aplikować o środki do różnych podmiotów), ale też minusy (biurokracja i papierologia, która pochłania sporo czasu i energii). Zaczynaliśmy swoją drogę twórczą w drugiej  połowie lat 90 od malowania murali, wtedy murale w Polsce były mało znane (nie to, co dziś!). Do tej pory czasami malujemy murale, ostatnio bardzo duży mural malowaliśmy w Płocku dla ZOO. Niestety nie potrafimy młodym artystom i studentom w prosty i jasny sposób powiedzieć co robić. Dla nas zawsze odpowiedzią była ciężka i wytrwała praca, ale jak to ma się przekładać na indywidualne wybory i czy to jest odpowiedź uniwersalna? Na pewno w latach 90 zaczynać swoją drogę twórczą było trudno, ale teraz też nie jest łatwo.

Rozmawiała Maja Ruszkowska-Mazerant
Więcej www.galeriarusz.art.pl