Zdjęcie: Katarzyna Pietruska

Maja Ruszkowska-Mazerant, kuratorka treści numeru Klient:

Szkoła to miejsce, które ma uczyć. Tego przede wszystkim oczekujemy od instytucji przygotowujących nas do zawodu. Bo szkoła jest przecież ważnym elementem naszego rozwoju zawodowego. Zdobywamy w niej wiedzę, ale także uczymy się postaw: rozumienia innych, komunikacji, współpracy, dyskusji i negocjowania. To przestrzeń, w której możemy testować, sprawdzać, popełniać błędy i uczyć się na nich, a także wyznaczać sobie cele i szukać sposobów, by je osiągać. Powinna być miejscem bezpiecznym i kreatywnym – takim, w którym każdy może poczuć, że ma przestrzeń do rozwijania swoich możliwości.

Szkoła artystyczna jest więc czymś więcej niż miejscem zdobywania warsztatu. To próba wejścia w prawdziwe życie zawodowe. Sprawdzamy, jak reagują na nas inni, jak funkcjonuje hierarchia, jak rozmawiać, dyskutować i negocjować z tymi, dla których tworzymy. To przedsmak relacji wykonawca–klient.

To właśnie tutaj kształtujemy nawyki, sposoby reagowania i zachowania, które później zabieramy ze sobą w dorosłe życie zawodowe. Co w takim środowisku nam pomaga, a co szkodzi? O tym pisze Przemysław Bollin w swoim tekście.

71% pracowników w Polsce nie czuje się wystarczająco bezpiecznie pod względem psychologicznym – mówi raport Fundacji Nowe Przestrzenie z 2026 r. Polska urosła gospodarczo szybciej, niż nauczyła się ufać. Przykłady ze świata polskiego teatru posłużą nam jako studium przypadku. Środowisko aktorskie w ostatnich latach przeszło niemałą przemianę. W listopadzie zostanie wprowadzona redefinicja mobbingu. Zmierzamy w stronę zmiany mającej długofalowo przełamać kulturę milczenia i być może odwrócić niepokojący trend.

 


W tekście przeczytasz o:

  • zasadach panujących niegdyś w szkołach teatralnych,
  • konsekwencjach hierarchiczności środowiska teatralnego i ich wpływie na relację z klientem,
  • braku uznania dla statusu artysty na przykładzie debaty wokół ustawy o zabezpieczeniu socjalnym,
  • szansach uzdrowienia systemu po planowanym wprowadzeniu redefinicji mobbingu.


Jestem z wykształcenia aktorem lalkarzem, absolwentem Wydziału Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Na studia poszedłem po politologii i kilkuletniej pracy w mediach. Miałem 24 lata i wiele własnych doświadczeń. To, co zastałem na miejscu, było dla mnie zaskoczeniem. Po 15 latach od tamtych wydarzeń wciąż trudno jest mi zrozumieć, jak ja i moi koledzy z roku mogliśmy w porę nie powiedzieć „stop”.

Lipiec 2011 r., ogłoszenie wyników egzaminów wstępnych. Opiekunka roku pogratulowała nam przyjęcia na aktorstwo teatru lalek, po czym dodała: „jeżeli macie kogoś z innego miasta, to lepiej zawczasu się rozstańcie. Nie będziecie mieli na nic czasu”. Nikt nie zaprotestował. W tamtym czasie panowało przekonanie, że aktor, chcąc pracować w zawodzie, nie może robić problemów. Nie robiliśmy. Ani wtedy, ani później. Armia yesmanów [yes-men – osoba, która zgadza się ze wszystkim, co mówi szef, żeby się mu przypodobać; żródło: dicionary.cambridge.org].

 



Zasady panujące niegdyś w szkołach teatralnych

Wrzesień 2011 r., zaczynamy fuksówkę (tzw. chrzest – czas poznawania kadry, kolegów i zasad). Spaliśmy średnio po cztery godziny. Tradycja obowiązywała wszystkich. A przynajmniej takie panowało przekonanie. „Jak nie jesteś fuksem, to jesteś pet. Nie istniejesz, nie ma cię” – powtarzano ku przestrodze.

Za akademicką tradycję uznawano lekcje podległości, hierarchii i posłuszeństwa. Wstęp do studiów i przyszłej pracy w teatrze. Na zajęciach praktycznych również wpajano nam zasadę oddania siebie na rzecz grupy, teatru, reżysera, dyrektora, wykładowcy (wstaw właściwe). Nie było nic o stawianiu granic. O naszym wydziale mówiliśmy: „szklarnia”, „zakon”. W szklarni rośliny zdane są na łaskę i niełaskę ogrodnika. Mnisi też nie mają wiele do powiedzenia. Co działo się w sali prób, miało zostać w sali prób.

Jedyne, co mogło nas powstrzymać przed złożeniem kolejnego podania o przedłużenie pobytu w szkole, to zdrowie. W sesji chorowaliśmy w większości, a gdy sam zachorowałem na trzy tygodnie, profesor uznał, że – tu dosłowny cytat – „skoro tyle choruję, to nie nadaję się do teatru”. Wróciłem, zaprosiłem wykładowcę na pokaz etiudy z marionetką. Profesor był w szoku. Patrzył to na mnie, to na lalkę. Spojrzał mi w oczy: „Mogę nie lubić, ale piątkę dam”. Tak zrobił, potem już kibicował. Ale gdybym nie sprostał jego wymaganiom, pewnie wyleciałbym ze szkoły. Wytwarzanie presji nie na każdego podziała motywująco. Na mnie akurat tak, przynajmniej w tym przypadku. Można dużo wymagać, nie przekraczając granic.

Rozmawiając o aktorstwie, co pewnie można wziąć w większy nawias w dyskusji o sektorze kreatywnym, dynamika relacji mistrz-uczeń czy po dyplomie klient-artysta ma kluczowe znaczenie w ramach potencjalnej usługi lub dzieła. Jeżeli na starcie nie wypracujemy komunikacji sprzyjającej maksymalizacji potencjału twórczego, efekt może być niewystarczający dla wszystkich.

15 lat po opisywanych zdarzeniach ukazuje się Raport Fundacji Nowe Przestrzenie. Czytamy w nim, że milczenie to nie kwestia zastanych zasad z teatru czy innej grupy artystycznej. To powszechny problem, dotykający wielu głównych branż w Polsce.

Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI na panelu on-line Ipsos Polska według kwestionariusza opracowanego przez ekspertów Fundacji Nowe Przestrzenie. Próba n=1000, osoby pracujące w zespołach co najmniej pięcioosobowych, w wieku 18–65 lat, z wykształceniem co najmniej średnim technicznym.

Analizowano branże: bankowość i finanse, ubezpieczenia, przemysł, górnictwo, telekomunikacja, logistyka, zarządzanie nieruchomościami, kultura, marketing, produkcja wydawnicza i filmowa, budownictwo, turystyka, działalność badawcza, niepubliczna opieka zdrowotna, branża beauty (raport nie dotyczy sfery budżetowej i administracji rządowej).
Kultura milczenia doprowadziła nas do momentu wymagającego nowej strategii współpracy w zespołach. Liczby mówią same za siebie:

  • „42% pracowników zgadza się, że w ich obecnych zespołach, jeśli ktoś popełni błąd, będzie to najprawdopodobniej często wykorzystywane przeciwko tej osobie. ¼ wie, że tak będzie. W tej kwestii sytuacja w bankowości i finansach jest gorsza niż w telekomunikacji czy transporcie. Najgorsza w… kulturze, rozrywce i mediach, gdzie pośpiech i stres są największe. A także w niepublicznej opiece zdrowotnej”;
  • „56% pracowników sądzi, że w ich zespołach należy obawiać się podejmowania ryzyka w dobrych dla zespołu intencjach. Częściej młodzi ludzie, w branży gastronomicznej i hotelarskiej i niepublicznym zdrowiu. W najmniejszym stopniu osoby w zespołach z branży ubezpieczeniowej”;
  • „36% nie ma pewności, że nikt w zespole nie będzie działał umyślnie, by podważyć wartość ich pracy. 18% stwierdza, że są wokół nich osoby zdolne do takiego działania, a kolejne 18% nie ma pewności, że ich otoczenie jest wolne od takich osób”.

(Dane pochodzą z badania w październiku 2025 r. Źródło: Fundacja Nowe Przestrzenie, 2026)

 



Konsekwencje hierarchiczności środowiska teatralnego i ich wpływ na relację z klientem

Hierarchiczność systemu teatralnego ma długi ogon czasu. „Szacuneczek i respekcik dla szanownego pana nestora” – brzmiało zdanie przekazywane z roku na rok w szkołach. Konsekwencje uniżoności i bycia podległym wobec zmiennych postaw i ustnych porozumień między adeptem sztuki a dyrektorem czy reżyserem funkcjonują w środowisku od dawna. Dopiero od kilku lat zaczęto nazywać problem.

W teatrze klientem jest reżyser, który oczekuje realizacji określonych zadań. Podobnie dyrektor, przeprowadzający sezonowe rozmowy z etatowym aktorem. Klientem w szkole teatralnej jest wykładowca. Relacja mistrz-uczeń wciąż jest oczekiwana przez młode pokolenie, ale w poszanowaniu kultury osobistej i jasno określonych zasadach (źródło: rekomendacje z raportu na temat dobrych praktyk dydaktycznych w Akademii Teatralnej w Warszawie, 2021).

W 2011 r. pozwalano sobie na więcej. Od wykładowcy słyszeliśmy: „Jest jeszcze tyle zawodów na A”. W teatrze od dyrektora: „W gabinecie mam całą górę z teczkami [CV]”. Z perspektywy czasu trzeba powiedzieć sobie wprost: to były szkodliwe metafory. Państwo ponosi koszt wykształcenia aktora, a sam aktor poświęca lata życia na zdobycie dyplomu. Trudno uznać za racjonalny system, który po tym wszystkim podpowiada mu, że powinien zajmować się czymś innym zamiast namierzać, w czym leży problem.

Kiedy po wybuchu polskiego #metoo pisałem w mediach o kulisach studiów i pracy w teatrze, napisały do mnie dwie osoby. Obie zrezygnowały z aktorstwa. Jedna w szkole, a druga – kilka lat później. Przeczytałem: „Nie wiedziałem, czemu rezygnuję, ale wiedziałem, że muszę to zrobić”. Druga osoba, z perspektywy czasu, również nie żałuje.

Przypominam sobie te wiadomości, gdy czytam, że 59% badanych wykazało się niskim poziomem bezpieczeństwa psychologicznego i uważa, że nie warto wychylać się ze swoim zdaniem w sprawach, którymi zajmują się inni. To oznacza, że nie dostaną pomocy, nie poprawi się ich działanie ani nie mogą liczyć na feedback.

Tak było w czasie fuksówki, kiedy mimo przekraczania granic ani ja, ani nikt inny z mojego roku nie przerwał tego cyrku. Nie rozmawialiśmy w gronie kolegów i koleżanek o tym, co było – nawet trochę romantyzowaliśmy ten okres.

Inny przykład mogę podać z teatru. Nie bez przyczyny szybko zrezygnowałem z zawodu. Wydawało mi się, że doświadczenie wyniesione z prób do jednego spektaklu opisuje cały system teatralny. To nie była prawda. A jednak moja rezyliencja była na tak niskim poziomie, że wróciłem do zawodu, który zacząłem uprawiać zaraz po zdaniu matury.

I tu ważne zastrzeżenie. Nie każdy może sobie pozwolić na radykalny krok. Nie uważam zresztą – z perspektywy czasu – że postąpiłem rozważnie. Inaczej na tamten moment nie potrafiłem, jak tylko ciężej i ciężej pracować. Dotrwać do premiery, zamknąć rozdział. I odejść. To wcale nie jest odosobniony przypadek.

Pytanie, co można zrobić pośrednio. Poszukać pomocy na naszym szczeblu, na szczeblu wyżej, a może w związkach zawodowych? Poszukać sytuacji porównawczych. Mówić, sprawdzać. Milczenie – w wypadku aktora – to odbieranie sobie wyrazu w działaniu. Taka strategia wycofania jest szczególnie niebezpieczna w zawodach artystycznych. Brak odwagi w działaniu może skutkować mniej udaną rolą w spektaklu, serialu czy filmie i długo milczącym telefonem z propozycjami.

Raport mówi również o kryzysie zaufania. 56% pracowników w zespołach o niskim poziomie bezpieczeństwa psychologicznego uważa, że dobre pomysły się kradnie i przedstawia jako własne, a 55% badanych z niskim poziomem bezpieczeństwa psychologicznego potwierdza, że proponowanie zmian to ukryta krytyka i zwykle powoduje, że ktoś jest urażony. Zdaniem autorów raportu oznacza to, że nie umiemy przyjmować feedbacku lub nie umiemy go formułować – nie tylko w obrębie zespołu, ale także wobec szefa.

To nie wszystko. 52% pracowników w zespołach o niskim poziomie bezpieczeństwa psychologicznego boi się negatywnej oceny. Co trzeci pracownik nie przyznaje się do błędu, pozostając w stałej czujności. Jaki efekt? „Unikają nowych zadań i odpowiedzialności, brak synergii: wydajność zależy od wiedzy pojedynczych osób, a nie od zespołu” – czytamy w raporcie.

 


Brak uznania dla statusu artysty na przykładzie debaty wokół ustawy o zabezpieczeniu socjalnym

Kryzys zaufania w badanych zespołach może się przekładać na stopień odczuwalnego lęku. „74% osób z niskim bezpieczeństwem psychologicznym jest obciążonych stale przeżywanym lękiem. Wśród wszystkich pracujących w zespołach to 46%, ale wśród osób z wysokim bezpieczeństwem psychologicznym – tylko 19%”.

Weźmy za przykład aktora, który na oczach całego zespołu w czasie prób jest poddawany negatywnej ocenie. Jego poziom stresu, wstydu i obawy przed utratą pracy niemal od razu może zacząć wpływać na jakość przygotowań do roli. Co więcej, może prowadzić do kontuzji na skutek stale utrzymywanego napięcia.

Niski poziom bezpieczeństwa towarzyszy również osobom pozostającym na rynku pracy na umowach cywilnoprawnych, a niepewność finansowa i wielokanałowość działania również może prowadzić do zaniżenia jakości świadczonych usług.

Raport jasno pokazuje trudności związane z komunikowaniem ograniczeń i potrzeb pracownika w stosunku do klienta. Boimy się, że kiedy zaczniemy stawiać warunki lub negocjować stawki, pójdziemy w odstawkę.

Problem bezpieczeństwa psychologicznego nie kończy się na relacjach w zespole. Ma również wymiar ekonomiczny. Trudno mówić otwarcie o swoich potrzebach, kiedy samo utrzymanie w zawodzie pozostaje niepewne.

W tle toczy się burzliwa debata wokół ustawy dla artystów. Obecna wersja ustawy procedowana jest w tej chwili w Sejmie. W ostatnich dniach przeszła przez ręce Komisji Kultury. To kolejny projekt parlamentarny, który ma wypełnić lukę prawną wynikającą z nieregularności dochodu i oskładkowania osób działających w branży artystycznej.

Przypomnijmy, że zakłada wprowadzenie rozwiązań zapewniających dopłaty do ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego na drodze do uzyskania minimalnej emerytury w przyszłości.

To nie pierwszy raz, kiedy politycy chcą pomóc artystom. I nie pierwszy raz, kiedy na ostatniej prostej porzucają projekt. Widzieliśmy to wyraźnie za czasów prof. Piotra Glińskiego w tece ministra kultury. Wówczas na drodze stanęły utarczki słowne i krytyka polityki kulturalnej rządu PiS.

A po pandemii trzeba było zrobić krok w tył i przebadać stan obecny w tak zróżnicowanej branży. W obrębie jednej grupy zawodowej mamy przecież: pisarzy, muzyków, reżyserów, aktorów, operatorów, malarzy, rzeźbiarzy itd. Każda z grup ma wąskie specjalizacje i nie do końca orientuje się w specyfice działania drugiej.

To nie ułatwia prac nad systemowym rozwiązaniem dla wszystkich. Natomiast sens ustawy nie powinien nikogo dziwić. Problem istnieje, co pokazało badanie „Policzone, policzeni” z 2024 r., przeprowadzone pod kierunkiem prof. Doroty Ilczuk z SWPS.

Kilka istotnych liczb:

  • środowisko artystów, artystek, twórców, twórczyń oraz wykonawców i wykonawczyń w Polsce liczy ok. 62,4 tys. osób;
  • wypalenie zawodowe odczuwa aż 47,8% artystów i artystek, twórców i twórczyń oraz wykonawców i wykonawczyń;
  • pokoleniem z najniższą średnią przychodów z pracy artystycznej jest generacja Z (2516 zł), z medianą przychodów na poziomie 1500 zł. Mediany przychodów pokolenia X i Y wynosiły 3000 zł, a średnie – odpowiednio 4554 zł i 4311 zł;
  • 37% badanych pracuje na podstawie umowy o dzieło, 18,7% deklaruje samozatrudnienie, 13,9% pracuje na umowy zlecenia, 15,3% badanych deklaruje, że wykonuje pracę bezumowną, a 11% ma etat;
  • 43,5% badanych deklaruje, że ma inne źródła przychodu niż praca artystyczna, 36,6% – wykonuje zawód inny niż twórczy, 17,9% – posiłkuje się środkami od bliskich, a 7,5% – ma dochód pasywny;
  • 90% badanych deklaruje, że ich przychód nie jest taki sam w każdym miesiącu, 60% artystów i artystek z pokolenia Z pracowało bez wynagrodzenia w ramach budowania marki.

Obecnie kluczowy zapis ustawy to dopłaty do składek dla artystów o najniższych dochodach – do poziomu minimalnego wynagrodzenia, jeśli ich zarobki nie pozwalają na samodzielne opłacenie składek oraz wprowadzenie statusu artysty zawodowego, przyznawanego osobom prowadzącym działalność artystyczną w sposób profesjonalny i stały, posiadającym udokumentowany dorobek oraz uzyskującym dochody z tej działalności.

Status artysty ma zostać przyznany na okres trzech lat, z możliwością przedłużenia do pięciu lat, po co najmniej dziewięciu latach ciągłej aktywności artystycznej. Dorobek oceni Komisja Opiniująca, a decyzję podejmuje dyrektor Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej. Dopłaty będą mogły być przyznawane na rok – z możliwością ponownego składania wniosków przez osoby działające w branży artystycznej, których dochody w trzech ostatnich latach nie przekroczyły 125 proc. dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia.
Większość społeczeństwa nie popiera ustawy. W lipcu 2026 r. 58% ankietowanych było na „nie” (Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna). Narracja społeczna poszła w negatywną stronę, a na sztandary wyciągano najbardziej stygmatyzujące hasła: „Dlaczego oni mają mieć lepiej niż ja?”, „Jak jest słaby, to niech za prawdziwą pracę się weźmie”, „Dlaczego oni mają być uprzywilejowani?”.

Cały mechanizm dobrze opisuje teoria uznania Axela Honnetha (tłum. J. Duraj, NOMOS, 2012). Socjolog przekonuje w niej, że człowiek buduje poczucie własnej wartości dzięki uznaniu otrzymywanemu od innych. Pojawia się ono w trzech obszarach, z których pierwszy to miłość. Rodzina daje oparcie, bezpieczeństwo i wiarę w siebie. Potem jest prawo – osoby postrzegają siebie jako część systemu, gdzie za podstawę współżycia określa się etykę, równość i autonomię. Konflikt może się narodzić tam, gdzie prawo nie jest równe dla wszystkich, a pewne grupy pozbawione są praw lub wprost dyskryminowane.

Politycy PiS argumentowali w Sejmie, że uchwalenie wsparcia socjalnego dla jednej z grup spowoduje utratę sprawiedliwości społecznej. Można odwrócić pytanie: czy sprawiedliwością można nazwać sytuację, kiedy systemowo państwo odmawia pomocy socjalnej potrzebującej grupie zawodowej (ok. 20 tys. osób)? Pytanie pozostaje w zawieszeniu, a sytuacja wydaje się na ten moment patowa.

Trzecim warunkiem Honnethowskiej teorii jest gospodarka. Tu w głównej roli występują cechy, talenty i predyspozycje. Krytycy ustawy mówią: „Dlaczego mamy utrzymywać darmozjadów”? Z ich punktu widzenia, jeśli nie widać efektu, praca nie jest wykonywana. W procesie twórczym na efekt niejednokrotnie trzeba poczekać.

Socjolog pokazuje nam także, co się dzieje, kiedy uznania nie ma. Rewersem miłości, prawa i gospodarki jest przemoc, pozbawienie praw i pogarda społeczna. Brak uznania w jednym obszarze wpływa na odmowę w kolejnym. Domino.

 



Szanse uzdrowienia systemu po planowanym wprowadzeniu redefinicji mobbingu

Sytuację psychologiczną może poprawić redefinicja mobbingu. Po podpisaniu przez Prezydenta RP nowelizacji Kodeksu pracy i Kodeksu postępowania cywilnego w życie wejdzie ustawa o przeciwdziałaniu mobbingowi. Pierwsze zmiany zaczną obowiązywać od listopada tego roku, a na wdrożenie pracodawcy będą mieli czas do maja 2027 r.

Jak czytamy na gov.pl: „Po zmianach pracownik lub pracowniczka nie będą musieli wykazywać, że dane zachowania miały charakter długotrwały. Ważna będzie za to uporczywość działań. Nadal jednak pojedynczy incydent, co do zasady, nie będzie kwalifikowany jako mobbing”. Nowelizacja wprowadza otwarty katalog przykładowych zachowań, które mogą zostać uznane za mobbing, m.in.: upokarzanie, zastraszanie, nieuzasadniona krytyka, ośmieszanie, podważanie kompetencji zawodowych, utrudnianie funkcjonowania w zespole, społeczne izolowanie pracownika.

Organizacje, które zatrudniają więcej niż 10 osób, będą musiały posiadać formalne procedury antymobbingowe. Oprócz reakcji na zgłoszenia pracodawca powinien: edukować pracowników, pracowniczki i kadrę menedżerską, monitorować atmosferę pracy, identyfikować ryzyko i wspierać osoby dotknięte niepożądanymi zachowaniami.

Z raportu Fundacji Nowe Przestrzenie wynika, że „połowa badanych (45%), którzy wiedzą, że w ich firmach są procedury do zgłaszania nieprawidłowości, wierzy w ich skuteczność, ale jednocześnie nie wie, czy działają, bo procedury te nigdy nie zostały uruchomione”. Jaki z tego wniosek? „Badani nie wiedzą, czy procedury działają, bo być może samo uruchomienie tych procedur jest tabu albo przynajmniej jest wstydliwe i należy do kultury milczenia” – tłumaczą autorzy raportu.

Akademia Teatralna konsekwentnie od 2019 roku podąża w tym kierunku. Jako pierwsza z publicznych szkół teatralnych zakazała fuksówki, wprowadziła Kodeks Etyki i stworzyła funkcję rzecznika praw studenckich. Kolejnym krokiem było badanie „(Nie)zgoda na przekraczanie granic”, przeprowadzone w Akademii Teatralnej w Warszawie i Filii w Białymstoku na przełomie 2021 i 2022 roku przez zespół z Wydziału Socjologii UW.

Wprowadzono procedury antydyskryminacyjne, antymobbingowe, nowe zasady ewaluacji zajęć praktycznych, regularne spotkania kadry dla pogłębiania wiedzy na temat programu i kształcenia, zajęcia dotyczące pracy z emocjami, a także próby rozwiązania problemu przeciążenia osób studiujących.

Kiedy rok temu wracałem na studia, aby napisać pracę magisterską (w 2014 r. kończyłem AT z absolutorium), osobiście doświadczyłem tej zmiany. W różnicach programowych między moimi studiami a obecnymi mamy 20 przedmiotów. Na Podstawach własności intelektualnej analizowaliśmy szczegółowo punkty umowy aktorskiej, na Historii literatury pogłębialiśmy horyzonty pracy nad sensem i kontekstem. Program jest pełniejszy i bardziej wszechstronny dla młodego człowieka wchodzącego z nadziejami w ten zawód. Instytucjonalnie wydaje się, że młody aktor jest w lepszej pozycji startowej niż kolega po fachu sprzed 15 lat.

Jest jeszcze jedna kwestia, o której warto pamiętać: zrzeszanie się. Półtorej dekady temu związki zawodowe były zarządzane przez osoby dużo bardziej doświadczone, co przekładało się na nie do końca aktualne potrzeby rynku (kwestia niewypłacania tantiem jest jedną z kilku kwestii z tamtego czasu). Nie być samemu – cokolwiek by się nie działo. W sytuacji niejasnej członkostwo może zmienić nasze położenie.

Nie byłoby fali zmian, gdyby nie ludzie, którzy w czasach wielkiego milczenia na temat przemocy odważyli się mówić. To najważniejsza lekcja dla młodego pokolenia. Bez względu na skalę zmian i nadchodzące ułatwienia dla zgłaszalności mobbingu – trzeba mówić. Porzucanie zawodu to nie jest jedyna dostępna możliwość. Nie żyjemy już w czasach czarno-białych. Negocjujmy.

W grupie o wysokim bezpieczeństwie 79% osób zna procedury i wie, jak reagować. W grupie o niskim bezpieczeństwie tę wiedzę deklaruje 39% badanych. Skąd bierze się ta luka w wiedzy? „Jeśli pracownik nie wierzy, że zgłoszenie problemu przyniesie efekt lub obawia się konsekwencji, może nie poświęcać uwagi na zapoznanie się z formalną ścieżką postępowania” – tłumaczy Anna Karczmarczyk, prezes IPSOS w przytaczanym badaniu.

Procedura, z której nie planuje się skorzystać, umyka uwadze. 61% osób z wysokim poczuciem bezpieczeństwa zna procedury i chce z nich korzystać. W grupie o niskim bezpieczeństwie podobnego zdania jest tylko co trzeci badany.

Być może największa zmiana ostatnich lat nie polega na nowych procedurach czy kodeksach etyki. Polega na tym, że coraz więcej osób odmawia odgrywania roli yesmana. Bez potakiwaczy żaden hierarchiczny system zbudowany na szkodliwym modelu lidera nie utrzyma się długo. Oby na zawsze przeminął.

 

Tekst: Przemysław Bollin

Przemysław Bollin (ur. 1985) – magister sztuki. Absolwent Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie, Filia w Białymstoku na kierunku aktorstwo, specjalność aktorstwo teatru lalek. Występował w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, Śląskim Teatrze Lalki i Aktora „Ateneum” w Katowicach. Debiutował w Teatrze Śląskim im. St. Wyspiańskiego w Katowicach w czasie kształcenia w Studium Aktorskim przy Teatrze Śląskim. Licencjat nauk politycznych. Publikował w czasopismach „Newsweek Polska”, „Newsweek Psychologia”, „Newsweek Historia”; współpracował z działem kulturalnym tygodnika „Gość Niedzielny”. Jego materiały radiowe i felietony emitowane były w Radiu Nowy Świat. Z Onetem współpracuje – z przerwami – od 2008 r.; przez kilka lat pisał o kulturze dla magazynu „Odlot” na Newsweek.pl.