Matylda Marć z autorskim poradnikiem serwisowym Vélo prezentowanym na Wystawie Jednośladowej, zdjęcie Jakub Szczepaniak

Maja Ruszkowska-Mazerant, kuratorka treści numeru Wartości:

Kiedy planujesz nowe przedsięwzięcie, co jest dla ciebie najważniejsze? Samorealizacja czy odpowiedź na potrzeby innych? Czy chcesz poczuć, że wykonałaś/eś dobrą robotę, która cię rozwija, czy raczej zależy ci na tym, aby została zauważona i doceniona przez innych? Jaki jest sens tego, co robisz? Co stanowi jego największą wartość?

Matylda Marć, studentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi i członkini Koła Naukowego Powidoki, w swoim artykule opowiada o drodze do poznania sensu działania twórczego. Przyglądając się pracy nad realizacją Wystawy Jednośladowej, analizuje motywacje, proces oraz efekt końcowy projektu. Ocenia również jego wymiar wizerunkowy i frekwencyjny. Zastanawia się, jak to możliwe, że tak niewiele osób przychodzi na wystawy i jest zainteresowanych aktywnym, osobistym uczestnictwem w wydarzeniach, które kosztują organizatorów mnóstwo czasu, energii, pieniędzy i zaangażowania. Stawia pytanie: czy wartość projektu można mierzyć wyłącznie liczbami?

Ale to także tekst o wolności. W jakim kontekście? Przekonajcie się sami. Polecam ten ciekawy głos młodego pokolenia. Cieszę się, że jest on częścią numeru poświęconego wartościom.

Co zawiera artykuł:

1. Rower pojawił się u mnie dużo wcześniej niż design

2. Robimy wystawę! Ale co dalej?

3. Poster Toster

4. Najbardziej studencki warsztat świata

5. Frekwencja nie zawsze mierzy wartość wydarzenia

6. Rower jako wolność, czyli jakie refleksje zostały z nami po wydarzeniu

7. Największa wartość

 

Organizacja wystawy była dla nas bardzo intensywnym, ale owocnym czasem. Zwieńczył ją jej wernisaż, na którym przedstawiliśmy nasze prace szerszemu gronu osób. Przepełniała nas wówczas duma i radość.

Pod koniec całego dnia byliśmy tak zmęczeni, że próbowaliśmy wsiąść do cudzego samochodu, co gorsza – przez dłuższą chwilę byliśmy przekonani, że to auto po prostu nie chce się otworzyć.

Ten moment dobrze podsumowuje organizację Wystawy Jednośladowej i konferencji rowerowej, które odbyły się 8 maja 2026 roku w Akademickim Centrum Designu w Łodzi. Było dużo chaosu, masa emocji, jeszcze więcej maili i telefonów, a momentami także pytanie: „Po co my to właściwie robimy?”

W niektórych ludziach budzi się potrzeba działań „ponadprogramowych”. Ciężko jednoznacznie orzec, skąd się ona dokładnie bierze, ale nie podlega wątpliwości, że takie osoby były, są i będą, a ja trafiłam do ich grona podczas studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi na kierunku Projektowanie Graficzne. Zajęcia obudziły we mnie ciekawość i spowodowały pewien niedosyt, który przerodził się w potrzebę poszukiwania sensu w projektowaniu, działaniu i tworzeniu inicjatyw, będących czymś więcej niż tylko kolejnym zadaniem na uczelni do wykonania i odhaczenia z listy.

Część dokumentacji zdjęciowej Wystawy Jednośladowej – Poster Toster (Instagram: @poster_toster)


Rower pojawił się u mnie dużo wcześniej niż design

W moim życiu rower był właściwie od zawsze. Wakacje z rodzicami spędzaliśmy na dwóch kółkach, całe liceum dojeżdżałam rowerem praktycznie wszędzie – często z teczką B2 przewieszoną przez ramię. Nigdy nie traktowałam dwóch kółek jako „sportowego hobby” – bardziej jako coś całkowicie naturalnego. Tata uczył siostrę i mnie, jak poradzić sobie z podstawowymi awariami roweru na trasie. Powinien to wiedzieć każdy, kto ma rower, gdyż jest to prosta, genialna konstrukcja, którą trzeba szanować i pielęgnować. Jako że lubię jeździć sama – często daleko od ludzi i asfaltu, podstawowe umiejętności serwisowe nie raz pomogły mi na trasie. Dzięki temu moja wolność przemieszczania się po rodzinnym mieście i okolicach była całkowicie nieograniczona i niezależna od rozkładu autobusów czy tramwajów. Rower – odkąd tylko pamiętam – służył mi jako narzędzie do swobodnego przemieszczania się i poznawania wspaniałości otaczającego nas świata.

Może dlatego, kiedy rok temu mieliśmy stworzyć książkę w ramach ćwiczenia w Pracowni Projektowania Form Wydawniczych prowadzonej przez dr. Mariusza Andryszczyka, postanowiłam, że będzie to poradnik serwisowy. Praca nad jego tworzeniem była nie lada wyzwaniem, ale i wspaniałą przygodą, w którą wciągnęli się moi bliscy i przyjaciele. Wtedy zupełnie nie przypuszczałam, że kilka miesięcy później temat roweru powróci i zacznie pojawiać się wokół mnie coraz częściej.

Pod koniec semestru podczas rozmowy z dr. hab. Przemysławem Hajkiem zauważyliśmy coś ciekawego – w Instytucie Projektowania Graficznego zaczęło przybywać projektów związanych z tematyką rowerową. W samej pracowni, którą prowadzi profesor, w ciągu ostatnich paru lat powstały dwa dyplomy związane właśnie z branżą rowerową. Temat zdecydowanie interesował studentów projektowania i trudno się im (nam;)) dziwić. Pod względem wizualnym jest to bowiem bardzo elegancka, geometryczna forma, a jeśli chodzi o branding – niesie za sobą przekaz o wartości większej niż tylko ekologiczny środek transportu czy narzędzie do aktywnego wypoczynku. Operuje na emocjach związanych z autonomią, ruchem i przynależnością do określonych grup kulturowych, przez co staje się obiektem o symbolicznej wartości.

Matylda Marć, zdjęcie Jakub Szczepaniak


Robimy wystawę! Ale co dalej?

Początkowo pomysł był prosty: zorganizować wystawę i pokazać szerszej publiczności projekty studentów, które wpisują się w jednośladowe zagadnienie. Z czasem jednak okazało się, że nie chcemy organizować wydarzenia, które skończy się na szybkim wernisażu, kilku zdjęciach na Instagramie i przyjacielskim: „fajnie, dzięki wszystkim za przybycie”. Chcieliśmy stworzyć coś, co wykroczy nieco poza ramy zwykłej studenckiej wystawy i pozostawi po sobie coś więcej. Co dokładnie? Nadal nie potrafię odpowiedzieć jednym zdaniem. Im dłużej studiuję, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że najciekawsze rzeczy powstają na styku różnych światów. Umiejętności projektowe same w sobie są niezwykle uniwersalne, ale ich prawdziwy potencjał ujawnia się dopiero wtedy, gdy połączymy je z czymś, co autentycznie nas interesuje i pasjonuję. Dla jednych będzie to muzyka, dla innych – sport, nauka czy działalność społeczna. W moim przypadku jest to między innymi rower i turystyka.

Właśnie dlatego zależało nam, aby wystawa nie była wyłącznie prezentacją estetycznych projektów związanych z tematyką jednośladów. Chcieliśmy pokazać, że pasja może stać się punktem wyjścia do działań zawodowych, badań projektowych, a nawet całej ścieżki kariery. Projektowanie nie jest przecież zawieszone w próżni. Potrzebuje tematów, ludzi i rzeczywistych problemów, na które może odpowiadać.

Pomysł organizacji konferencji pojawił się podczas spotkania zespołu kuratorskiego w sprawie organizacji wystawy. Kiedy padła propozycja zaproszenia przedstawicieli branży rowerowej i osób zawodowo związanych z szerokim światem rowerowym, moja pierwsza reakcja, choć entuzjastyczna, była przesiąknięta lekkim przerażeniem. Każdy, kto miał przyjemność organizować jakąkolwiek imprezę, wie, jakiego to wymaga zaangażowania i pracy. Perspektywa pisania wielu maili nie do prowadzącego zajęcia czy kolegów z roku, ale do osób, które znałam z branżowych mediów, firm i projektów obserwowanych przeze mnie od dawna, początkowo nieco mnie onieśmielała. Jednak bardzo doceniam zdobyte doświadczenie. Projektowanie kojarzy się z pracą przy komputerze, tworzeniem identyfikacji wizualnych, publikacji czy stron internetowych. Tymczasem równie ważne są kompetencje związane z komunikacją, współpracą, budowaniem relacji i kontaktów. Organizacja konferencji stała się dla mnie bezcenną lekcją, której trudno byłoby doświadczyć wyłącznie podczas zajęć akademickich.

Konferencja była próbą merytorycznego dopełnienia studenckich prac na wystawie. Zaprosiliśmy przedstawicieli firm związanych z branżą rowerową, którzy opowiadali o procesach projektowania i tworzenia produktów funkcjonujących na rynku oraz o tym, jak wygląda sytuacja infrastruktury i turystyki rowerowej w Polsce. Pojawiły się także prezentacje prowadzących pracownie na Wydziale Sztuk Projektowych na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, przedstawiające prace studentów, które realnie mogłyby zaistnieć w przestrzeni. Wypowiedzi te pokazały, że projekty realizowane na uczelni mogą wykraczać poza akademickie ćwiczenia i odnaleźć swoje miejsce w rzeczywistym świecie. Chcieliśmy pokazać, że między edukacją, pasją i praktyką zawodową nie musi istnieć wyraźna granica.

Część dokumentacji zdjęciowej Wystawy Jednośladowej, www.acdesign.com.pl/blog/wystawa-jednosladowa

Poster Toster

Do współpracy przy wydarzeniu zaprosiliśmy Poster Toster – niezależną, oddolną inicjatywę plakatową, która kilka lat temu narodziła się na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Projekt jest rozwijany przez kolejne pokolenia studentów i z każdą edycją przybiera nieco inną formę, zachowując jednak swój podstawowy cel: stawianie twórcom projektowego wyzwania i zachęcanie ich do szybkiej, kreatywnej odpowiedzi na zadany temat. Początkowo inicjatywa skierowana była głównie do studentów ASP, później również do absolwentów.

Przy okazji Wystawy Jednośladowej postanowiliśmy jednak otworzyć nabór szerzej i zaprosić także studentów innych uczelni – uniwersytetów i politechnik z całej Polski. Wydawało nam się, że temat roweru może zainteresować projektantów działających w różnych obszarach, ale skala zainteresowania i tak nas zaskoczyła. Otrzymaliśmy 155 zgłoszeń. Bardzo interesujące było to, jak różnorodnie uczestnicy interpretowali ten sam temat. Spodziewaliśmy się większej liczby prac związanych ze sportem czy techniczną stroną rowerów.

Tymczasem większość plakatów opowiadała o czymś zupełnie innym. Pojawiały się wspomnienia z dzieciństwa, pierwszych prób utrzymania równowagi na dwóch kółkach, a także refleksje dotyczące ekologii i zrównoważonego transportu, wizje miasta bardziej przyjaznego mieszkańcom oraz projekty pełne humoru i dystansu. Hasła takie jak „Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani rowerzyści” czy „Nakaz pedałowania” pokazywały, że rower może być nie tylko środkiem transportu, ale również źródłem wspólnych doświadczeń, żartów i codziennych rytuałów. Patrząc na zgłoszenia, miałam wrażenie, że dla wielu osób rower jest czymś znacznie ważniejszym niż tylko bezdusznym przedmiotem. Staje się symbolem swobody, niezależności, dziecięcej radości albo po prostu sposobem funkcjonowania w mieście. Być może właśnie dlatego temat okazał się tak szeroki i niesamowicie inspirujący.

Sama idea Poster Toster opiera się zresztą na podobnym założeniu. Nie chodzi wyłącznie o stworzenie plakatu, ale o chwilowe zanurzenie się w temacie, który nie zawsze jest uczestnikom bliski od początku. Jestem przekonana, że nie wszystkie osoby, które nadesłały swoją pracę, interesują się rowerami na co dzień. Jednak przez moment każda z nich musiała zatrzymać się nad tym zagadnieniem i spróbować spojrzeć na nie z własnej perspektywy. W projektowaniu takie spotkania z nieznanym są niezwykle cenne. Poszerzają sposób myślenia i pozwalają odkrywać światy, do których być może nigdy nie trafilibyśmy sami.

dr hab. Przemysław Hajek z autorskim plakatem promującym Wystawę Jednośladową, zdjęcie Matylda Marć Najbardziej studencki warsztat świata

Obok konferencji zorganizowaliśmy też warsztaty sitodruku. W Kole Naukowym Powidoki często zajmujemy się organizacją różnych workshopów – tworzymy ziny, wykonujemy grafiki metodą linorytu czy szyjemy notesy. Mimo że większość z nas pracuje głównie przy komputerze, wciąż bliskie są nam tradycyjne techniki druku i ekspresji twórczej, a Koło tworzy do tego przestrzeń. Daje nam to coś, czego często brakuje w działaniach cyfrowych – bezpośredni kontakt z materiałem, możliwość eksperymentowania i natychmiastową satysfakcję z efektu.

Podczas wydarzenia uczestnicy mogli samodzielnie nadrukować rowerowe ilustracje na torbach i koszulkach. Każdy chwytał za raklę i własnoręcznie wykonywał odbitkę, która stawała się później pamiątką z wystawy. Efekty nie zawsze były idealne. Niektóre nadruki były lekko przesunięte, inne miały drobne zabrudzenia lub nierównomiernie rozłożoną farbę. Paradoksalnie właśnie te niedoskonałości sprawiały, że każdy egzemplarz był wyjątkowy i niepowtarzalny. Myślę jednak, że nic nie oddaje charakteru całego wydarzenia lepiej niż fakt, że drukowaliśmy również... tosty z Nutellą. Pomysł początkowo pojawił się jako żart, luźno związany z obecnością inicjatywy Poster Toster. Jak to jednak często bywa w studenckich projektach, ktoś rzucił hasło, ktoś inny potraktował je całkowicie poważnie i w efekcie na warsztatach rzeczywiście pojawiły się sitodrukowane tosty. Nie wiem, czy było to bardziej performatywne, absurdalne czy po prostu bardzo studenckie, ale wzbudziło powszechny zachwyt. Było dużo uśmiechu i dobrej zabawy. Mimo drobnych potknięć i niedociągnięć udało się nam z Kołem stworzyć coś autentycznego i spontanicznego. Ludzie czekali spokojnie na swoją kolej, obserwowali proces, rozmawiali i w efekcie zostawali dłużej, niż początkowo planowali.

W pewnym momencie zrozumiałam, że warsztaty nie są jedynie dodatkiem do wystawy czy konferencji. Stały się ważną przestrzenią spotkania. Miejscem, w którym projektowanie przestawało być gotowym efektem zawieszonym na ścianie, a stawało się wspólnym doświadczeniem twórczym. Można było coś stworzyć własnymi rękoma, porozmawiać z innymi uczestnikami, wymienić się doświadczeniami lub po prostu spędzić czas w przyjaznej atmosferze.

Na zdjęciu: od lewej dr hab. Przemysław Hajek, kurator wystawy, Laura Kowalewska, Matylda Marć, zespół kuratorski, dr hab. Olga Podfilipska-Krysińska, prof. uczelni, prorektor ds. rozwoju i współpracy, dr hab. Ludwika Żytkiewicz-Ostrowska, prof. uczelni, dziekan Wydziału Sztuk Projektowych, Jakub Horosz, Zuzanna Solecka, zespół kuratorki, Agnieszka Wojciechowska-Sej, dyrektor Akademickiego Centrum Designu, zdjęcie Anna Andrysiewicz-Kowalewska

Frekwencja nie zawsze mierzy wartość wydarzenia

Nie będę udawać, że nie byliśmy nieco rozczarowani.

Na wernisażu pojawiło się sporo osób, przestrzeń wystawy była pełna, natomiast konferencja zgromadziła zdecydowanie mniejszą publiczność, niż zakładaliśmy. Po miesiącach pracy, dziesiątkach maili, rozmowach z zaproszonymi gośćmi i intensywnej promocji wydarzenia, naturalnie pojawiło się poczucie zawodu. Tym bardziej, że robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby dotrzeć do odbiorców. Informacje o wydarzeniu były publikowane w mediach społecznościowych, odwiedziliśmy lokalne radio, pojawiły się wpisy na stronie uczelni, a studenci otrzymali bezpośrednie zaproszenia mailowe. Program był według nas naprawdę wartościowy i angażujący. Trudno było nie zadać sobie pytania: dlaczego to nie zadziałało tak, jak się spodziewaliśmy?

Jednak z czasem to pytanie zaczęło zmieniać kierunek.

Dlaczego wszytko przeliczamy i szufladkujemy: liczbę uczestników, obserwujących, wyświetleń, punktów, osiągnięć? Również w projektowaniu i środowisku akademickim bardzo często to właśnie statystyki stają się pierwszym kryterium oceny. Ile osób przyszło? Ile było reakcji? Jak duży był zasięg?
Tylko że coraz częściej mam poczucie, że to nie obejmuje tego, co najważniejsze.

Jak zmierzyć rozmowę, która kogoś zainspiruje? Jak policzyć moment, w którym ktoś dowiedział się czegoś wartościowego? Jak wycenić doświadczenie spotkania ludzi z różnych środowisk, którzy normalnie nigdy by się nie zetknęli? Jak na cyfry przełożyć uśmiechy, których podczas wydarzenia nie brakowało? Nie chodzi o to, że frekwencja nie ma w ogóle znaczenia, bo ma. Każdy, kto organizuje wydarzenie, chciałby, żeby dotarło ono do jak największej grupy ludzi. Po to angażujemy naszą pracę i poświęcamy czas, żeby zobaczyć efekt i poczuć satysfakcję. Problem zaczyna się wtedy, kiedy liczby stają się jedynym sposobem oceny wartości i są najważniejsze. Patrząc tylko przez ten pryzmat, łatwo przeoczyć to, co dzieje się naprawdę. Nie da się zero-jedynkowo, bezbłędnie przełożyć emocji i doświadczeń na tabelkę z cyframi.

Dla mnie Wystawa Jednośladowa i konferencja nie były historią o frekwencji, tylko właśnie o doświadczeniu, którego nie zdobyłabym na zajęciach, a także o współpracy, rozmowach i komunikacji.

Czy wartość projektu można mierzyć wyłącznie liczbami? Uważam, że absolutnie nie można.
Gdyby tak było, wiele działań studenckich, oddolnych inicjatyw czy projektów tworzonych z pasji nigdy nie miałoby szansy zostać zauważonych. A ich wartość często ujawnia się nie w liczbach, tylko w relacjach, doświadczeniach i zmianach, które zostają po wszystkim – nawet jeśli nie da się ich łatwo opisać.

Część dokumentacji zdjęciowej Wystawy Jednośladowej, www.acdesign.com.pl/blog/wystawa-jednosladowa

Rower jako wolność, czyli jakie refleksje zostały z nami po wydarzeniu

Myśląc teraz o całym wydarzeniu, mam poczucie, że jego największą wartością była wolność.
Nie tylko ta ekologiczna, choć oczywiście ona również jest istotna – zwłaszcza dziś, kiedy coraz częściej próbujemy projektować w sposób bardziej odpowiedzialny i świadomy. Nawet jeśli jednocześnie wiemy, że każda produkcja, nawet ta określana jako „zrównoważona”, zostawia po sobie ślad. Rower jest jednak dla mnie czymś więcej niż tylko symbolem ekologii.

To wolność poruszania się po mieście bez stania w korkach i czekania na spóźniony autobus. Wolność poznawania nowych miejsc we własnym tempie, bez narzuconej trasy i harmonogramu. Wolność zatrzymania się w dowolnym momencie i startowania, kiedy poczujemy że to już czas. Ale jest to też inny rodzaj wolności, który zaczął dla mnie wybrzmiewać dopiero w trakcie pracy nad wystawą – to wolność tworzenia i działania.

Rower, jako temat, okazał się niezwykle pojemny. Nie dawał jednej oczywistej interpretacji, nie narzucał jednego sposobu myślenia. Każdy z uczestników Poster Tostera, każdy z prelegentów, każda osoba zaangażowana w wystawę czy konferencję mogła odczytać go inaczej. Dla jednych był narzędziem codzienności, dla innych – wspomnieniem dzieciństwa, dla jeszcze innych – sposobem na podróżowanie, sportem albo manifestem stylu życia. W tej różnorodności tkwi jego projektowa wartość. Rower nie jest zamkniętym obiektem o jednej funkcji. Jest raczej punktem wyjścia do opowiadania historii i budowania narracji, projektowania doświadczeń i tworzenia znaczeń, które wykraczają poza sam przedmiot.

Z tej perspektywy stał się dla nas nie tylko tematem wystawy, ale też pretekstem do myślenia o tym, czym w ogóle jest projektowanie. Czy jest wyłącznie tworzeniem obiektów, identyfikacji i komunikatów, czy może również sposobem budowania relacji, uruchamiania rozmów i inicjowania spotkań? W trakcie całego procesu coraz bardziej widoczne stawało się to, że największą wartością nie jest sam efekt końcowy, wystawa czy konferencja albo plakat. Jest nią raczej to, co dzieje się pomiędzy: współpraca, wymiana doświadczeń, momenty zaskoczenia, a czasem również rozczarowania, które zmuszają do przewartościowania własnych oczekiwań.

Być może właśnie dlatego rower stał się dla nas tak trafnym symbolem. Bo – podobnie jak projektowanie – nie daje jednej odpowiedzi. Zmusza do ruchu, zmiany perspektywy i ciągłego dostosowywania się do tego, co dzieje się wokół. W tym sensie wolność, o której myślimy, nie oznacza braku ograniczeń. Oznacza możliwość działania pomimo nich.

Różni goście, którzy odwiedzili Wystawę Jednośladową, na zdjęciu część wystawy Poster Toster (Instagram: @poster_toster)


Największa wartość

Wspominając Wystawę Jednośladową, nie pamiętam już stresu, maili ani zmęczenia. Pozostało jedynie ogromne poczucie wdzięczności za to, że mamy przestrzeń do działania. Jako studenci możemy angażować się w projekty, które wychodzą poza uczelnię i realnie łączą ludzi. Okazuje się, że można połączyć dwie pasje – design i rower, by zainspirowały one do czegoś, co zdecydowanie zaciekawi ludzi. Bardzo doceniam to, że miałam możliwość stać się częścią zespołu kuratorskiego wystawy i zdobyłam doświadczenie w organizacji konferencji. Cieszy mnie świadomość, że mamy na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, a konkretnie w Kole Naukowym Powidoki przestrzeń do tworzenia rzeczy, które mają sens – nawet jeśli nie zawsze od razu umiemy ten sens nazwać i zauważyć. Jest to szczególnie ważne współcześnie – w czasach, w których godzinami żyjemy w mediach społecznościowych, kiedy sztuczna inteligencja zmienia sposób, w jaki się komunikujemy, uczymy czy pracujemy. Spotkania, współpraca i tworzenie na to przestrzeni – te aspekty działania mają zatem niesamowitą wartość. Pozwalają na kontakt z drugim człowiekiem i dają poczucie przynależności do społeczności. Technologia nie jest w stanie nam tego zastąpić.
 
A więc czy wartość projektu można mierzyć wyłącznie frekwencją na wydarzeniu i spektakularnym sukcesem wystawy? Gdyby tak było, ta i wiele innych inicjatyw studenckich nigdy nie miałoby prawa zaistnieć. Ich wartości nie da się zamknąć w liczbach. Pozostaje ona natomiast w rozmowach, które wydarzyły się po drodze, w relacjach, które udało się zbudować, i w przekonaniu, że nawet niewielkie działania mogą mieć znaczenie. Wystawa Jednośladowa była wydarzeniem o rowerach, ale stała się dla nas, studentów doświadczeniem pokazującym, że projektowanie może być sposobem tworzenia wspólnoty, rozwoju swoich doświadczeń i wiedzy na wiele różnych tematów.
Zobaczymy, gdzie jednośladowo dotrzemy jeszcze z naszą wystawą i kto doceni jej wartość lub zainspiruje się rowerami. [uśmiech]

 

Tekst Matylda Marć

Zdjęcia dzięki uprzejmości autorki