WODA I GÓRY | Eliza Kubarska - PURPOSE

Pasje

WODA I GÓRY | Eliza Kubarska

2018-01-24

Czas czytania 10 minut

Reżyserka, alpinistka i co najważniejsze mama. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych (wydział rzeźby i video-art prof. Grzegorza Kowalskiego) oraz Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej A. Wajdy w Warszawie. Stypendystka Ministerstwa Kultury i Sztuki – czytamy w oficjalnym BIO na stronie Vertical Vision – firmy prowadzonej przez Elizę i jej męża Dawida. To mówi dużo o dziewczynie, którą poznałem jeszcze w szkole średniej. Wszechstronna, sympatyczna, skupiona na celu... ale już gdzieś „daleko”, gdzie indziej niż jej rówieśnicy... Teraz już wiem, Eliza rozpoczynała wtedy własną przygodę, o której porozmawialiśmy blisko dwadzieścia lat później.

Z Elizą Kubarską rozmawia Maciej Mazerant, wydawca PURPOSE


Więcej o projektach realizowanych przez Elizę oraz Dawida na stronie: verticalvision.pl
Facebook: Eliza Kubarska
Zdjęcia opatrzone znakiem wodnym udostępnione dzięki uprzejmości: Dawid Kaszlikowski 




M.M. Poznaliśmy się w liceum plastycznym w Łodzi... miałem zawsze wrażenie, że wiesz, czego chcesz i masz pomysł na swoje życie... realizujesz go?

E.K. Chyba tak, choć wiadomo, że ten pomysł na życie czasami się zmienia. W liceum odkryłam dla siebie rzeźbę, która w nieco zawiłej linii, poprzez video-instalacje, doprowadziła mnie do filmowania. W tamtym też czasie zaczęłam się wspinać, a to z kolei umożliwiło mi podróżowanie po świecie. Z połączenia tych pasji powstało to, czym zajmuję się dzisiaj.



Jesteś podróżniczką? Alpinistką/wspinaczką? Artystką? Reżyserką? Dokumentalistką?

Akurat w tej konkretnej chwili jestem często mamą (uśmiech). To nowa funkcja, którą zaczęłam wypełniać 3 lata temu i która od samego początku była dla mnie zaskoczeniem. Niektórzy ludzie dochodzą do pewnych rzeczy prosto, tymczasem ja musiałam odwiedzić kawał świata, by dopiero wtedy odkryć dla siebie prawdy oczywiste. Macierzyństwo jest dopełnieniem moich dotychczasowych pasji. Z powodu Kaia, mojego syna, jestem obecnie zawieszona jako alpinistka, ponieważ nie czuję się teraz na siłach, by podejmować większe ryzyko. Na szczęście ryzyko, które podejmuję, pracując jako reżyser dokumentalny, jest znacznie bardziej akceptowalne. Właśnie wróciliśmy ze wschodniego Nepalu, gdzie rozpoczęłam zdjęcia do dwóch nowych filmów. Celowo udaliśmy się tam zimą, tego wymagał jeden ze scenariuszy, choć zima w Himalajach nie jest najłatwiejszą destynacją dla ekipy filmowej. Aby nasza nieobecność nie była dłuższa niż miesiąc, z Kathmandu polecieliśmy od razu helikopterem na wysokość 3600 metrów, a stamtąd weszliśmy jeszcze kolejny tysiąc. Opiekowali się nami Szerpowie, rdzenna ludność tego miejsca, potomkowie Tybetańczyków. Bardzo ciepli i opiekuńczy ludzie głęboko wierzący w świętość gór.



Pamiętam, jak ucząc się do kolejnego sprawdzianu, trenowałaś „chwyty” na ścianie w swoim pokoju... twoją pasją było wspinanie, góry... skąd zainteresowanie tematem wody, morza?

Góry wbrew pozorom bardzo często łączą się z wodą, morzem. Zderzenie żywiołów zawsze mnie fascynowało, choć generalnie należę do ludzi, którzy nie boją się wysokości i lubią przestrzeń, za to mają respekt dla wody. Najpierw z moim mężem, wspinaczem i fotografem Davidem Kaszlikowskim odwiedzaliśmy takie miejsca jak Tajlandia, Wietnam czy południe Francji. To właśnie tam, prosto z morza, wyrastają skalne turnie, na które można się wspinać. Niektóre z nich mają nawet po 150-200 metrów wysokości. Potem pojechaliśmy wspinać się na Grenlandię, gdzie prosto z morza we fiordzie wyrasta klif Qaqarsuassi, uważany za najwyższy MORSKI KLIF na świecie.



Grenlandia i początek wspinaczki z kajaka... zimna woda, strach przed nią czy respekt?

Nigdy wcześniej się tak nie bałam. I to nie wspinanie, w nieznanym terenie – bo wytyczaliśmy tam nową drogę wspinaczkową – czy fakt, że jak coś się stanie na górze, to nikt nam nie udzieli pomocy, tak mnie, paraliżował... a właśnie morze. Woda we fiordzie, w którym pływają góry lodowe, jest bardzo zimna – bliska zera stopni. Za środek transportu obraliśmy sobie morskie kajaki. Są szybkie, ale za to dosyć wywrotne. Wiedziałam, że gdy jedno z nas na większych falach wpadnie do wody z wyładowanego sprzętem kajaka, to nie będziemy w stanie sobie pomóc. Rozbitek zapadnie na hipotermię i taki będzie koniec przygody. Szczęśliwie wszystko się udało, a nasza wyprawa zainspirowała mnie do realizacji mojego pierwszego filmu dokumentalnego, który powstał dwa lata później pt. „Co się wydarzyło, na wyspie Pam". Film opowiadał o zawiłościach damsko–męskiej relacji na kanwie tej wyprawy.



„Badjao. Duchy z morza” temat z przypadku czy potrzeby?

Przypadkiem dotarliśmy nad morza Sulu i Celebes na Borneo, ale nie bez powodu później wracałam w to miejsce sześć czy siedem razy. Znajduje się tam archipelag niewielkich wysp otoczonych turkusowym morzem. Do niedawna miejsce to mogło się pochwalić jedną z najpiękniejszych i najbogatszych raf koralowych na świecie. Wyspy i morza zamieszkiwali ludzie, których przodkowie według ich legend, mieli skrzela zamiast płuc. Badajo, bo tak nazywa się ta społeczność morskich nomadów, w wodzie czują się jak ryby. Urodzeni na morzu naturalnie stali się mistrzami w nurkowaniu na bezdechu. Kiedy ich poznałam, zostałam zaczarowana. Wkrótce jednak odkryłam, że ten świat nie będzie już istniał długo. Dlatego też postanowiłam zrealizować film. Na potrzeby tego projektu zostałam nurkiem. W przeciwieństwie do Grenlandii morza wokół Borneo są bardzo ciepłe i łagodne, więc tym razem nie było to trudne.



Badjao... woda – środowisko do życia czy zasób do wykorzystania?

Dla Badjao morze jest wszystkim. Było bezpiecznym miejscem do życia. Jeżeli zbliżało się niebezpieczeństwo, Badjao wciągali kotwicę i płynęli gdzie indziej. Kiedy łódź jest twoim domem, jesteś niezależny i wolny. Dzieci bawiły się w wodzie i bardzo szybko stawały się doskonałymi nurkami. Wokół „domu” pływało jedzenie. Kiedy zbliżała się pora obiadu, ojciec wskakiwał do wody z kuszą i wracał po chwili ze zdrowymi i różnorodnymi owocami morza. Bez dostępu do morza kultura Badjao przestanie istnieć. Niestety dla nich, miejsca te są bardzo atrakcyjne dla turystów, co 20-30 lat temu doskonale zrozumiał malezyjski rząd. Badjao są przesiedlani na ląd, do slumsów. Ich dzieci urodzone w tych miejscach nie potrafią już pływać…





Kai woli się wspinać a może pływać?

Kupiliśmy mojemu synowi maleńką uprząż wspinaczkową, kiedy miał 2,5 roku. Nie boi się wysokości, uwielbia bujać się na linie. Z jednej strony się z tego cieszę, bo jeśli będzie lubił wspinaczkę, łatwiej nam będzie planować wspólne wyjazdy. Jednak chyba również trochę się boję, że kiedy dorośnie, spodoba mu się to za bardzo. Nie mówię tu o wspinaczce sportowej, bo ta jest fantastycznym zajęciem i relatywnie bezpiecznym, ale o alpinizmie, w którym poprzeczka podnosi się ciągle coraz wyżej, a co za tym idzie również ryzyko, które się z nim łączy. Kai regularnie chodzi na basen. Myślę, że umiejętność pływania i bycia oswojonym z wodą jest niezbędna, aby w pełni móc korzystać z tego, co oferuje nam nasza piękna planeta.



Czym jest dla ciebie woda?

Morze jest wspaniałym żywiołem. Jestem zafascynowana podwodnym światem i marzy mi się film na skalę „Blue Planet” (BBC). Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy samotnie lub w małych zespołach żeglują po dużych wodach, w nieznane, dla tych, co nurkują na dużych głębokościach, nie mówiąc o tych, którzy robią to w jaskiniach, na wrakach czy pod lodem, albo bez akwalungu. Podziwiam również bardzo tych, którzy tak jak Ty, nie boją się zimnej wody. Może powinnam tego spróbować, aby zażegnać swój grenlandzki lęk przed spotkaniem z lodowatą wodą?



Dla mnie osobiście góry i woda leżą na przeciwległych biegunach... ale mają coś wspólnego, co to jest twoim zdaniem?

Zarówno morza, jak i gór nie da się ogarnąć, nawet jeśli posiadasz mapę, kompas czy schemat wspinaczkowej drogi to zawsze pozostaje element bycia odkrywcą. Morze nigdy nie jest takie samo, podobnie jest w górach, w zależności od pogody dana góra może być łagodna albo ekstremalnie trudna. Poza tym na mapie świata ciągle jest pełno niezdobytych szczytów, jak i miejsc na morzach czy oceanach, których jeszcze nikt nie przepłynął.

 

Jaki jest twój cel?

Pokazać mojemu dziecku różnorodny świat, jednak martwi mnie nietolerancja i skrajny radykalizm, które zaczynają panować na świecie. Strach myśleć jak się to może skończyć. Chciałabym również pokazać mu magiczną przyrodę, ale tu przyszłość też nie wygląda najlepiej. Pewne miejsca, które my „odkrywaliśmy” jeszcze 20 lat temu, już nie istnieją – w tym sensie, że utraciły cały swój czar, zostały zniszczone. Morza dziś są niemal wytrzebione z ryb, a to wróży klęskę. Badjao, o których wspominałam, nawet ci, którzy nadal mieszkają na morzu, nie są już w stanie zdobyć pożywienia, bo go po prostu nie ma. Każdej nocy wielkie handlowe kutry rybackie, przy pomocy ogromnych lamp, ściągają do siebie ryby i jednym ruchem wyławiają ich tony. Niestety podobnie bywa w górach. Everest, niegdyś najświętsza góra Himalajów, zwana Matką Ziemi, został już zdobyty ponad 7000 razy. Baza pod górą zmieniła się w małe miasteczko z dywanami i plazmami w namiotach. Biznes, który rozwija się u jej podnóża, w nosie ma wierzenia miejscowych ludzi i wielowiekowe tradycje. Za duże pieniądze można sobie kupić wejście na najwyższą górę świata. Czy tak wygląda duch eksploracji? To wszystko nie brzmi zbyt optymistycznie, ale może nie należy tracić w nas – w ludzi – wiary. Ja jej nie tracę. Używając filmu, staram się udokumentować pewne miejsca i ich tradycje, aby został ślad po tym, co było.



Więcej o projektach realizowanych przez Elizę oraz Dawida na stronie: verticalvision.pl
Facebook: Eliza Kubarska
Zdjęcia opatrzone znakiem wodnym udostępnione dzięki uprzejmości: Dawid Kaszlikowski

Rozmawiał: Maciej Mazerant | PURPOSE



Eliza Kubarska | zdjęcia: David Kaszlikowski www.VerticalVision.pl
 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ


REKLAMA

POLECAMY