Młoda kultura

Mamy w sobie pasję

  

Przestrzeń Wymiany Działań ARTERIA została stworzona przez absolwentów warszawskiej Akademii Teatralnej: Agatę Buzek, Annę Gajewską, Kacpra Kuszewskiego i Michała Sieczkowskiego. Ich celem jest wykorzystanie twórczego potencjału młodych, niezależnych artystów. Nam opowiadają o swojej pasji i sposobie jej realizacji.

Dlaczego zdecydowaliście powołać Arterię w takim składzie? Za co w niej odpowiedzialny jest każdy z Was?

Kacper Kuszewski: Wszyscy jesteśmy absolwentami Wydziału Aktorskiego warszawskiej Akademii Teatralnej, Michał studiował też reżyserię w Pradze. Znamy się i przyjaźnimy od czasu studiów. Przez kilka lat każdy z nas po prostu pracował w zawodzie i wszystko było w zasadzie w porządku, ale w pewnej chwili poczuliśmy, że czegoś nam brak. Mieliśmy większe ambicje i pragnienia, chcieliśmy realizować własne artystyczne projekty, a nie czekać aż ktoś nam coś zaproponuje. Interesował nas nie tylko teatr, ale także muzyka, film, sztuki plastyczne, akcje społeczne, chcieliśmy poznać i nawiązać współpracę z innymi młodymi artystami różnych dziedzin sztuki, z różnych krajów, dowiedzieć się, co dla nich jest ważne, dlaczego zajmują się sztuką, co chcą powiedzieć ludziom. Chcieliśmy wspólnie z nimi zrealizować odważne, niebanalne projekty. Zauważyliśmy, że coraz więcej osób interesujących się sztuką jest znużonych ofertą publicznych placówek kulturalnych, że szukają one czegoś świeżego, niesztampowego, interesują się sztuką niezależną, alternatywną i bardzo żywo na nią reagują. Taki rodzaj relacji między twórcą i odbiorcą nas interesuje.

Postanowiliśmy zrealizować nasze pragnienia. Każdy z naszej czwórki jest zupełnie inny, ale świetnie się uzupełniamy. Mamy w sobie pasję i gotowość do podjęcia ryzyka. Zdecydowaliśmy się powołać fundację, bo taką formę prawną uznaliśmy za najwygodniejszą dla realizacji naszych celów.

To my tworzymy zarząd, Michał jest prezesem. Nie mamy biura, sekretarki ani menedżera. Sami musieliśmy nauczyć się zarządzać ludźmi i finansami, budować strategię, pozyskiwać sponsorów, organizować promocję i produkcję spektakli, koncertów, wystaw, imprez plenerowych czy wyjazdów zagranicznych. Na początku nie mieliśmy o tym pojęcia, teraz, po półtora roku, umiemy już bardzo dużo.

Generalnie Michał zajmuje się kontaktami zagranicznymi  i koordynacją wszystkich działań, Agata biurem, korespondencją i archiwum, ja finansami, a Ania nawiązywaniem kontaktów z innymi organizacjami oraz kontrolą wewnętrzną, tzn. pilnowaniem, by wszystko było zrobione na czas. Tak naprawdę jednak, to musimy być bardzo elastyczni. Każdy z nas poza fundacją ma swoje życie zawodowe, nie zawsze jesteśmy w pełni dyspozycyjni, poza tym zdarza się, że realizujemy kilka projektów jednocześnie. Dlatego przed każdym projektem dzielimy się zadaniami. Mamy też grupę stałych współpracowników, którzy też są już naszymi przyjaciółmi i pomagają nam w promocji, organizacji produkcji, kontaktach ze sponsorami i w zarządzaniu stroną internetową.

Skąd nazwa Arteria?

Kacper Kuszewski: Szukaliśmy nazwy krótkiej, budzącej właściwe skojarzenia i łatwej do wymówienia dla obcokrajowców, bo od początku planowaliśmy współpracę z artystami i instytucjami z różnych krajów. Długo nie mogliśmy znaleźć niczego odpowiedniego. Hasło „arteria" rzucił nasz przyjaciel Maciek Ulewicz podczas dwugodzinnej burzy mózgów. Spodobało się nam. Zawiera w sobie słówko „art" a jednocześni kojarzy się z krwiobiegiem, tętnicą, dostarczaniem świeżej krwi, a także z miastem, drogą szybkiego ruchu, do której dochodzą inne, boczne drogi. Dobra nazwa. Nie chcieliśmy jednak używać nazwy „fundacja sztuki", bo to kojarzy się raczej z pozyskiwaniem funduszy, a my zajmujemy się przede wszystkim realizacją projektów artystycznych. Dlatego przedstawiamy się jako Przestrzeń Wymiany Działań ARTERIA. Sztuka jest dla nas taką przestrzenią, którą staramy się tworzyć i wciągać do niej kolejnych twórców i odbiorców sztuki.


Czy to, że w Waszej grupie są sławne osoby pomaga Wam w realizacji projektów?

Kacper Kuszewski: Nie chcemy opierać naszej działalności na „znanych twarzach”, zawsze na pierwszym planie stawiamy wartość artystyczną projektu. Mamy jednak świadomość, że obecność moja i Agaty w naszym zespole często ułatwia nam nawiązywanie różnych kontaktów. To normalne, ludzie są bardziej otwarci, kiedy rozmawiają z kimś, kogo już „znają” i to powoduje, że łatwiej nam przebrnąć przez sekretariaty rozmaitych firm czy instytucji i zaprezentować nasze pomysły. Potem jednak jesteśmy już zdani tylko na siebie, na naszą siłę przekonywania, dobre przygotowanie do rozmowy, atrakcyjną prezentację projektu i dobrą ofertę współpracy. A przy realizacji projektu – na nasze umiejętności i ciężką pracę. Wtedy już nikt nie zastanawia się, czy jesteśmy znani. Teraz już coraz częściej ludzie zamiast „A, znam ich z telewizji”, mówią np. „A, to wy zrobiliście ten projekt polsko-wietnamski!” Bardzo nas to cieszy.

Czy każdy z Was ma stały etat w teatrze? Czy pracujecie na zlecenie? Jak wygląda praca młodego aktora w Polsce?

Anna Gajewska: Obecnie żadne z nas nie ma etatu w teatrze, większość umów, które podpisujemy, to umowy o dzieło. Tak pracuje obecnie chyba większa część młodych aktorów w Polsce. Rynek pracy dla nich wydaje się być dość bogaty. Są różne możliwości. Wciąż funkcjonują teatry instytucjonalne, które gwarantują aktorom stałe wynagrodzenie, możliwość pracy w zespole, ale nie zawsze zaspokajają potrzebę twórczej samorealizacji, a o spotkanie z ciekawym reżyserem nie jest dziś wcale łatwo. Wiele zależy od poziomu teatru, atmosfery w zespole. Ale obok tych teatrów coraz silniej rozwijają się samodzielne grupy, młodzi ludzie zakładają fundacje i stowarzyszenia po to, aby realizować swoje marzenia i mieć poczucie niezależności. Tu z kolei problemem wydaje się być ciągle słabość sektora pozarządowego, jeśli chodzi o umiejętność pozyskiwania funduszy, czy sprawy organizacyjne. Obok teatrów jest rynek filmu i serialu, choć niestety ten drugi jest znacznie silniejszy. Niestety, bowiem zazwyczaj nie spełnia on artystycznych oczekiwań młodych ludzi, za to daje im możliwość zarobienia dobrych pieniędzy. Oczywiście zdarzają się wyjątki – produkcje z ciekawym pomysłem, zaangażowany reżyser i inspirujący materiał. Wielu aktorów pracuje w dubbingu, radiu czy telewizji, no i oczywiście we wszechobecnej dookoła nas reklamie...

Dlaczego angażujecie się w realizację dodatkowych projektów teatralnych, przecież na pewno macie dużo własnej pracy?

Anna Gajewska: Owszem, każdy z nas ma swoje zajęcia, ale nie zawsze są to propozycje, które są dla nas ciekawe i atrakcyjne artystycznie. W naszym zawodzie bywa też tak, że po okresie wytężonej pracy może jej nagle zabraknąć. Wielu wspaniałych artystów, zarówno tych doświadczonych, jak i młodych, boryka się wtedy z poczuciem niepewności, a nawet frustracji. Tworząc Arterię, chcieliśmy nie tylko realizować swoje artystyczne ambicje, ale mieć też poczucie pewnej stabilności i ciągłości pracy. Wciąż szukamy sposobów, jak pogodzić indywidualną pracę każdego z nas z naszym małym przedsiębiorstwem artystycznym, jakim jest ARTERIA.

Z czego finansujecie swoje projekty?

Anna Gajewska: ARTERIA finansuje realizację swoich projektów dzięki dotacjom publicznym (m.in. Urzędu Miasta st. Warszawy i Ministerstwa Kultury) oraz dzięki współpracy ze sponsorami biznesowymi, wśród których jest m.in. Lotnisko Fryderyka Chopina, Polskie Linie Lotnicze Lot i Hotel IBIS. Czekamy na następnych... Na starcie bardzo pomogło nam wsparcie Fundacji Commitment to Europe Arts and Business, która tworzy platformę współpracy między sztuką a biznesem, nawiązując do sprawdzonych zachodnich wzorców. 

W jaki sposób Fundacja Commitment to Europe Wam pomogła?

Kacper Kuszewski: Odpowiedzieli na mnósto naszych pytań dotyczących poszukiwania sponsorów i współpracy z nimi, zrobili nam szkolenie z pisania ofert dla sponsorów, pomogli nawiązać kontakty z firmami, znaleźć patronów medialnych a także przeprowadzić rekrutację na stanowisko specjalisty od reklamy i PR.

 

Czy realizacja projektów w Arterii przekłada się na promocję Waszych sylwetek? Czy dzięki temu dostajecie więcej propozycji pracy?

Michał Sieczkowski: Taki był nasz cel – najważniejsze dla nas projekty realizujemy dzięki ARTERII i w ramach jej działań. Trudno powiedzieć, jak bezpośrednio przekłada się to na promocję nas samych... Na pewno chodzi nam o to, żeby udawało się poprzez ARTERIĘ realizować projekty, które będą mówiły same za siebie. I żeby udało się nam się znaleźć wiernych widzów. Owszem, z radością przyjmujemy dodatkowe propozycje pracy, ale nasz cel jest inny. Arteria powstała z myślą o tym, żebyśmy mogli robić „swój teatr" tak, jak chcemy i z ludźmi, z którymi chcemy współpracować. Jeśli angażujemy się w projekty pozateatralne, w których występujemy w roli organizatorów i producentów, to zawsze z myślą o wizerunku Arterii. Wybraliśmy tę formę działania po to, żeby uniezależnić się od propozycji, które raz są, a raz ich nie ma, a także po to, żeby nie być tylko artystami do wynajęcia.

Co możecie poradzić innym młodym artystom chcącym zaangażować się w tworzenie i prace w teatrze?

Michał Sieczkowski: Chociaż samodzielność to droga przez mękę i twarda szkoła życia, to warto uzbroić się w cierpliwość, zaangażować i walczyć do końca, jeśli ma się ochotę realizować swoje pasje. A w sprawach budżetu radzić się przytomnych ludzi, którzy znają się na finansach... Poza tym warto zgromadzić wokół siebie ekipę fajnych ludzi – wolontariuszy i nie tylko, doceniać ich i mądrze korzystać z ich pomocy.

Jakie macie plany na ten rok?

Michał Sieczkowski: Planujemy na wiosnę 2006 roku kolejny spektakl – „Mątwę" S.I. Witkiewicza, a także wznowienie naszego pierwszego spektaklu „Sallinger" w nowej przestrzeni w Warszawie. Poza tym w czerwcu br. współorganizujemy ze Stowarzyszeniem ArtAnimacje projekt teatralny pod roboczym tytułem „Dwa Miasta" – będzie to 3-dniowy maraton teatralny w przestrzeni postindustrialnej, w ramach którego odbywać się będą przedstawienia teatralne różnych grup niemających stałej siedziby, recitale, jednorazowe akcje i performance specjalnie przygotowane na to wydarzenie.

Jesienią planujemy premierę kolejnego spektaklu, pracujemy równolegle nad adaptacjami dwóch książek – jeden z projektów będzie wybrany do realizacji po wakacjach. Plany zależą jeszcze od środków, które uda nam się zdobyć. System finansowania ze środków publicznych działa tak, że np. jeśli planuje się premierę spektaklu w marcu danego roku, to wniosek o dofinansowanie z pieniędzy miejskich składa się w styczniu. Odpowiedź przychodzi w połowie lutego, czyli wtedy, kiedy trzeba być już w trakcie prób, muszą być gotowe projekty scenografii. Trzeba podejmować ryzyko i w pewnym stopniu pracować na kredyt. Ale na pewno warto! 

http://www.arteria.art.pl

Zdjęcia: Bartłomiej Zaranek



nr 17 Luty 2006

temat numeru:

TEATR


Zobacz numery archiwalne



Artykuł
(Miss) America-n dream - Iza Husarzewska

Wywiad
Chcę prezentować dobry teatr - rozmowa z Ewą Pilawską, dyrektor Fesiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

Prezentacja
ARTERIA Sallinger

Analiza
Cricot 2 i Scena Plastyczna KUL - dwa oblicza teatru eksperymentalnego - Artur Zaguła

Kariera w kulturze
Chcieć to móc! - rozmowa z członkami Teatru Montownia

Przemysły kultury
Przedsiębiorstwo usługowe - rozmowa z Romanem Osadnikiem z Teatru Polonia - Maciej Mazerant

Warsztaty
Sponsoring teatru - Katarzyna Nowakowska

Młoda kultura
Mamy w sobie pasję - rozmowa z członkami Arterii

Felieton
Teatrzyk ślepe oko - Kuba Wandachowicz

Na marginesie
Suka Off - Sylvia Lajbig